niedziela, 20 października 2013

Filematologia.

Gdy wyszłam z klatki schodowej, by ustawić się w ogonku, gdzie codziennie oczekujemy na przyjazd z piekarni dostawczaka ze świeżym pieczywem z nocnego wypieku, to zobaczyłam dwie obłapujące się przyjaciółki. Przed witryną sklepową Kunia lat 90 obsypywała pocałunkami twarz Malwiny lat 92. Obok stała Elwira lat 77, która, wystawiając twarz z przymkniętymi oczami, podniesionym głosem domagała się:

– Teraz moja kolej!
Przeszłam szybko przez ulicę i dołączyłam do grupki ekstrawagancko i nieprzystojnie zachowujących się sąsiadek.
– Co jest grane? – spytałam.
– W Europie najrzadziej całują się Niemcy – rzuciła Gertruda lat 59, która próbowała wypchnąć z kolejki po pocałunek Elwirę.
Malwina na chwilę odłączyła swoje usta od warg Kuni.
– Czuję, że wzrasta mi produkcja serotoniny i endorfin – wyznała. – Organizm też mam lepiej dotleniony.
– Ja też chcę! – podskakiwała Elwira, kaprysząc jak dwuletnie dziecko.
– Jest już zimno – obwieściłam. – Będziecie mieć sine usta, które później wam spierzchną. Dziewczyny, przestańcie tak przywierać do siebie.
– Muszę wyleczyć kaszel – rzekła Kunia, która po wypowiedzianych szybko słowach znów przyssała się do Malwiny.
– A ja mam podagrę – denerwowała się Elwira. – Miałyśmy zmieniać się co 2 minuty – wyrzuciła w stronę śliniących się kobiet.
– Nie możesz pocałować się z Gertrudą? – spytałam.
– Ja mam świerzb – wyjaśniła Trudka. – Wprawdzie w średniowieczu wierzono, że pocałunkiem i to można wyleczyć, a nie tylko kaszel, podagrę czy wrzody na języku, to dziewczyny jednak się boją, że się zarażą. Adela, może my się wymienimy płynami fizjologicznymi?
– Nie, dziękuję – odrzekłam. – Dzięki pocałunkom zdążyłam przez całe swoje życie podzielić się 40 tysiącami drobnoustrojów, 250 gatunkami bakterii, 70 gramami białka i niemal 50 gramami tłuszczu.
– Byłam kiedyś z Papuasem – przypomniała sobie Malwina, która oderwała się od Kuni, by zaczerpnąć oddechu. – Z miłości obgryzał mi rzęsy. Dał mi wiele dobrego, ale zbyt lubiłam mieć włosy na powiekach. Musiałam go rzucić.
– Więc całujecie się dla zdrowia? – zdziwiłam się. – Nie dla przyjemności?
– Chcemy przedłużyć sobie życie o co najmniej 5 lat – odrzekła Gertruda, po czym wystawiła twarz do pocałunku.

Ja jednak też się bałam świerzbu, dlatego przywarłam do ust Elwiry. W okamgnieniu poczułam 3 nowe bakterie oraz gram białka pachnący kadzidłem. Zrozumiałam, że musiała wczoraj ukraść pocałunek proboszczowi. Nie było jednak jak zapytać, bo Elwira wepchnęła mi język głęboko do gardła.

4 komentarze:

  1. Gratuluję poczucia humoru;). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mają rację - całowanie jest bardzo zdrowe. Samego bloga czytam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń