Już niedługo o widnym świcie będziemy ustawiać się w ogonku przed sklepem spożywczym na dole. Na razie, gdy oczekujemy na dostawę świeżego pieczywa z nocnego wypieku jeszcze dość ciemno, ale już kiełkuje w nas nadzieja na słoneczne poranki. Oznacza to ogólną poprawę nastroju, to z kolei skutkuje snuciem planów na przyszłość. Szczególnie wiedzie w tym prym Kunia lat 90.
– Na wiosnę sprawię sobie kochanka – zapowiedziała. – Musi być czysty, dobrze wychowany i dojrzały.
– Czyli w jakim wieku? – zaciekawiła się Malwina lat 92.
– Metryka nie jest naistotniejsza, może być nawet po trzydziestce. Dojrzałość mężczyzny rozpoznaje się po wiedzy, który moment jest odpowiedni do użycia bluzgu. Oczywiście mam na myśli stosowną sytuację tete a tete.
– A ja zapiszę się na lekcje tenisa – wyznałam.
– Dlaczego?
– Bo minęło 100 dni rządów premier Szydło.
– Ale o cho? – Gertruda lat 77 miała od kliku dni zwyczaj nie kończenia słów.
– Kiedy nowe elity wnoszą z pola, obór i stodół błoto na salony, po jakimś czasie on wysycha i odpada. To dlatego w pierwszych miesiącach panowania w urzędzie rady ministrów słychać przed wszystkim dźwięk włączonych odkurzaczy.
– Czy ministrowie sami odkurzają? – spytała naiwnie Wacia lat 83.
– Cham lubi wysługiwać się innymi.
– To prawda – przyznała rację Kunia – Minister może być pogięty, ale nie lubi być zgięty. A odkurzając, trudno zachować wyprostowaną sylwetkę.
– Nadal nie rozumiem, o co cho z tym tenisem?
– Po 100 dniach w salonach zaczyna ciążyć zaduch. Wtedy elity pragną się przewietrzyć. Za nic mają jednak spacery, bo na nich można spotkać zwyczajnych ludzi. Najczęściej wybierają korty tenisowe, unikają zaś pól golfowych, bo kojarzą im się z błockiem. Ponadto zbyt długo byli w dołku. Wolą zatem korty. No to wymyśliłam sobie, że jest okazja, by wkręcić się do elit.
– Ty? Taka zwyczajna dziewczyna, a pcha się do najwyższych sfer? – docięła mi Balbina lat 71.
– Właśnie zamierzam zaserwować takiego piskusa. Tfu, psikusa.
– Adela, masz łeb nie od parady – pochwaliła mnie Lwinka.
– Jesteś stworzona do forhandu – oceniła Kunia. – Z kim zagrasz pierwszy mecz?
– Myślę, że panu Macierewiczowi najbliżej jest do rakiety.
Nadjechał furgon z pieczywem i zaczęłyśmy przygotowywać drobne na zakupy. Szykowało się dobre śniadanie. Potem powinnam pomyśleć o pierwszym treningu.
piątek, 26 lutego 2016
poniedziałek, 22 lutego 2016
Kanar z ambicją
Praca kontrolera biletów w środkach miejskiej komunikacji jest tylko dla urodzonych twardzielów albo mocnych w gębie bab. Osoba chcąca piąć się po szczeblach kariery kanara przechodzi przez niezliczone próby charakteru, wychodzi cało z sytuacji ekstremalnych, wyrabia siłę i kulturę osobistą, nabiera dyplomacji w kontaktach międzyludzkich i w ogóle realizuje się życiowo. Ta niełatwa profesja jest wyzwaniem dla śmiałków i ścieżką dla wybrańców, dolą dla odważnych i zarobkiem dla zdeterminowanych, bywa też potem dla czoła i biciem dla serca. A czym kanar nie jest i nie może być? Otóż nie jest kwileniem, memłaniem, życiowym zmechaceniem. Natomiast fizycznie nie może wyróżniać się, gdyż byłby wtedy szybko dostrzegalny na przystanku i straciłby atut zaskoczenia, bo na pasażera należy nacierać znienacka. Owszem, powala mu się trzymać w zanadrzu platfusa, hemoroidy, nawet pasożyty, za to nie może bić po oczach kolorowym tatuażem, włosami pofarbowanymi na zielono czy zaszytą jedną dziurką od nosa. Od kanara oczekuje się też w miarę pełnego uzębienia. Jakże bowiem funkcjonowałby na mobilnym stanowisku pracy, mówiąc „poprosem bilet”, „pzeciez ten bilet jest wcorajsy”, „a cóz pan mi tu za farmazony spzedaje”? Obniżałoby to respekt dla zawodu, który i tak bywa lekko traktowany przez podróżnych. A przecież wielu poważnych kontrolerów biletów ma swoje ambicje i traktuje ten zawód jako trampolinę do dalszych życiowych sukcesów.
Tak sobie napisałam dziś o kontrolerach, gdyż ostatnio obserwuje się ich wysyp. Nie, nie w autobusach czy tramwajach, lecz na eksponowanych stanowiskach państwowych. I sprawdzają bilety. Szczególnie tym gapom, którzy na nich nie głosowali.
Tak sobie napisałam dziś o kontrolerach, gdyż ostatnio obserwuje się ich wysyp. Nie, nie w autobusach czy tramwajach, lecz na eksponowanych stanowiskach państwowych. I sprawdzają bilety. Szczególnie tym gapom, którzy na nich nie głosowali.
czwartek, 21 stycznia 2016
Polska – pojebani my!
Nas też wzięło. Nawet oglądamy powtórki podczas oczekiwania na przyjazd furgonu z piekarni. Kunia znosi telewizor, Lwinka odtwarzacz DVD, ja załatwiam prąd ze sklepu, a Gertruda targa stolik z zakrystii kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Ustawiamy zestaw telewizyjny przed sklepem na dole i na mrozie rozgrzewamy się dopingiem dla polskich piłkarzy ręcznych.
Świeże pieczywo z nocnego wypieku tkwi na pace dostawczaka z piekarni, który stoi gdzieś w korkach, a my, oczekując na jego przyjazd, przyglądamy się najlepszym akcjom naszych szczypiornistów i śpiewamy:
– Polska, zawsze wkurwieni – intonuje Kunia
– Polska, zwykle pobożni – dodaje Trudzia.
– Polska, w weekend zachlani – drze się skacowana Lwinka.
– Polska, zakompleksieni! – diagnozuję ja.
Zapominamy o mrozie na dworze. Ja nie mogę przestać myśleć o nogach Bieleckiego, Kunia o dupci Jureckiego, a Lwinka o łapie Szmala. I w amoku śpiewamy:
– Polska, zawsze fukamy.
– Polska, my się modlimy.
– Polska, w piątek na bani.
– Polska, pojebani my!
Zimno nie wpływa na jakość obrazu, akcje na ekranie znikają, czasem pojawia się mgiełka, ale nam to w niczym nie przeszkadza drzeć się w najlepsze.
– Polska, zawsze skrzywieni.
– Polska, z różańcami my.
– Z wódą zaprzyjaźnieni.
– Polska, bohatery my!
I kiedy nadjeżdża kierowca z piekarni, to my go witamy serdecznie solą polskiej duszy i nutą patriotycznego serca:
– Polska, zawsze wkurwieni.
– Polska, zwykle pobożni.
– Polska, w weekend zachlani.
– Polska, zakompleksieni!
Świeże pieczywo z nocnego wypieku tkwi na pace dostawczaka z piekarni, który stoi gdzieś w korkach, a my, oczekując na jego przyjazd, przyglądamy się najlepszym akcjom naszych szczypiornistów i śpiewamy:
– Polska, zawsze wkurwieni – intonuje Kunia
– Polska, zwykle pobożni – dodaje Trudzia.
– Polska, w weekend zachlani – drze się skacowana Lwinka.
– Polska, zakompleksieni! – diagnozuję ja.
Zapominamy o mrozie na dworze. Ja nie mogę przestać myśleć o nogach Bieleckiego, Kunia o dupci Jureckiego, a Lwinka o łapie Szmala. I w amoku śpiewamy:
– Polska, zawsze fukamy.
– Polska, my się modlimy.
– Polska, w piątek na bani.
– Polska, pojebani my!
Zimno nie wpływa na jakość obrazu, akcje na ekranie znikają, czasem pojawia się mgiełka, ale nam to w niczym nie przeszkadza drzeć się w najlepsze.
– Polska, zawsze skrzywieni.
– Polska, z różańcami my.
– Z wódą zaprzyjaźnieni.
– Polska, bohatery my!
I kiedy nadjeżdża kierowca z piekarni, to my go witamy serdecznie solą polskiej duszy i nutą patriotycznego serca:
– Polska, zawsze wkurwieni.
– Polska, zwykle pobożni.
– Polska, w weekend zachlani.
– Polska, zakompleksieni!
wtorek, 22 grudnia 2015
Życzenia świąteczne
Mogłyśmy to zrobić wspólnie, ale nie doszłyśmy do konsensusu. Zatem ślemy Wam świąteczne pozdrowienia razem, ale składamy je już z osobna.
Gertruda lat 60 (wcześniej 77): Życzę Wam reasumpcji łask Bożych oraz miłości pierwszego sortu, bo tylko takie uczucie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami. A wtedy owiniemy Was w pieluszki podobnie jak Maryja zrobiła to z Dzieciątkiem.
Kunia lat 60 (wcześniej 90): Ruszcie cztery litery! Klikać to se możecie po powrocie ze spaceru. Zapierdalać mi tu na manifestację! Demokracji trzeba bronić, a nie kolędy zawodzić!
Malwina lat 60 (wcześniej 92): Powiem krótko: nie bądźcie z gestapo! Reszta jakoś się ułoży.
Pela lat 60 (wcześniej 82): Chciałabym aby te święta były jak prace w parlamencie, pełne zadumy i błogosławieństw wszelakich. Bo Pan Jezusek przyszedł do nas w dobrej wierze i nie można mu mówić, że jest Żydkiem.
Dziunia lat 60 (wcześniej 59): Bydlęta klękają, anieli śpiewają i nic to, że Jezus byłby za in vitro. W każdym razie zgłębiajmy cud jego narodzin. Buźka!
Ja lat 60 (wcześniej 73+): Dziś wszyscy podążają do żłóbka. To najlepsza pora, by mówić o rozpisaniu następnych wyborów. Życzę Wam byście oddały głos na Emerycję Przepolską, a Rzeczpospolita zmartwychwstanie. Amen.
Bądźcie zdrowe! Bądźcie zdrowi!
Gertruda lat 60 (wcześniej 77): Życzę Wam reasumpcji łask Bożych oraz miłości pierwszego sortu, bo tylko takie uczucie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami. A wtedy owiniemy Was w pieluszki podobnie jak Maryja zrobiła to z Dzieciątkiem.
Kunia lat 60 (wcześniej 90): Ruszcie cztery litery! Klikać to se możecie po powrocie ze spaceru. Zapierdalać mi tu na manifestację! Demokracji trzeba bronić, a nie kolędy zawodzić!
Malwina lat 60 (wcześniej 92): Powiem krótko: nie bądźcie z gestapo! Reszta jakoś się ułoży.
Pela lat 60 (wcześniej 82): Chciałabym aby te święta były jak prace w parlamencie, pełne zadumy i błogosławieństw wszelakich. Bo Pan Jezusek przyszedł do nas w dobrej wierze i nie można mu mówić, że jest Żydkiem.
Dziunia lat 60 (wcześniej 59): Bydlęta klękają, anieli śpiewają i nic to, że Jezus byłby za in vitro. W każdym razie zgłębiajmy cud jego narodzin. Buźka!
Ja lat 60 (wcześniej 73+): Dziś wszyscy podążają do żłóbka. To najlepsza pora, by mówić o rozpisaniu następnych wyborów. Życzę Wam byście oddały głos na Emerycję Przepolską, a Rzeczpospolita zmartwychwstanie. Amen.
Bądźcie zdrowe! Bądźcie zdrowi!
środa, 16 grudnia 2015
LIST OTWARTY DO PREZESA KACZYŃSKIEGO
Czcigodny Panie Jarosławie,
nie jest prawdą, że świadomie rezygnując z funkcji Prezydenta, a potem Premiera najjaśniejszej Rzeczypospolitej został Pan NIKIM. Nie! Jest Pan przecież w Europie jednym z największych – jeśli nie największym* – ekspertem od zarządzania konfliktem. I każda patriotka zdaje sobie sprawę, że szykuje Pan na najbliższe godziny i dni jeszcze niejedną niespodziankę.
Lista nikczeminków z sortu pyszałków, którzy nie ujrzeli w Panu wybitnego specjalisty, nie jest krótka. Tuski, Sikorskie, Dorny, Lisy i rzesze innych. Z tymże jeden z gagatków może Panu się wymknąć. Otóż Lech Wałęsa jest poważnie chory i w każdej chwili może odejść. Czasu nie jest dużo – nic na to nie poradzi ani Szanowny Pan Kamiński, ani Szanowny Pan Ziobro.
Człowiek prymitywny pochowałby Wałęsowe truchło w jego rodzinnym Popowie. Pan jednak – jak już wspomniałam – nie jest NIKIM. Posiada czcigodny Prezes wybitny umysł pełen analitycznych subtelności oraz syntetycznych fajerwerków. Jestem wobec powyższego pewna, że doceni Pan pomysł mój i sąsiadek z poznańskiej Wildy.
Sugerujemy, żeby pochować Lecha koło Lecha, czyli na Wawelu. Czy oczami wyobraźni widzi już Czcigodny Prezes dwie kolejki żałobników obrzucających się polskim, a nie importowanym mięsem? Czy nie jest to piękny widok? Czy nie jest to pomysł godzien Pana eksperckiej głowy?
Przeczuwamy, że dawno już Pan o tym pomyślał. Może nawet już rozmawia o tym ze świątobliwym Episkopatem? My jedynie jako pierwsze to wyartykułowałyśmy. Wiemy, że Pan Prezes i to uczyni. Nie jest przecież Pan NIKIM, by pochować Wałęsę, gdzieś pod byle jaką wierzbą płaczącą!
Z wyrazami uwielbienia,
członkinie Emerycji Przepolskiej.
* Putin pochodzi z Rosji, a to przecież już Azja, no nie?
nie jest prawdą, że świadomie rezygnując z funkcji Prezydenta, a potem Premiera najjaśniejszej Rzeczypospolitej został Pan NIKIM. Nie! Jest Pan przecież w Europie jednym z największych – jeśli nie największym* – ekspertem od zarządzania konfliktem. I każda patriotka zdaje sobie sprawę, że szykuje Pan na najbliższe godziny i dni jeszcze niejedną niespodziankę.
Lista nikczeminków z sortu pyszałków, którzy nie ujrzeli w Panu wybitnego specjalisty, nie jest krótka. Tuski, Sikorskie, Dorny, Lisy i rzesze innych. Z tymże jeden z gagatków może Panu się wymknąć. Otóż Lech Wałęsa jest poważnie chory i w każdej chwili może odejść. Czasu nie jest dużo – nic na to nie poradzi ani Szanowny Pan Kamiński, ani Szanowny Pan Ziobro.
Człowiek prymitywny pochowałby Wałęsowe truchło w jego rodzinnym Popowie. Pan jednak – jak już wspomniałam – nie jest NIKIM. Posiada czcigodny Prezes wybitny umysł pełen analitycznych subtelności oraz syntetycznych fajerwerków. Jestem wobec powyższego pewna, że doceni Pan pomysł mój i sąsiadek z poznańskiej Wildy.
Sugerujemy, żeby pochować Lecha koło Lecha, czyli na Wawelu. Czy oczami wyobraźni widzi już Czcigodny Prezes dwie kolejki żałobników obrzucających się polskim, a nie importowanym mięsem? Czy nie jest to piękny widok? Czy nie jest to pomysł godzien Pana eksperckiej głowy?
Przeczuwamy, że dawno już Pan o tym pomyślał. Może nawet już rozmawia o tym ze świątobliwym Episkopatem? My jedynie jako pierwsze to wyartykułowałyśmy. Wiemy, że Pan Prezes i to uczyni. Nie jest przecież Pan NIKIM, by pochować Wałęsę, gdzieś pod byle jaką wierzbą płaczącą!
Z wyrazami uwielbienia,
członkinie Emerycji Przepolskiej.
* Putin pochodzi z Rosji, a to przecież już Azja, no nie?
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Braterstwo narodowe
Tegoroczny grudzień przyniósł Polakom wiele dobrego. Zwykle leniwie gnuśniejący przed telewizorami obywatele tym razem wywlekli blade powłoki na świeże powietrze okraszone subtelnymi nutkami smogu. Wrzeszcząc donośnie hasła na ulicach dużych miast, dokonali solidnej wentylacji układów oddechowych. Rodacy pozbyli się śmierdzących siarkowodorem zaległości z dolnych partii płuc i poczuli heroizm, oddychając pełną patriotyczną piersią. Człowiek jednak z natury jest wygodny i szybko wraca do magazynowania smrodu w płucach. Można było przewidzieć, że już niedługo prawdziwi Polacy oraz pozostali prawdziwi Polacy przeniosą się do hipermarketów, by warczeć na siebie pod dachem, wydzierając sobie z rąk prezenty pod choinkę. A że okazyjne ceny mogą w efekcie przynieść zbyt duże koszty, dlatego przed owczym pędem do sklepów wczeniej należało pomysleć o zakopaniu topora wojennego. My – dziewczęta z Emerycji Przepolskiej – długo nad tym debatowałyśmy w mieszkaniu jednej z zasłużonych członkiń Peli lat 60, ale z konkretnymi postulatami wyprzedzili nas aktywiści z poznańskiego MPK.
– Tamci są zadziorni, a ci czupurni – zdiagnozowała Kunia lat 60.
– Dziś wieczorem pomodlę się o pokój na polskiej ziemi – obiecała Gertruda lat 60.
– Zwaśnione strony można pogodzić tylko w jeden sposób – orzeklam po zastanowieniu.
– W jaki?
– Wprowadzić do gry trzecią stronę. Obcy element zawsze jednoczy.
I ledwo wypowiedzialam te słowa z nowymi wieściami przybiegla do nas Malwina lat 60.
– Jest rozwiązanie! – krzyknęła od progu.
– To prawda – zgodziła się Kunia lat. – Gdy mieszkania na mojej klatce zaatakowały poprzez kanały wentylacyjne szczury, wówczas najbardziej pokłóceni sąsiedzi zaczęli sobie pomagać.
– Rozwiązanie? – ocknęła się z półsnu Brygida lat 60. – Czyżby Samanta lat 24 szczęśliwie powiła dziecię? Jakiej płci? - po czym nie czekając na odpowiedź znów zaczęła kimać.
– Rozwiązaniem jest braterstwo! I na to wpadli w MPK!
– Na co?
– Znaleźli spoiwo dla konserwatystów oraz narodowców z liberałami i lewakami. Stanowić go mają Syryjczycy pracujący w charakterze kontrolerów biletów.
– Syryjczycy mają być kanarami?
– Lewacy jeżdżący na gapę zaczną ich podejrzliwie traktować i z większym zrozumieniem podejdą do kiboli, chcących spuścić wpierdol imigrantom. Takie to mózgi pracują Zarządzie Transportu Miejskiego!
– Zatem zgoda polega na wspólnym stanięciu na głowie – uznałam.
– A czyż można inaczej traktować naszą ojczyznę? – westchnęła Kunia.
Potem przymknęłyśmy oczy, chcąc sobie wyobrazić widok z perspektywy stania na głowie. Następnie po krótkiej chwili po kolei dołączałyśmy do chrapiącej Brygidy.
– Tamci są zadziorni, a ci czupurni – zdiagnozowała Kunia lat 60.
– Dziś wieczorem pomodlę się o pokój na polskiej ziemi – obiecała Gertruda lat 60.
– Zwaśnione strony można pogodzić tylko w jeden sposób – orzeklam po zastanowieniu.
– W jaki?
– Wprowadzić do gry trzecią stronę. Obcy element zawsze jednoczy.
I ledwo wypowiedzialam te słowa z nowymi wieściami przybiegla do nas Malwina lat 60.
– Jest rozwiązanie! – krzyknęła od progu.
– To prawda – zgodziła się Kunia lat. – Gdy mieszkania na mojej klatce zaatakowały poprzez kanały wentylacyjne szczury, wówczas najbardziej pokłóceni sąsiedzi zaczęli sobie pomagać.
– Rozwiązanie? – ocknęła się z półsnu Brygida lat 60. – Czyżby Samanta lat 24 szczęśliwie powiła dziecię? Jakiej płci? - po czym nie czekając na odpowiedź znów zaczęła kimać.
– Rozwiązaniem jest braterstwo! I na to wpadli w MPK!
– Na co?
– Znaleźli spoiwo dla konserwatystów oraz narodowców z liberałami i lewakami. Stanowić go mają Syryjczycy pracujący w charakterze kontrolerów biletów.
– Syryjczycy mają być kanarami?
– Lewacy jeżdżący na gapę zaczną ich podejrzliwie traktować i z większym zrozumieniem podejdą do kiboli, chcących spuścić wpierdol imigrantom. Takie to mózgi pracują Zarządzie Transportu Miejskiego!
– Zatem zgoda polega na wspólnym stanięciu na głowie – uznałam.
– A czyż można inaczej traktować naszą ojczyznę? – westchnęła Kunia.
Potem przymknęłyśmy oczy, chcąc sobie wyobrazić widok z perspektywy stania na głowie. Następnie po krótkiej chwili po kolei dołączałyśmy do chrapiącej Brygidy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

