czwartek, 22 czerwca 2017

Gzuby z ONR

My – dziewczęta z poznańskiej Wildy – codziennie ustawiałyśmy się o świcie przed sklepem na dole. Formowałyśmy ogonek, oczekując przyjazdu furgonu z piekarni. Zależało nam na świeżym pieczywie z nocnego wypieku, ale jeszcze bardziej na pogaduszkach, które umilały nam czas do chwili pojawienia się dostawczaka z Lubonia czy innego Puszczykowa. Tak, byłyśmy skazane na prowincję. Ale od dawna przyzwyczaiłyśmy się do jej zjełczałego smaku.

– Tej – zwróciła się Kunegunda lat 90, zwana przez nas swojsko Kunią – czy w Polsce każda prezeska Rady Ministrów musi pochodzić z zadupia? Suchocka była z Pleszewa, Kopacz ze Skaryszewa, a zabiedzona intelektualnie Szydło z Oświęcimia. Dlaczego żadna z nas nie doczekała się premiery?
– Za każdą z tych panienek gorąco się modliłam – oznajmiła Gertruda lat 77, która była zausznicą tutejszego proboszcza. – I co? Hania wylądowała jako ambasadorka w Watykanie. Trzy dni leżałam krzyżem w kościele w tej intencji.
– Nas może czekać co najwyżej benefis – odezwała się najstarsza z nas, czyli Malwina lat 92.
– Nie można poddawać się biegowi wydarzeń – zaprotestowałam. – To prosta droga do zgnuśnienia. Trzeba poskromić zakompleksionego łapserdaka Jarka i wytrzebić jego forpocztę.

Wezwałam dziewczęta do czynu w samą porę, bo naszym oczom ukazała się czwórka pacholęt o skromnym postrzeganiu świata, niewielu przeczytanych lekturach i tej pewności siebie, którą daje tylko ignorancja. Kierowali się ku nam, idąc marszowym krokiem i niosąc transparenty o dziwnych symbolach. Stukot ich obcasów budził niemowlęta oraz inteligentów, którzy nie musieli wstawać na szóstą rano do fabryki. Na czele prężył się pryszczaty Dionizy lat 24, ciągnąc za sobą trójkę innych bachorów.

– Piaskownica jest pół kilometra dalej – Pela lat 83 wskazała ręką kierunek.
– Tej, nie bądź taka dziunia – odparł bezczelnie jeden z młokosów, a reszta dodała mu animuszu, rechocząc bezsensownie.
– Ja mam na imię Dziunia – wrzasnęła Dziunia lat 59. – Won mi stąd, obrzydliwe pędraki!
– Wybacz im – powiedziała pojednawczo Lwinka. – To pierwotne formy bytu. Nie wiedzą, jakie cienie kryją się za tanią bohaterszczyzną. Typowi reprezentanci patriotyzmu kibolskiego.
– O żesz ty! – krzyknął jeden ze szczypiorków; jak się potem okazało Telesfor lat 19. – Dam ci po ryju.
Na takie dictum musiałyśmy zaprotestować, bo tak nie można się odzywać do dam. Ściągnęłyśmy chusty z głów, zrolowałyśmy je w bicze i dałyśmy łupnia szczunom. Kurzyło się, że aż miło.

A potem już wiedziałyśmy, co znaczy ONR. Przed siłą i godnością osobistą to Oni Naprawdę Rejterują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz