poniedziałek, 15 października 2012

Katolicy na ulicy.

Poznański maraton miał w tym roku nową trasę, okalającą niemal całe miasto, lecz ja wybrałam się nie dla wyjątkowości 42-kilometrowego biegu, ale by kibicować biegającym. Szczególnie zależało mi na dostrzeżeniu pana Grobelnego, który od wielu lat jest włodarzem miasta Poznania, i oszacowaniu, czy na mecie będzie wyglądać na prezydenta zużytego. Ale najpierw pięknym krokiem biegł Murzyn. Był lekko pochylony, uda miał żabie, a wiarę w zwycięstwo większą niż obrońcy wiary katolickiej spod Jasnej Góry. Widziałam go przy gimnazjum Urszulanek z czasem 2 h 07’, więc z Czadu nie był, bo czadu nie dał. Potem znów biegł chłopak o ciemnej karnacji, następnie prawdopodobnie polski białas i znów człowiek o ciemniejszym genotypie.

Spotkałam się z Edzią lat zawsze mniej i podążyłyśmy do podnóża Cytadeli. Ustawiłyśmy się na 39 kilometrze i zaczęłyśmy popijać kaloryczny trunek. Kibicowałyśmy dziewczynom, tatusiom z wózkami oraz niewidomym. Wszystkim równo. Równo też popijałyśmy, ale nie tak, by stać się chamkami i potem podkładać nogę biegaczom o katolickich korzeniach. A było ich wielu i mieli niespotykanie silny doping.

Niemal na przeciwko nas po drugiej stronie ulicy zgromadzili się młodzi ludzie z transparentem BÓG JEST i zaczęli śpiewać:
– „Ci, którzy zaufali Panu
odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły,
biegną bez zmęczenia.
– Brawa dla ateistów! – dopingowałam dla ideologicznej równowagi.
– Gratulacje dla agnostyków! – krzyczała Edzia.
– „Ci, którzy zaufali Panu
odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły,
biegną bez zmęczenia – zagłuszali nas katolicy z ulicy przy pomocy wzmacniacza, gitary, mikrofonu i głośnika.
– Te, ciotka, nie myl kroku biegaczom! – pouczyłam podniesionym głosem siostrę zakonną, która weszła między maratończyków na ulicę i rozdawała białe serca wycięte z bloku rysunkowego z wypisanym hasłem rodzaju truizm-populizm..
I wtedy zobaczyłyśmy Rzymian. Biegli w pełnym rynsztunku.
– Edzia, oni rozniosą w pył chrześcijan – przepowiedziałam.
– Dobrze, że nie mają lwów – ucieszyła się Edzia.

Rzymianie przebiegli jednak bezkrwawo, bo okazało się, że byli to Spartanie. Ale zupełnie bez ofiar się nie skończyło. Na 14 km zmarł 37-letni maratończyk. Tak Poznań uczcił pierwowzór. Tradycji stało się zadość.

4 komentarze:

  1. adela! nie napisałaś, jak dostojnie biegł prezydent grobelny. bo go nie widziałaś. wdrapałaś sie wtedy na nasyp i sikałaś w krzakach. a mówiłam: czujność wobec władzy to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. acha- zapomniałam dodać- to ja pisałam- edzia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Adelo. Nie wiem jak trafiłaś na mój blog, ale ja już teraz będę zaglądać na twój, czy ci się podoba czy nie. Obśmiałam się jak norka. Piszesz z równym jajem jak pewna 19-latka, którą akurat przypadkowo też nazywam Adel, chociaż ona się podpisuje "Ad-fontes" (co to za głupie imię?) Lubię tę gówniarę, ale już teraz nie wiem, czy ciebie nie bardziej :-))Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Paniom za odwiedziny i za poprawki także :)

    OdpowiedzUsuń