Prezydent 2015 zaszczycił dziś nasz ogonek. Wszystkie czułyśmy się tym faktem wyróżnione, choć ja wiedziałam, iż to tylko trening i huncwot ma czas jedynie do przyjazdu furgonu z piekarni. Po prostu chciał się wbić między świeże pieczywo z nocnego wypieku, porozmawiać o świcie z chłodnym jeszcze elektoratem, a potem w gronie ekspertów ze sztabu wyborczego rozdzielić doświadczenie na czynniki pierwsze niczym włos na czworo.
tomasz.ka 2015 przywitał się grzecznie z kolejkowiczkami, po czym nieśmiało zagaił:
- Wczoraj zrobiłem pranie - obwieścił. - Nie wiedziałem, że tyle z tym roboty.
- Miałam kiedyś kochanka, z którego trzeba było zdzierać bieliznę, tak silnie przywarła do ciała - Kunia lat 90 zanurzyła się we wspomnieniach. - Odchodziła wraz z naskórkiem. Potem już nie gotowałam tego świństwa, tylko prałam w 40 stopniach.
- Nie lubię mężczyzn w gaciach w kolorze cielistym - Malwina lat 92 wydęła z niesmakiem usta.
- Pewnego razu zerwałam mu napletek - kontynuowała Kunia. - To był nasz ostatni raz. To było w kwietniu 1972 roku.
- Jako poważny kandydat na stolec prezydenta chciałbym obywatelkom kraju jakoś ulżyć - prezydent przejął inicjatywę, bo rozmowa schodziła na manowce. - Myślę o stworzeniu sieci suszarni. W końcu tyle się w ojczyźnie pierze, a w miastach, szczególnie tych usytuowanych nad rzekami, jeziorami i morzem jest za dużo wilgoci.
- Chciałbym pan spuścić? - spytała Elwira lat 77, jednocześnie wykonując znak krzyża na piersiach.
- Co spuścić? Się tego? - zająknął się huncwot.
W tym momencie zakodowałam sobie, że należy prezydentowi zwrócić uwagę na zwrot "się tego". Był jak ostatni skandal obyczajowy poruszony przez znany, choć nędzny tygodnik. Zdecydowanie to sformułowanie nie miało klasy.
- Wodę z akwenów?
- Nie - zaprzeczył mój krewniak. - Chcę zbudować sieć suszarni refundowanych z NFZ.
- Z kasy chorych? - zdziwiła się Pela lat 83.
- Pranie i suszenie to rodzaj profilaktyki - wyjaśnił mój faworyt do pełnienia najwyższego urzędu w państwie. - Chcę stworzyć szeroki front walki z wirusami. Bakteriami i brakiem higieny osobistej też.
- Chwali się - uznałam.
- Brawo, panie prezydencie! - żywiołowo reagowały dziewczyny.
- Suszarnie powstaną przy gabinetach stomatologicznych - prezydent in spe wyjaśniał szczegóły projektu. - Wyprane bielizna i inna odzież pachnieć mają aromatem dezynfekcji. Tak zainicjuję rewolucję goździkową.
- Przecież goździki wcale nie pachną - obruszyła się Lwinka. - Bez pachnie, ale tylko przez dwa wiosenne tygodnie.
- Ja mówię o przyprawie - tomasz.ka uciął zbędne dywagacje, po czym podniósł rękę na pożegnanie. - No to bywajcie!
- Do zobaczenia przy urnie - wyrwała się Pela.
- Do zobaczenia u dentysty - pożegnała się Lwinka.
- Niech wiecznie pachną goździki! - zawołała Kunia.
Ja zaś w duchu zaprotestowałam. Przecież na zebraniu sztabu ustaliliśmy, że tomasz.ka ma uderzyć do wyborców brudnych. Skąd pomysł, by namawiać ich do wietrzenia ubrań w goździkowym zapachu? Zaraz, a może właśnie dlatego? Przecież kwitnący bez nie zabije smrodu tak skutecznie jak aromat goździków...
Musimy to obgadać.
czwartek, 19 lutego 2015
sobota, 14 lutego 2015
Keks
Dziś mróz bezlitośnie szczypał nasze policzki. Stałyśmy jak zwykle o świcie przed sklepem spożywczym, oczekując na dostawę świeżego pieczywa z nocnego wypieku. Przestępowałyśmy z nogi na nogę, rozmawiając o kolejnych krokach kampanii huncwota. Zależało nam, by chłopak z naszej dzielnicy został prezydentem kraju. Mnie zależało najbardziej, bo to był mój krewniak. Nie szło o synekury, ale o zwyczajną dumę z nowatorskiego przedsięwzięcia, w której miałam niebagatelny udział. tomasz.ka 2015 miał bowiem zostać pierwszym prezydentem z ciotką.
- W Tłusty Czwartek zrozumiałam, że nie można być pączkiem, jak to jest obecnie z głową państwa - stwierdziła Kunia. - Pan Bronisław wszystkim maśli, co nie wzbudza w obywatelach potrzeby postępu.
- tomasz.ka nie może być drożdżówką - zasępiłam się. - Owszem, jak był dzieciakiem, to rósł jak na drożdżach, ale nie chcę by był okrągły.
- Niech będzie eklerem - zaproponowała Elwira lat 77, która kręciła się blisko przedstawicieli kleru.
- Ekler jest penisowy. Nie jestem wulgarna, bo powinnam inaczej określić rozmiary tego ciacha - zarzekła się Pela lat 83.
- Keks - rzuciła Malwina lat 92.
- Keks?
- Prezydent powinien coś zainicjować - wyjaśniała Lwinka. - Pączek nie położy kamienia węgielnego pod ważną strategicznie inwestycję. Eklerowi zależy tylko na śmietance. Natomiast Keks może założyć akademię.
- Akademię? - zdziwiła się Elwira. - Szkołę należy poświęcić.
- Do Akademii Pana Kleksa uczęszczali jedynie chłopcy o imieniu na literę A - przypomniała Lwinka. - A jak będzie w Akademii Pana Keksa?
- Może to będzie kuźnica dla AA?
- Kuźnica? - dopytywała Elwira. - Hamernia?
- Nie zakład hutniczy, lecz środowisko osób wybitnych - odrzekłam.
- Ale dla AA? - kręciła głową Pela. - Jakich znacie ludzi z imieniem na AA?
- Aaaron?- rzuciłam.
- Szkoła dla Żydów? - zapiała Kunia.
- Akademia - odrzekłam spokojnie. - Akademia Pana Keksa dla AA.
- To już lepiej - uznała moja przyjaciółka. - Z Keksem mogą współpracować rodzynki. Nawet z AA.
I tym stwierdzeniem zakończyłyśmy dyskusję, gdyż zza zakrętu wyłonił się furgon z piekarni. Zaczęłyśmy grzebać w portmonetkach, by przygotować drobne do zakupu świeżego pieczywa z nocnego wypieku. Banknotów nie potrzebowałyśmy, bo akurat ta piekarnia nie dowoziła słodkiego. Zatem na keks jeszcze nie ciekła nam ślinka.
- W Tłusty Czwartek zrozumiałam, że nie można być pączkiem, jak to jest obecnie z głową państwa - stwierdziła Kunia. - Pan Bronisław wszystkim maśli, co nie wzbudza w obywatelach potrzeby postępu.
- tomasz.ka nie może być drożdżówką - zasępiłam się. - Owszem, jak był dzieciakiem, to rósł jak na drożdżach, ale nie chcę by był okrągły.
- Niech będzie eklerem - zaproponowała Elwira lat 77, która kręciła się blisko przedstawicieli kleru.
- Ekler jest penisowy. Nie jestem wulgarna, bo powinnam inaczej określić rozmiary tego ciacha - zarzekła się Pela lat 83.
- Keks - rzuciła Malwina lat 92.
- Keks?
- Prezydent powinien coś zainicjować - wyjaśniała Lwinka. - Pączek nie położy kamienia węgielnego pod ważną strategicznie inwestycję. Eklerowi zależy tylko na śmietance. Natomiast Keks może założyć akademię.
- Akademię? - zdziwiła się Elwira. - Szkołę należy poświęcić.
- Do Akademii Pana Kleksa uczęszczali jedynie chłopcy o imieniu na literę A - przypomniała Lwinka. - A jak będzie w Akademii Pana Keksa?
- Może to będzie kuźnica dla AA?
- Kuźnica? - dopytywała Elwira. - Hamernia?
- Nie zakład hutniczy, lecz środowisko osób wybitnych - odrzekłam.
- Ale dla AA? - kręciła głową Pela. - Jakich znacie ludzi z imieniem na AA?
- Aaaron?- rzuciłam.
- Szkoła dla Żydów? - zapiała Kunia.
- Akademia - odrzekłam spokojnie. - Akademia Pana Keksa dla AA.
- To już lepiej - uznała moja przyjaciółka. - Z Keksem mogą współpracować rodzynki. Nawet z AA.
I tym stwierdzeniem zakończyłyśmy dyskusję, gdyż zza zakrętu wyłonił się furgon z piekarni. Zaczęłyśmy grzebać w portmonetkach, by przygotować drobne do zakupu świeżego pieczywa z nocnego wypieku. Banknotów nie potrzebowałyśmy, bo akurat ta piekarnia nie dowoziła słodkiego. Zatem na keks jeszcze nie ciekła nam ślinka.
poniedziałek, 9 lutego 2015
Poddusiłam go koloratką
Mężczyzna jest sfrustrowany, gdy pozostaje niewyżyty seksualnie. Dotyczy to wszystkich samców: i tych nagusów, i tych w sukienkach, i tych, co na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie normalnych.
Wredota wikarego musiała mieć podłoże również w braku zaspokojenia płciowego. Stąd jego ataki na myślących inaczej i natrętne myśli o oblubienicach. Doszłyśmy do tego wniosku wspólnie z Kunią lat 90 oraz Malwiną lat 92. Nie wtajemniczałam tym razem w swoje sprawy wszystkich dziewczyn, a w szczególności Elwirę lat 77, gdyż ona za bardzo dbała o poprawne stosunki z lokalnymi placówkami Watykanu.
- Nie jest to do końca w zgodzie z prawem, ale muszę to zrobić - wyznałam.
- Jeszcze żaden chłop nie poskarżył się na moje molestowanie - stwierdziła Kunia.
- Trzeba znienacka zadrzeć sutannę na głowę - planowała Lwinka. - Zróbmy go metodą na strusia.
- Jesteśmy zbyt wyrafinowane - zaoponowałam. - Doły zostawmy dołom społecznym, my skupmy się na szyi.
- Zawsze zastanawiałam się jak koloratka może być biała, a nie kolorowa - zamyśliła się Lwinka.
- Wikary koloratkę ma zwykle szarą, a od wewnętrznej strony jeszcze bardziej popielatą - zauważyła Kunia.
- Chciałabym poprosić was, byście gałgana zagadały - wyraziłam życzenie. - Ja zajdę go od tyłu.
Poszłyśmy do zakrystii kościoła pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Tuż przed drzwiami przepuściłam dziewczyny, sama chowając się za barczystą Lwinką. Potem w odpowiednim momencie skryłam się w cieniu holu.
Po chwili usłyszałam głos wikarego.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - przywitał się.
- Niech będzie - odpowiedziała Kunia.
- Czy możemy wszyscy razem klęknąc na klęczniku? - zaproponowała Malwina.
Wikarego to zaskoczyło, ale nie zaprotestował. Tym bardziej, że dziewczny już padły na kolana, zostawiając dla niego miejsce pośrodku. W końcu i on klapnął na klęcznik.
- Ładna figurka - Kunia podniosła oczy na rzeźbę znajdującą się ponad linią ich wzroku. - Mam dwóch podobnych czarnych laufrów. Ustawiam ich na szachownicy - pochwaliła się.
- To nie goniec - odparł dumnie wikary. - To Chrystus frasobliwy.
Chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale ja już zdążyłam capnąć jego koloratkę, zaciskając ją na szyi księdza.
Chwila bezdechu wystarczyła, by dostał erekcji. Wówczas trochę poluźniłam, odczekałam dwie sekundy i znów zacisnęłam. Powtórzyłam tę czynność kilkanaście razy przy wtórze modlitw dziewczyn.
W końcu wikary trysnął...
Zostawiłyśmy wikarego z jego szczęściem i wstydem zarazem. Chrystus frasobliwy pozostał nieprzenikniony. My natomiast wracałayśmy do swych domów z przekonaniem, że zniwelowałyśmy napięcie wikarego i w naszych stosunkach może być już tylko lepiej.
Wredota wikarego musiała mieć podłoże również w braku zaspokojenia płciowego. Stąd jego ataki na myślących inaczej i natrętne myśli o oblubienicach. Doszłyśmy do tego wniosku wspólnie z Kunią lat 90 oraz Malwiną lat 92. Nie wtajemniczałam tym razem w swoje sprawy wszystkich dziewczyn, a w szczególności Elwirę lat 77, gdyż ona za bardzo dbała o poprawne stosunki z lokalnymi placówkami Watykanu.
- Nie jest to do końca w zgodzie z prawem, ale muszę to zrobić - wyznałam.
- Jeszcze żaden chłop nie poskarżył się na moje molestowanie - stwierdziła Kunia.
- Trzeba znienacka zadrzeć sutannę na głowę - planowała Lwinka. - Zróbmy go metodą na strusia.
- Jesteśmy zbyt wyrafinowane - zaoponowałam. - Doły zostawmy dołom społecznym, my skupmy się na szyi.
- Zawsze zastanawiałam się jak koloratka może być biała, a nie kolorowa - zamyśliła się Lwinka.
- Wikary koloratkę ma zwykle szarą, a od wewnętrznej strony jeszcze bardziej popielatą - zauważyła Kunia.
- Chciałabym poprosić was, byście gałgana zagadały - wyraziłam życzenie. - Ja zajdę go od tyłu.
Poszłyśmy do zakrystii kościoła pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Tuż przed drzwiami przepuściłam dziewczyny, sama chowając się za barczystą Lwinką. Potem w odpowiednim momencie skryłam się w cieniu holu.
Po chwili usłyszałam głos wikarego.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - przywitał się.
- Niech będzie - odpowiedziała Kunia.
- Czy możemy wszyscy razem klęknąc na klęczniku? - zaproponowała Malwina.
Wikarego to zaskoczyło, ale nie zaprotestował. Tym bardziej, że dziewczny już padły na kolana, zostawiając dla niego miejsce pośrodku. W końcu i on klapnął na klęcznik.
- Ładna figurka - Kunia podniosła oczy na rzeźbę znajdującą się ponad linią ich wzroku. - Mam dwóch podobnych czarnych laufrów. Ustawiam ich na szachownicy - pochwaliła się.
- To nie goniec - odparł dumnie wikary. - To Chrystus frasobliwy.
Chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale ja już zdążyłam capnąć jego koloratkę, zaciskając ją na szyi księdza.
Chwila bezdechu wystarczyła, by dostał erekcji. Wówczas trochę poluźniłam, odczekałam dwie sekundy i znów zacisnęłam. Powtórzyłam tę czynność kilkanaście razy przy wtórze modlitw dziewczyn.
W końcu wikary trysnął...
Zostawiłyśmy wikarego z jego szczęściem i wstydem zarazem. Chrystus frasobliwy pozostał nieprzenikniony. My natomiast wracałayśmy do swych domów z przekonaniem, że zniwelowałyśmy napięcie wikarego i w naszych stosunkach może być już tylko lepiej.
niedziela, 8 lutego 2015
Gałgan w sutannie
Umówiłam się z Władkiem lat 98. Przyszedł do mnie elegancki i pachnący. Na nogach miał sztuczkowe spodnie, zaś pod marynarką błyszczała szara koszula, która zbyt często była traktowana za bardzo rozgrzanym żelazkiem. Pod szyją miał zawiązaną muchę w zielone grochy, na stopach zaś wypastowane buty zimowe. Widok uzupełniało lekko sfatygowane palto, jedwabny szal oraz czapka z norek. Tak odziany AK-owiec podał mi ramię i razem udaliśmy się do kościoła na poranną mszę świętą. Mamy zwyczaj oddawać Bogu, co boskie, co usprawiedliwia nas w tym, że nie rzucamy na tacę. Mamona należy do tego, co cesarskie i nie mamy zamiaru dawać łupić się podwójnie. Wystarczy nam chciwy fiskus. Od Wszechmogącego oczekujemy zaś wyrozumiałości.
Wikary z parafii pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie - w odróżnieniu od swego Mocodawcy - nie jest jednak wyrozumiały. O jego parszywym charakterze wiedzieliśmy od dawna, jednak ostatnio wydawał się być uspokojony. Dawno niczym nam nie podpadł, dlatego dziś jego fanaberia nas zaskoczyła. Jak się okazało nie podobał mu się nasz kandydat na prezydenta. Owszem, tomasz.ka 2015 za nic miał blubry artykułowane z ambony, ale w końcu nadal pozostawał bliźnim duchownego.
Wikary pokazał swoje wredne oblicze podczas kazania.
- Polityk jest dobry dla swych wyborców tylko wtedy, gdy ma dar boży - palnął w pewnej chwili ksiądz.
- Jasny gwint - wyszeptał powstaniec lat 98.
- Dar boży posiada zaś ten, kto ma dwie oblubienice - ciągnął wikary.
- Kurdemol -skwitował Władek. Zrobił to ciut za głośno, bo siedząca przed nami Elwira lat 77 obejrzała się z wyrzutem wymalowanym na twarzy.
- Pierwszą oblubienicą jest kościół. - kontynuował duchowny.
- Łe tam - zareagował zawiedziony AK-owiec.
- Kościół, czyli nasza wspólnota. Bo co to za przedstawiciel narodu, który gdzieś ma nas? Właściwie gdzie?
- W dupie - mój druh odpowiedział po żołniersku.
Tym razem kilka kobiet się obejrzało.
- Druga zaś oblubienica, która dzieli w sposób prawy łoże z politykiem, musi być oblubienicą pierwszej oblubienicy.
- Psiakrew, zaczynam się gubić - pożalił się Władek.
- Czyli oblubienica druga musi oddać pokłon pierwszej oblubienicy. O tak!
Wikary pokazał fotografię, na której oblubienica składa hołd.
- Są jednak tacy politycy, co uciekają przed obiema oblubienicami! Jeden taki nawet należy do naszej parafii!
Przez główną nawę przeszła gwałtowna fala szczerego oburzenia.
- A to gałgan!- oburzyłam się. - On mówi o naszym huncwocie.
- Wpierdolić mu? - Władek zawsze palił się do czynu.
- Wikary przestanie lubić poniedziałki - przepowiedziałam złowróżbnie.
Potem wstałam i ostentacyjnie opuściłam kościół. Powstaniec również się podniósł, lecz wyszedł chyłkiem, przeciskając się przez tłum stojący w lewej nawie.
cdn.
Wikary z parafii pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie - w odróżnieniu od swego Mocodawcy - nie jest jednak wyrozumiały. O jego parszywym charakterze wiedzieliśmy od dawna, jednak ostatnio wydawał się być uspokojony. Dawno niczym nam nie podpadł, dlatego dziś jego fanaberia nas zaskoczyła. Jak się okazało nie podobał mu się nasz kandydat na prezydenta. Owszem, tomasz.ka 2015 za nic miał blubry artykułowane z ambony, ale w końcu nadal pozostawał bliźnim duchownego.
Wikary pokazał swoje wredne oblicze podczas kazania.
- Polityk jest dobry dla swych wyborców tylko wtedy, gdy ma dar boży - palnął w pewnej chwili ksiądz.
- Jasny gwint - wyszeptał powstaniec lat 98.
- Dar boży posiada zaś ten, kto ma dwie oblubienice - ciągnął wikary.
- Kurdemol -skwitował Władek. Zrobił to ciut za głośno, bo siedząca przed nami Elwira lat 77 obejrzała się z wyrzutem wymalowanym na twarzy.
- Pierwszą oblubienicą jest kościół. - kontynuował duchowny.
- Łe tam - zareagował zawiedziony AK-owiec.
- Kościół, czyli nasza wspólnota. Bo co to za przedstawiciel narodu, który gdzieś ma nas? Właściwie gdzie?
- W dupie - mój druh odpowiedział po żołniersku.
Tym razem kilka kobiet się obejrzało.
- Druga zaś oblubienica, która dzieli w sposób prawy łoże z politykiem, musi być oblubienicą pierwszej oblubienicy.
- Psiakrew, zaczynam się gubić - pożalił się Władek.
- Czyli oblubienica druga musi oddać pokłon pierwszej oblubienicy. O tak!
Wikary pokazał fotografię, na której oblubienica składa hołd.
- Są jednak tacy politycy, co uciekają przed obiema oblubienicami! Jeden taki nawet należy do naszej parafii!
Przez główną nawę przeszła gwałtowna fala szczerego oburzenia.
- A to gałgan!- oburzyłam się. - On mówi o naszym huncwocie.
- Wpierdolić mu? - Władek zawsze palił się do czynu.
- Wikary przestanie lubić poniedziałki - przepowiedziałam złowróżbnie.
Potem wstałam i ostentacyjnie opuściłam kościół. Powstaniec również się podniósł, lecz wyszedł chyłkiem, przeciskając się przez tłum stojący w lewej nawie.
cdn.
środa, 4 lutego 2015
Mizerak
Zawsze uważałam go za pana Niezbyt. Niezbyt dowcipny, niezbyt przystojny, niezbyt mądry. To znaczy zauważałam w nim trochę poczucia humoru, garść uwodzących zalet czy szczyptę komunałów, którą łatwo można pomylić z czymś więcej. Widziałam okruchy pozytywów, ale nie była to skała geniuszu. Skala nie ta.
- Samooobrona mu nie pomogła - westchnęła Kunia lat 90.
- Mizerak - przytaknęłam.
Stałyśmy jak zwykle rano w ogonku przed sklepem na dole, oczekując na przyjazd dostawczaka z piekarni. Potrzeba nam było świeżego pieczywa z nocnego wypieku oraz rozmowy w serdecznym gronie. Ta ostatnia najlepiej wychodzi, gdy w grupie sekuje się kogoś, kto nie należy do tego grona. My jednak unikałyśmy osób znanych nam osobiście. Wolałyśmy komentować bieżące sprawy polityczne.
- Mizerny, ale nie cichy - Elwira lat 77 nawiązała do znanej kolędy.
- Na sianku jednak lubi leżeć - uznała kąśliwie Pela lat 83.
- Ze względu na tomasz.ka 2015 cieszę się, że dotknęła go ostra mizeria intelektualna - stwierdziłam. - Stworzyła się pustka na lewej stronie i każdy chce ją zająć. Ale to ograne melodie. Dziś nikt nie chce widzieć pląsającego Kalisza do charlestona.
- Grodzka też nie wypada dobrze na dance floorze - zauważyła Malwina lat 92.
- Mizerak chciał wejść z Ogórkiem do kościoła - zdiagnozowała Elwira. - Ksiądz proboszcz od razu go rozszyfrował. Wikary także przyznał mu rację. Nasza parafia postawi barykadę przeciw inwazji polskiej mizerii.
- Bijcie się - zachęcała Kunia.
- Czy twój krewniak, Adela, będzie tym trzecim, który skorzysta? - dociekała Lwinka.
- Huncwot ma być ostatnim - odrzekłam.
- Ultimus? - upewniała się Balbina lat 68.
- Inter pares - potwierdziłam.
- Ale dlaczego? - zdziwiła się Pela.
- Bo Polacy nie lubią cwaniaków udających współczucie. Rodacy dojrzeli do wybrania na stołek prezydenta mizeraka z prawdziwego zdarzenia.
Dziewczyny w lot zrozumiały moją myśl. A ja ucieszyłam się, bo dałam im kolejny argument do budowania motywacji. W końcu podpisy same się nie zbiorą. Potrzeba zatem żarliwych apostołek. Takich jak dziewczyny z ogonka przed sklepem na dole.
- Samooobrona mu nie pomogła - westchnęła Kunia lat 90.
- Mizerak - przytaknęłam.
Stałyśmy jak zwykle rano w ogonku przed sklepem na dole, oczekując na przyjazd dostawczaka z piekarni. Potrzeba nam było świeżego pieczywa z nocnego wypieku oraz rozmowy w serdecznym gronie. Ta ostatnia najlepiej wychodzi, gdy w grupie sekuje się kogoś, kto nie należy do tego grona. My jednak unikałyśmy osób znanych nam osobiście. Wolałyśmy komentować bieżące sprawy polityczne.
- Mizerny, ale nie cichy - Elwira lat 77 nawiązała do znanej kolędy.
- Na sianku jednak lubi leżeć - uznała kąśliwie Pela lat 83.
- Ze względu na tomasz.ka 2015 cieszę się, że dotknęła go ostra mizeria intelektualna - stwierdziłam. - Stworzyła się pustka na lewej stronie i każdy chce ją zająć. Ale to ograne melodie. Dziś nikt nie chce widzieć pląsającego Kalisza do charlestona.
- Grodzka też nie wypada dobrze na dance floorze - zauważyła Malwina lat 92.
- Mizerak chciał wejść z Ogórkiem do kościoła - zdiagnozowała Elwira. - Ksiądz proboszcz od razu go rozszyfrował. Wikary także przyznał mu rację. Nasza parafia postawi barykadę przeciw inwazji polskiej mizerii.
- Bijcie się - zachęcała Kunia.
- Czy twój krewniak, Adela, będzie tym trzecim, który skorzysta? - dociekała Lwinka.
- Huncwot ma być ostatnim - odrzekłam.
- Ultimus? - upewniała się Balbina lat 68.
- Inter pares - potwierdziłam.
- Ale dlaczego? - zdziwiła się Pela.
- Bo Polacy nie lubią cwaniaków udających współczucie. Rodacy dojrzeli do wybrania na stołek prezydenta mizeraka z prawdziwego zdarzenia.
Dziewczyny w lot zrozumiały moją myśl. A ja ucieszyłam się, bo dałam im kolejny argument do budowania motywacji. W końcu podpisy same się nie zbiorą. Potrzeba zatem żarliwych apostołek. Takich jak dziewczyny z ogonka przed sklepem na dole.
czwartek, 29 stycznia 2015
Podpisy
Nadszedł czas, by zarejestrować komitet wyborczy krewniaka. Jak trudna to sprawa świadczy fakt, że miałam tak długą przerwę w pisaniu bloga. Dlaczego? Bo nie znając dokładnego terminu wyborów prezydenckich, ja musiałam zadbać o pierwsze tysiąc podpisów na 55 dni przed głosowaniem!
Kiedy opowiedziałam o tym dziewczynom stojącym w ogonku przed sklepem na dole, gdzie jak zwykle rano oczekiwałyśmy na przybycie furgonu z piekarni, skąd dostarczano nam świeże pieczywo z nocnego wypieku, to omal nie wyszły z papci - tak zdenerwowały się poczciwe przyjaciółki.
- Kurdemol - siarczyście zaklęła Kunia lat 90.
- Boga w sercu nie mają - uznała Elwira lat 77.
- Jak sobie poradziłaś? - spytała rzeczowo Lwinka lat 92.
- Pierwszy etap nie jest trudny - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To podobnie jak związek z byle dziadem - stwierdziła Kunia. - Na początku gagatek jest ogolony i pachnący. Stara się bluzgać, a piwo pije ze szklanki, a nie bezpośrednio z butelki.
- Ja postawiłam na duchowość - wyznała Elwira. - Oddałam się Bogu.
- Jego akwizytorzy pewnie też cię nie zawiedli? - dopytała się domyślnie Kunia.
- Nie atakuj proboszcza nadaremno - odgryzła się Wirka.
- Adela, przejdź do konkretów - poprosiła Lwinka.
- Znacie sieć 1001 drobiazgów?
- Oni jeszcze żyją? - zdziwiła się Pela lat 83.
- Dla nich zebranie 1001 podpisów to drobiazg - uznałam.
- To dlaczego tyle dni ciebie tu nie było? - dociekała Kunia.
- Bo mają niewielu klientów. Ale udało się podpiąc kalę do paragonów fiskalnych - wyjaśniłam.
- To tomasz.ka 2015 pierwszych tysiąc podpisów dorobił się w kolorze fioletowym? - Lwinka kręciła głową z dezaprobatą.
- To bardziej purpurowy kolor - skorygowałam.
- Niedobrze, gdy prezydent chce przywłaszczyć sobie biskupia barwę - zganiła Elwira.
- To tylko tyśiąc podpisów - zbagatelizowałam sprawę. - Kłopot będzie z pozostałymi 99 tysiącami. I tu mam dla was zadanie.
Dziewczyny ochoczo zgodziły się wejść do komitetu wyborczego. Trochę kręciły nosem na obowiązek zebrania po tysiąc podpisów, ale nie ma zmiłuj się. Polityka wymaga wyrzeczeń. I namacalnych faktów, dlatego nie zaaprobowałam pomysłu Elwiry, która chciała jeno wymodlić głosy. Zresztą kontakty ze Świadomością Kosmiczną wziął na siebie Lucjan Kutaśko. To on był naszym ogniwem łączącym z tym co wyższe i ponadczasowe. Lucjan miał największe kompetencje, bo nie umiał się podpisywać.
Ale on nie musiał. On był mózgiem. tomasz.ka 2015 to tylko czacha. Zresztą to akurat nie wyróżnia go spośród pozostałych kandydatów na prezydencki stolec.
Kiedy opowiedziałam o tym dziewczynom stojącym w ogonku przed sklepem na dole, gdzie jak zwykle rano oczekiwałyśmy na przybycie furgonu z piekarni, skąd dostarczano nam świeże pieczywo z nocnego wypieku, to omal nie wyszły z papci - tak zdenerwowały się poczciwe przyjaciółki.
- Kurdemol - siarczyście zaklęła Kunia lat 90.
- Boga w sercu nie mają - uznała Elwira lat 77.
- Jak sobie poradziłaś? - spytała rzeczowo Lwinka lat 92.
- Pierwszy etap nie jest trudny - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To podobnie jak związek z byle dziadem - stwierdziła Kunia. - Na początku gagatek jest ogolony i pachnący. Stara się bluzgać, a piwo pije ze szklanki, a nie bezpośrednio z butelki.
- Ja postawiłam na duchowość - wyznała Elwira. - Oddałam się Bogu.
- Jego akwizytorzy pewnie też cię nie zawiedli? - dopytała się domyślnie Kunia.
- Nie atakuj proboszcza nadaremno - odgryzła się Wirka.
- Adela, przejdź do konkretów - poprosiła Lwinka.
- Znacie sieć 1001 drobiazgów?
- Oni jeszcze żyją? - zdziwiła się Pela lat 83.
- Dla nich zebranie 1001 podpisów to drobiazg - uznałam.
- To dlaczego tyle dni ciebie tu nie było? - dociekała Kunia.
- Bo mają niewielu klientów. Ale udało się podpiąc kalę do paragonów fiskalnych - wyjaśniłam.
- To tomasz.ka 2015 pierwszych tysiąc podpisów dorobił się w kolorze fioletowym? - Lwinka kręciła głową z dezaprobatą.
- To bardziej purpurowy kolor - skorygowałam.
- Niedobrze, gdy prezydent chce przywłaszczyć sobie biskupia barwę - zganiła Elwira.
- To tylko tyśiąc podpisów - zbagatelizowałam sprawę. - Kłopot będzie z pozostałymi 99 tysiącami. I tu mam dla was zadanie.
Dziewczyny ochoczo zgodziły się wejść do komitetu wyborczego. Trochę kręciły nosem na obowiązek zebrania po tysiąc podpisów, ale nie ma zmiłuj się. Polityka wymaga wyrzeczeń. I namacalnych faktów, dlatego nie zaaprobowałam pomysłu Elwiry, która chciała jeno wymodlić głosy. Zresztą kontakty ze Świadomością Kosmiczną wziął na siebie Lucjan Kutaśko. To on był naszym ogniwem łączącym z tym co wyższe i ponadczasowe. Lucjan miał największe kompetencje, bo nie umiał się podpisywać.
Ale on nie musiał. On był mózgiem. tomasz.ka 2015 to tylko czacha. Zresztą to akurat nie wyróżnia go spośród pozostałych kandydatów na prezydencki stolec.
środa, 28 stycznia 2015
Zbyt obcisłe ubrania, czyli jak wystąpić w serialach
Zaczynam doceniać spotkania z krewniakiem. Huncwot 2015 niedługo zasiądzie na prezydenckim stolcu i przestanie mieć czas dla swojego dawnego otoczenia. To normalne - prezydent Komorowski całował mamusię w trakcie kampanii wyborczej, a teraz już się z nią nie afiszuje. Kot Kaczyńskiego też nie pojawia się na okładkach bulwarówek. Nawet Miller nie pokazuje się z żoną, wybierając młodszą mizerię swego życia. W związku z tym i ja obawiałam się, że po zwycięstwie tomasz.ka w wyborach prezydenckich też pójdę w odstawkę.
Właściwie to byłoby naturalne, z tymże łudziłam się jeszcze, że Prezydent in spe nadal będzie potrzebował wykwalifikowanej siły doradczej. Musiałam kwestię wyraźnie zaznaczyć, gdyż nicpoń z mego rodu sam mógł na tę myśl nie wpaść.
Zjawił się u mnie około godziny dziewiątej. Postawiłam przed nim świeżo zaparzoną kawę z cynamonem, pozwoliłam, by trochę się odprężył, po czym zaczęłam stawiać przed nim wymagania.
- W świadomości elektoratu musisz zaistnieć od zaplecza.
- Jak to?
- Jeżeli chciałbyś tak, jak Bóg przykazał, to musiałbyś stanąć przed obliczem elektoratu i zaprezentować swą marną powłokę. Masz pieniądze na nowe zęby?
- A nie można podejść ludzi z boku?
- Z boków? Zboków już jest wystarczająco dużo w ojczyźnie. Nie masz być normalny, ale nie możesz być zbokiem - tłumaczyłam. - Musisz być tylko inny. To oznacza, że powinieneś dostać się do myśli elektoratu, a to może ci się udać tylko od zaplecza.
- To nie mam przemawiać do rodaków?
- Tylko od środka. Masz rozdawać kiełbasę wyborczą nie do gęby, lecz od razu do żołądka. Jeżeli staniesz się nadzieją, karmicielem oraz głosem wewnętrznym, wówczas będziesz miał elektorat w garści.
- Lucjan Kutaśko tego tak nie ujmował...
- On operuje metaforami. Zresztą bał się, że źle zareagujesz na występy w serialach.
- Co proszę?
- "Na Wspólnej", Klan", "Złotopolscy" i inne.
- Nie mam planów występować na planie - oburzył się huncwot 2015.
- Jesteś źle ubrany. Musisz otrzaskać się w serialach.
- Nie widzę związku przyczynowo-skutkowego.
- Polscy aktorzy są sztywni. Dlaczego? Bo ubierają się w zbyt obcisłe ciuchy. Nigdy przez to nie osiągną mistrzostwa aktorów Bollywood.
- Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Wprowadzisz nową jakość. To będzie bodziec zewnętrzny. Przecież nie możesz być jedynie głosem wewnętrznym elektoratu. To wprawdzie skuteczne narzędzie, ale jednak niewystarczające.
- Scenograf nie pozwoli mi na własne kreacje - wątpił prezydent in spe.
- To tanie produkcje - zlekceważyłam obiekcje krewniaka. - Oni nie mają nawet sprzątaczki.
A potem wyciągnęłam z szafy lusterko i zaczęliśmy z głową państwa ćwiczyć miny. Znaczy jak je omijać. To bardzo ważna sztuka. Szczególnie dla tomasz.ka 2015.
Właściwie to byłoby naturalne, z tymże łudziłam się jeszcze, że Prezydent in spe nadal będzie potrzebował wykwalifikowanej siły doradczej. Musiałam kwestię wyraźnie zaznaczyć, gdyż nicpoń z mego rodu sam mógł na tę myśl nie wpaść.
Zjawił się u mnie około godziny dziewiątej. Postawiłam przed nim świeżo zaparzoną kawę z cynamonem, pozwoliłam, by trochę się odprężył, po czym zaczęłam stawiać przed nim wymagania.
- W świadomości elektoratu musisz zaistnieć od zaplecza.
- Jak to?
- Jeżeli chciałbyś tak, jak Bóg przykazał, to musiałbyś stanąć przed obliczem elektoratu i zaprezentować swą marną powłokę. Masz pieniądze na nowe zęby?
- A nie można podejść ludzi z boku?
- Z boków? Zboków już jest wystarczająco dużo w ojczyźnie. Nie masz być normalny, ale nie możesz być zbokiem - tłumaczyłam. - Musisz być tylko inny. To oznacza, że powinieneś dostać się do myśli elektoratu, a to może ci się udać tylko od zaplecza.
- To nie mam przemawiać do rodaków?
- Tylko od środka. Masz rozdawać kiełbasę wyborczą nie do gęby, lecz od razu do żołądka. Jeżeli staniesz się nadzieją, karmicielem oraz głosem wewnętrznym, wówczas będziesz miał elektorat w garści.
- Lucjan Kutaśko tego tak nie ujmował...
- On operuje metaforami. Zresztą bał się, że źle zareagujesz na występy w serialach.
- Co proszę?
- "Na Wspólnej", Klan", "Złotopolscy" i inne.
- Nie mam planów występować na planie - oburzył się huncwot 2015.
- Jesteś źle ubrany. Musisz otrzaskać się w serialach.
- Nie widzę związku przyczynowo-skutkowego.
- Polscy aktorzy są sztywni. Dlaczego? Bo ubierają się w zbyt obcisłe ciuchy. Nigdy przez to nie osiągną mistrzostwa aktorów Bollywood.
- Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Wprowadzisz nową jakość. To będzie bodziec zewnętrzny. Przecież nie możesz być jedynie głosem wewnętrznym elektoratu. To wprawdzie skuteczne narzędzie, ale jednak niewystarczające.
- Scenograf nie pozwoli mi na własne kreacje - wątpił prezydent in spe.
- To tanie produkcje - zlekceważyłam obiekcje krewniaka. - Oni nie mają nawet sprzątaczki.
A potem wyciągnęłam z szafy lusterko i zaczęliśmy z głową państwa ćwiczyć miny. Znaczy jak je omijać. To bardzo ważna sztuka. Szczególnie dla tomasz.ka 2015.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


