czwartek, 7 lipca 2016

Ha!

Serdecznie zapraszam na nowy blog. Jest on wynikiem potrzeby chwili.

http://wujekjarekjestjeden.blogspot.com/

Miłej lektury. :)

środa, 4 maja 2016

UWAGA!!!

W związku z planowanymi przenosinami do Szczecina ten blog zostaje zawieszony.
W przeciągu kilku dni poinformuję o nowym. Będzie się fajnie nazywał.
Pozdrawiam najwierniejszych z wiernych. :)

niedziela, 20 marca 2016

Kukułcze jajo

Kiedy ktoś awizował swój wyjazd, przenosiny, rozstanie, wówczas zawsze rodziły się demony. Oczywiście dla osoby usuwającej się z grona lokalesek. One natomiast zaczynały dziobać jak zwariowany drób. Nagle nie taki miałaś dziób, nie gdakałaś w ten sposób, jak było to oczekiwane, pazury zaś pomalowane były w innych barwach niż pożądane kolory w danym konkretnym kurniku.

– Nigdy nie będę miała niebieskich paznokci – upierałam się. – To co, że lechici mają takie stroje sportowe?! Nie obchodzą mnie ich mecze z warszawiakami, szczecinianami czy krakusami. To armie zaciężne, pełne Murzynów, Azjatów i Bałkanów niższego sortu. a dla takich nie mam szacunku. Mam niby kibicować bramkostrzelnemu Żydowi i przez to podpaść panu Kaczyńskiemu? Albo któremuś z jego pretorianów? – argumentowałam. – Za żadne skarby! – okopałam się w swojej niezłomnej postawie.
– Bo ty wolisz mieć kolory portowe – wypomniała mi Pela lat 83.
– A jakie one są? – zdziwiłam się.
– Nie wiem.
– Ja też nie wiem.

Napięcie między nami, które zaiskrzyło na skwerze przed kościołem pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie było dla mnie totalnie nieoczekiwane. Widziałam zacięte miny sąsiadek, z którymi dotąd żyłam w zgodzie przez kilka dziesiątek lat. Rozumiałam, że walczyły o moje pozostanie, o codzienną obecność w ogonku przed sklepem spożywczym o świcie, ale decyzja już zapadła i nie było odwrotu. Nie rozumiałam, dlaczego tak zachowywały się. To było irracjonalne i przykre.
Podszedł do nas wikary. Witalny, pucułowaty, dwujajeczny.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
– Niech będzie, Niech będzie, Niech będzie – odpowiadałyśmy spontanicznie.
– Adelo, słyszałem, że jedziesz na misję na grzeszny Zachód. To godne pohwały. Pozwól, że pobłogosławię cię przed wyprawą. Bądź jak Wojciech – zachęcał, jednocześnie kropiąc mnie mętną wodą..
Ksiądz uczynił znak krzyża i tym samym skończył robotę, bo w miał dziś w grafiku tylko poranne msze i teraz spokojnie mógł się byczyć do następnego świtu.
– Co zamierzasz przekazać potomkom starożytnych Prusów? – indagowała przychylna mi Malwina lat 92.
– To już nie Prusy. To Pyrrusy. Pyrrusy potrzebują miłości.

Wikary lekceważąco wzruszył ramionami, Kunia lat 90 zdeptała peta, a potem my wszystkie udałyśmy się do świątyni, by wziąć udział we mszy świętej dla dzieci, która była najkrótsza ze wszystkich odprawianych w niedzielę.

piątek, 18 marca 2016

Zrealizuj wiosenne plany!

– Muszę wypełnić i złożyć roczny PIT. Bardzo się tym denerwuję – żaliła się Dziunia lat 59.
– Nie marudź! Zrealizuj wiosenne plany – odrzekła Kunia lat 90.
– Noce coraz krótsze, potrzebuję szybkiego gacha. Wydaje mi się, że powinien być młodszy od poprzednich – zastanawiała się Malwina lat 92.
– Precz z palcówą! Zrealizuj wiosenne plany! – zachęcała Kunia.
– W okresie Wielkiego Postu lubię chudnąć, tymczasem tego roku jest tak ciepło, że nie pozbywam się tłuszczu – stwierdziła zatroskana Gertruda lat 77.
– Nie bądź pulchna! Zrealizuj wiosenne plany! – dociskała Kunia.

Stałyśmy w ogonku przed sklepem na dole, czekając na przyjazd dostawczaka z piekarni ze świeżym pieczywem z nocnego wypieku oraz wystawiając twarze do wiosennego słońca. Akurat przebudzało się po jeszcze względnie długiej nocy i lizało wykwitłą na naszych twarzach tęsknotę za cieplejszymi dniami.

– Powinnam zacząć się pakować – obwieściłam. – Zastanawiam się, ile wziąć książek ze sobą do Szczecina.
– Uważaj na każdą stronę, okładkę i grzbiet! – ostrzegła mnie Kunia. – W każdym razie zrealizuj wiosenne plany!
– Chciałam kupić na balkon pnące róże, ale chyba zdecyduję się na zwisające pelargonie – mruknęła Pela lat 83.
– Zakwitnij i zrealizuj wiosenne plany!
– Znaczy mam jednak kupić róże?
– Zrealizuj wiosenne plany!
– Przez całe życie byłam abstynentką – wyznała Elwira lat 79 – teraz jednak naszła mnie ochota, by się urżnąć. Dziewczyny, wpadniecie na moją libację, jeśli ją zorganizuję?
– Zrealizuj wiosenne plany! – jako pierwsza zgłosiła swój akces Kunia.
– Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia – zanuciła Balbina lat 42, która zaczynała cierpieć na demencję starczą.
– Zrealizuj wiosenne plany!
– Kunia, a jakie ty masz plany na wiosnę?- spytałam.
– Będę pilnować byście zrealizowały wiosenne plany! – wypaliła przyjaciółka.

Zrozumiałyśmy, że nie skończy się na czczym gadaniu i będziemy musiały się wziąć w garść, by zrealizować w całości swoje plany.

środa, 16 marca 2016

Nie tylko

– Co to znaczy „nie tylko”? – rzuciła w kolejkową przestrzeń Kunia lat 90.

Jak co dzień stałyśmy w ogonku przed składem na dole, wypatrując przyjazdu furgonu z piekarni, który miał dowieźć świeże pieczywo z nocnego wypieku. Trudno ustawiać się o takiej porze na ulicy, ale my byłyśmy przywiązane do aromatu i smaku bułek oraz chleba z podpoznańskiej piekarni.

– Hę? – zahęchała – Dziunia lat 59.
Gertruda lat 77 stanie w kolejce rozpoczynała od klepania pacierza, ale teraz przerwała niespodziewanie modlitwę:
– Nie tylko Bóg ma do mnie dostęp – wyszeptała.
– Hę? – Dziunia powtórzyła w grubiański sposób swoją zdziwiona rekację.
– Nie tylko poznańska Wilda jest dobra do mieszkania oraz ustawiania się przed sklepem spożywczym – oznajmiłam.
– Nietylko to był mój nauczyciel WueFu sprzed wojnia – przypomniała sobie Malwina lat 92. – Konstanty Nietylko. Przystojniak, chociaż kulawy. Lubił skakać przez skrzynię - Jak on to robił! – dodała z zachwytem. – Mnie osobiście zachęcił do koziołków.
– Poznańskich? – głupio indagowała Wacia lat 83.
– W Poznaniu są same barany – odcięła się Lwinka.
– Za to nie ma drobiu – odezwała się politycznie Kunia.
– Nie tylko poznańska Wilda jest piękna – rzuciłam w chłodne powietrze. – Są miejsca i miasta równie klimatyczne.
– Nie tylko chlebem odżywia się kobieta – mistycznie stwierdziła Trudzia.
– Żaden facet nie wejdzie mi w nie tylko – zarzekła się Otylia lat 83, która niedawno przeniosła się na poznańską Wildę z Jeżyc.
– Tam skarb, gdzie serce moje, co stwierdzili templariusze – odrobiłam zadanie domowe, więc mogłam pochwalić się nawet znajomością łaciny. – To dużo lepsze niż „sursum corda”. Bo mówi o celu, a nie o marzeniach.
– A wiecie, że Tereska z Kalkuty zostanie wkrótce świętą? – zaśmiała się Kunia. – Przecież to była albańska hetera, która gnębiła wokół siebie wszystkich dookoła!
– Nie tylko premier Szydło stanie w przeciągu kilku lat przed Trybunałem Stanu – kassandrycznie obwieściła Balbina lat 61. – Ponieważ nikt nie jest święty!
– Dlatego ja chcę przenieść swoją grzeszność w inne rejony.

Nie dopowiedziałam jednak puenty, bo nadjechał wóz z piekarni i przyćmił nas aromat świeżego pieczywa z nocnego wypieku.

poniedziałek, 14 marca 2016

Katolickie „Olaboga” Dziękczynne

Wczoraj na kościelnym podwórcu niesamowicie bawiłyśmy się po mszy świętej dla dzieci, w której najchętniej uczestniczyłymy, bo była krótsza i przez to na tacę sypałyśmy na miarę kieszonkowego dla sześcioletniego dziecka. Co się stało? Ano proboszcz przygotował dla wszystkich atrakcję pod hasłem KOD. Chodziło mu o Katolickie „Olaboga” Dziękczynne. Na początku byłyśmy zdezorientowane, nie wiedząc z czym ugryźć tę parafialną nowinkę. A tu chodziło tylko o lokalne rozpoczęcie całorocznej uroczystości 1050 lat od chrztu Polski. Niestety, nie wszystko poszło po myśli szefa lokalnej społeczności katolickiej.

Na początku wszystko rozpoczęło się według scenariusza przygotowanego przez proboszcza wraz z wikariuszem z parafii pw. Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Księża zaintonowali pieśń w następujących słowach:
– Nie ma już rusałek,
nie znajdziesz też driady.
Znikły Światowidy –
nie wytrzeszczaj gałek.
– Bogu będą dzięki – odśpiewały 50-letnie oraz nieco starsze owieczki z poznańskiej Wildy – Jezuskowi piękni.
– Nie mieści się w pale – szepnęła mi na ucho Kunia lat 90 – że nie ma rusałek.
Dzieci sypały płatkami kwiatów, jak podczas święta Bożego Ciała, tyle że sztucznymi wyprodukowanymi w Chinach, a wyznaczony do tej części pieśni kościelny już rozpoczął śpiewać drugą zwrotkę:
– Pogany – tułacze,
my – kościelne zręby...
I tu moja przyjaciółka wtrąciła się swym atesitycznym dyszkantem:
– wybito im zęby, byś zbierał na tacę – wrzasnęła Kunia, wcinając się.
– Bogu będą dzięki – odśpiewały 50-letnie oraz nieco starsze owieczki z poznańskiej Wildy – Jezuskowi piękni.
– Jakie „Bogu niech będą dzięki”?! – oburzył się przez megafon ksiądz proboszcz.
– Niech będą! – szalała Kunia.

Potem zaczęło się mordobicie. Olaboga, do tego mógł doprowadzić tylko KOD! Przynajmniej tak sobie wyobrażał to pewien mały bóg. A jak będzie? O tym zdecyduje duży Bóg. Przynajmniej my z Kunią bardzo na to liczymy.

sobota, 12 marca 2016

Depresia

– Adela, co robisz, gdy masz depresję? – spytała Kunia lat 90.
Stałyśmy w ogonku przed sklepem na dole, oczekując na dostawę z piekarni. Potrzeba nam było świeżego pieczywa z nocnego wypieku, by zrobić zapas na weekend. W gronie kilkunastu sąsiadek przestępowałyśmy z nogi na nogę, starając przebić wzrokiem nisko zawieszone chmury.
– Mówię do niej czule.
– Po co?
– Żeby się uśmiechnęła.
– To ona się uśmiecha?
– Depresia potrafi szeroko szczerzyć się.
– Depresia?
– Na początku na nią warczałam, a ona zmieniała minę na marsową, stając się groźną deprechą. Zrozumiałam, że muszę zastosować inną taktykę. Nazwałam ją depresią i najpierw zaczęłam traktować ją wyrozumiale, a potem nawet serdecznie.
– I czym się to skończyło? – zaciekawiła się Malwina lat 92.
– Przyzwyczaiła się do mnie, co zaczęło mi ciążyć.
– Depresia czasem pojawia się w ciąży – przypomniała sobie Pela lat 83 – ale po narodzinach dziecka nierzadko zmienia się w deprechę.
– Ale dlaczego się pytasz, Kunia?
– Bo mam deprechę. Nie mogę się pogodzić, że chcesz się wyprowadzić z Wildy.
– A ja mam depresię, bo się wszystko opóźnia, a ja już dziś chciałabym stać przed szczecińskim sklepem SPOŁEM. Przed swoimi urodzinami muszę tam jednak już być. A potem was po kolei ściągnę do siebie.
– Kiedy masz urodziny? – spytała rzeczowo Gertruda lat 77.
– Mój plus powiększa się pierwszego dnia wiosny. Wtedy niebo się przejaśnia,a gołębie z większą częstotliwością zaczynają obsrywać mi balkon.
– W Szczecinie srać będą na ciebie mewki – nieprzyjaźnie prorokowała Dziunia lat 59.
– Co masz na myśli?

Dziunia tylko wzruszyła ramionami, bo zza zakrętu wyłonił się dostawczak z piekarni, który uchronił ją od udzielenia odpowiedzi. Ja jednak do tego tematu kiedyś wrócę.