O tej porze roku jestem zwykle odurzona. Od zapachu owoców. Zniewalającą woń wydzielają róże (najbardziej lubię herbaciane), ale ja upodobałam sobie zapach rozkwitłej jesiennej róży. Podchodzę do wielkich krzaków i wdycham, inhaluję, ćpam. A potem zrywam. Tak, tak! Nie mam najmniejszych skrupułów. Zrywam baldachimy, kładę je do mojej wielkiej ekologicznej siatki i powolnym krokiem wracam do mieszkania. Tam zalewam je odpowiednią porcją wrzątku i przyciskam do dna wielkiego gara. Po 2 dniach przelewam przez sitko sok, dodaję 2 kg cukru na jeden litr i zagotowuję. Potem przelewam do słoików i jeszcze przez chwilę pasteryzuję. I tak otrzymuję wyjątkowy syrop na całą zimę.
Wpadł tomaszka 2015.
- Ciociu, co za zapach!
- Sraty taty! Lepiej powiedz, co z twoją kampanią?
- Dzwoniłem do Lucjana Kutaśko. Trochę debatowaliśmy. On mówi, że w tym roku nad wodą śmierdzi, ja: że otępia mnie zapach róż herbacianych. Na koniec życzyłem mu połamania kija, on odwdzięczył się równie pięknie. Powiedział, żebym jak najczęściej rozchylał płatki róż.
- Zbereźnik!
- Co?
- To ja się pytam: „co?”!
- Nic. To wszystko.
- Nic wyklucza wszystko i na odwrót. Jaki morał wyciągnąłeś z mądrych słów Lucjana Kutaśko?
- Eee...
- Machiavelli powiada: „miłość jest trzymana węzłem zobowiązań, który ludzie, ponieważ są nikczemni, zrywają, skoro tylko nadarzy się sposobność osobistej korzyści, natomiast strach jest oparty na obawie kary; ten więc nie zawiedzie nigdy.”
- Eee...
- Przestań eeekać, Pierwszy Tumanie!
- Ale o co chodzi?
- Jeżeli elektorat nie poczuje groźby bata na de, to każda twoja debata będzie przegrana.
- Ale tak mnie znienawidzą!
- Machiavelli powiada: „można bowiem bardzo dobrze budzić strach, a nie być znienawidzonym, co zawsze osiągnie książę, powściągając się od mienia swoich obywateli i poddanych i od ich niewiast”.
- Znaczy mam odpuścić mężatkom? To co z Mariolką?
- A co ona ma do tego?
- Jest mężatką! Czyżbym nigdy nie miał jej już wybatożyć?
Boże słodki. Jaki Ty jesteś SUPER!
Mariolka mężatką! Kamień spadł mi z serca! W podzięce gotowam zafundować jej tatuaż swoich ust na pupie.
Boże, jakiś Ty FANTASTYCZNY!
I za róże też dziękuję. Zaprawdę!
środa, 10 września 2014
wtorek, 9 września 2014
Dlaczego?
Chciałam napisać tekst o politykach, którzy chcą obywatelom dokopacz, ale przez kilka dni byłam przez jakieś siły nieczyste cenzurowana.
– Dlaczego? – zdziwiła się Elwira lat 77.
Jak zwykle stałyśmy w ogonku przed sklepem na dole, oczekując na przyjazd furgonu z piekarni. Przywoził on świeże pieczywo z nocnego wypieku, które codziennie kupowałyśmy, by potem uraczyć się nim na śniadanie.
– Skąd niby mam wiedzieć?
– W sumie to logiczne – uznała Kunia lat 90. – Jeżeli chcą dokopacz, to nie po to, byś o tym rozgłaszała na lewo i prawo.
– I w centrum – dodała Malwina lat 92.
– Ci co walą centralnie przysparzają ofierze najwięcej bólu – orzekł piskliwym głosem Waldemar lat 47, którego dziś wyjątkowo do kolejki wysłała jego żona Dziunia.
– Dlaczego zatem chcą dokopacz? – cisnęłam.
– Bo ty jesteś niepoprawna – wytknęła mi Elwira lat 77. – Nic ci się nie podoba. Ani prawica, ani lewica, ani przekręty ze środka. Dziwolągiem jesteś, Adela. Dziwolągów się cenzuruje.
Zrobiłam smutną minę, zgarbiłam się i zamknęłam w sobie.
– Wy też jej chcecie dokopacz? – oburzyła się Kunia. – Adeli?
Dziewczyny zaczęły mnie pocieszać, ale wcale z tych gestów nie wynikało, że jednoczą się ze mna w proteście przeciw cenzurze...
– Dlaczego? – zdziwiła się Elwira lat 77.
Jak zwykle stałyśmy w ogonku przed sklepem na dole, oczekując na przyjazd furgonu z piekarni. Przywoził on świeże pieczywo z nocnego wypieku, które codziennie kupowałyśmy, by potem uraczyć się nim na śniadanie.
– Skąd niby mam wiedzieć?
– W sumie to logiczne – uznała Kunia lat 90. – Jeżeli chcą dokopacz, to nie po to, byś o tym rozgłaszała na lewo i prawo.
– I w centrum – dodała Malwina lat 92.
– Ci co walą centralnie przysparzają ofierze najwięcej bólu – orzekł piskliwym głosem Waldemar lat 47, którego dziś wyjątkowo do kolejki wysłała jego żona Dziunia.
– Dlaczego zatem chcą dokopacz? – cisnęłam.
– Bo ty jesteś niepoprawna – wytknęła mi Elwira lat 77. – Nic ci się nie podoba. Ani prawica, ani lewica, ani przekręty ze środka. Dziwolągiem jesteś, Adela. Dziwolągów się cenzuruje.
Zrobiłam smutną minę, zgarbiłam się i zamknęłam w sobie.
– Wy też jej chcecie dokopacz? – oburzyła się Kunia. – Adeli?
Dziewczyny zaczęły mnie pocieszać, ale wcale z tych gestów nie wynikało, że jednoczą się ze mna w proteście przeciw cenzurze...
sobota, 6 września 2014
czwartek, 4 września 2014
Wypuckowany Poznań
Pogoda nareszcie poprawiła się. Nasze humory podobnie. Był kwadrans przed szóstą rano, a my z radosnym sercem przyspieszyłyśmy koniec ciszy nocnej, śpiewając piosenkę Młynarskiego znaną pod niefomalnym tytułem „Pucio, pucio”.
– „Jesteśmy na wczasach – wydarłyśmy się – w tych góralskich lasach, w promieniach słonecznych opalamy się”.
Nasz śpiewający ogonek przed sklepem spożywczym, w którym stałyśmy, oczekując na przyjazd furgonu z piekarni ze świeżym pieczywem z nocnego wypieku, spowodował otwarcie kilku okien w pobliskich kamienicach. Wychyliły się głowy, jednak nikt nie próbował nas uciszać.
– Chyba trzeba zmienić tekst – zawyrokowała Kunia lat 90.
– Dlaczego?
– Znajdujemy się w dużym polskim mieście, wśród pustostanów, które zafundował nam Pucio Pucio.
– Kto?
– Jarosław Pucek, szef ZKZL.
– I co on robi?
– Stworzył pomost między Ryśkiem a kibolami – wyjaśniła Kunia. – I uderzył w tych, których nie stać nie tylko na bilet na mecz Lecha Poznań, ale i na opłatę czynszu.
– Kto jest bardziej winny? – zapytała retorczynie Elwira lat 77. – Morderca czy zleceniodawca przestępstwa?
– Dlaczego zadajesz takie pytania? – obruszyła się Malwina lat 92.
– Bo wczoraj oglądałam kryminał...
– Grobelny wypuckował Poznań z lokatorów z zaległościami czynszowymi – oznajmiłam. – Masz rację, Kunia – zwróciłam się do przyjaciółki. – Trzeba zmienić tekst piosenki.
– Mogę pośpiewać z wami? – krzyknął z okna Antoni lat 64.
– Ja też chciałabym – dołączyła się Leokadia lat 59 spod siódemki.
– Jasne – odpowiedziałam.
Chwilę z dziewczynami poszeptałyśmy, ustalając nowy tekst i dobierając odpowiednie słowa, po czym gromko ponowiłyśmy śpiewanie piosenki.
– Jesteśmy jak w Stanach – zanuciłyśmy – w poznańskich pustostanach, w bilansie Grobelnego znajdujemy się...
Pucio, pucio – zaaprobowała naszą propozycję Leokadia.
Z kilku okien rozległy się oklaski. Ukłoniłyśmy się nisko, a potem nadjechał dostawczak z piekarni i zajęłyśmy się robieniem sprawunków.
– „Jesteśmy na wczasach – wydarłyśmy się – w tych góralskich lasach, w promieniach słonecznych opalamy się”.
Nasz śpiewający ogonek przed sklepem spożywczym, w którym stałyśmy, oczekując na przyjazd furgonu z piekarni ze świeżym pieczywem z nocnego wypieku, spowodował otwarcie kilku okien w pobliskich kamienicach. Wychyliły się głowy, jednak nikt nie próbował nas uciszać.
– Chyba trzeba zmienić tekst – zawyrokowała Kunia lat 90.
– Dlaczego?
– Znajdujemy się w dużym polskim mieście, wśród pustostanów, które zafundował nam Pucio Pucio.
– Kto?
– Jarosław Pucek, szef ZKZL.
– I co on robi?
– Stworzył pomost między Ryśkiem a kibolami – wyjaśniła Kunia. – I uderzył w tych, których nie stać nie tylko na bilet na mecz Lecha Poznań, ale i na opłatę czynszu.
– Kto jest bardziej winny? – zapytała retorczynie Elwira lat 77. – Morderca czy zleceniodawca przestępstwa?
– Dlaczego zadajesz takie pytania? – obruszyła się Malwina lat 92.
– Bo wczoraj oglądałam kryminał...
– Grobelny wypuckował Poznań z lokatorów z zaległościami czynszowymi – oznajmiłam. – Masz rację, Kunia – zwróciłam się do przyjaciółki. – Trzeba zmienić tekst piosenki.
– Mogę pośpiewać z wami? – krzyknął z okna Antoni lat 64.
– Ja też chciałabym – dołączyła się Leokadia lat 59 spod siódemki.
– Jasne – odpowiedziałam.
Chwilę z dziewczynami poszeptałyśmy, ustalając nowy tekst i dobierając odpowiednie słowa, po czym gromko ponowiłyśmy śpiewanie piosenki.
– Jesteśmy jak w Stanach – zanuciłyśmy – w poznańskich pustostanach, w bilansie Grobelnego znajdujemy się...
Pucio, pucio – zaaprobowała naszą propozycję Leokadia.
Z kilku okien rozległy się oklaski. Ukłoniłyśmy się nisko, a potem nadjechał dostawczak z piekarni i zajęłyśmy się robieniem sprawunków.
środa, 3 września 2014
Powrót do szkoły.
Lało wczoraj jak z cebra. Ukryłyśmy się pod parasolkami, tworząc wesoły wielokolorowy ogonek, w którym czekałyśmy na dostawę świeżego pieczywa z nocnego wypieku. Furgon z piekarni opóźniał się, a my niemrawo przestępowałyśmy z nogi na nogę.
– Chciałabym wrócić do szkoły – zamarzyła Pela lat 83. – Uważam, że w mundurku wyglądałabym bardzo seksownie.
– Wiele osób powinno wrócić do szkoły – zauważyła sentencjonalnie Malwina lat 92.
– Braki szczególnie widać u celebrytów oraz polityków – zgodziłam się.
– Chciałabym przepytać prezydenta Grobelnego – odezwała się Kunia lat 90. – Myślę, że zaczęłabym od poziomu piątej klasy szkoły podstawowej.
– A dlaczego nie niżej? – zapytała Elwira lat 77. – Po co stresować już na starcie pana Ryszarda?
– Grobelny też seksownie wyglądałby w mundurku – oceniła Pela.
– Abecadło chyba opanował... – przypuściła Dziunia lat 61.
– Zaczyna się kampania wyborcza – przypomniałam. – Musimy się do niej podobnie przygotować, układając zestaw pytań. Ja mogę przepytywać prezydenta z matematyki. Chciałabym dowiedzieć się na co ten smyk liczy.
– To ja wezmę na warsztat chemię – zgłosiła się Pela. – Czuję, że Ryśkowe fluidy mogą wejść w reakcję z moimi.
– Ja mogę mu zrobić korki ze wszystkiego, byle nie z WueFu! – zarzekła się Kunia. – Biegam tylko do toalety, a do żadnej mety nie jest mi blisko. Pamiętacie Klemensa? Zawsze biegał na melinę po dwie półlitrówki. Bardzo mi się to nie podobało.
– Przerób z nim historię – zaproponowała Elwira. – Szczególnie antysemityzm spod znaku zwolenników Dmowskiego, których w Poznaniu było bez liku. Zawstydź chłopaka, dziewczyno.
– Właśnie, zmuś łapserdaka do refleksji – zgodziłam się. – Może przestanie wchodzić kibolom głęboko?
– A za co ty się weźmiesz, Elwira?
– Za religię. U mnie nie wystarczy klęczeć. Jak nie opanuje na pamięć Objawienia świętego Jana, to zrobię mu taką apokalipsę, że tydzień będzie leżeć krzyżem!
– Powinniśmy nieco wyjść poza program – zaproponowała Lwinka. – Oprócz egzaminów trzeba nauczyć go łaciny.
– Łaciny?
– Widać, że ciągnie go do tego.
Może i tak. Na dziś było to nierozstrzygalne.
W każdym razie w końcu furgon z pieczywem dojechał, kupiłyśmy pieczywo i każda z nas z osobna myślała przy śniadaniu nad zestawem pytań dla prezydenta.
– Chciałabym wrócić do szkoły – zamarzyła Pela lat 83. – Uważam, że w mundurku wyglądałabym bardzo seksownie.
– Wiele osób powinno wrócić do szkoły – zauważyła sentencjonalnie Malwina lat 92.
– Braki szczególnie widać u celebrytów oraz polityków – zgodziłam się.
– Chciałabym przepytać prezydenta Grobelnego – odezwała się Kunia lat 90. – Myślę, że zaczęłabym od poziomu piątej klasy szkoły podstawowej.
– A dlaczego nie niżej? – zapytała Elwira lat 77. – Po co stresować już na starcie pana Ryszarda?
– Grobelny też seksownie wyglądałby w mundurku – oceniła Pela.
– Abecadło chyba opanował... – przypuściła Dziunia lat 61.
– Zaczyna się kampania wyborcza – przypomniałam. – Musimy się do niej podobnie przygotować, układając zestaw pytań. Ja mogę przepytywać prezydenta z matematyki. Chciałabym dowiedzieć się na co ten smyk liczy.
– To ja wezmę na warsztat chemię – zgłosiła się Pela. – Czuję, że Ryśkowe fluidy mogą wejść w reakcję z moimi.
– Ja mogę mu zrobić korki ze wszystkiego, byle nie z WueFu! – zarzekła się Kunia. – Biegam tylko do toalety, a do żadnej mety nie jest mi blisko. Pamiętacie Klemensa? Zawsze biegał na melinę po dwie półlitrówki. Bardzo mi się to nie podobało.
– Przerób z nim historię – zaproponowała Elwira. – Szczególnie antysemityzm spod znaku zwolenników Dmowskiego, których w Poznaniu było bez liku. Zawstydź chłopaka, dziewczyno.
– Właśnie, zmuś łapserdaka do refleksji – zgodziłam się. – Może przestanie wchodzić kibolom głęboko?
– A za co ty się weźmiesz, Elwira?
– Za religię. U mnie nie wystarczy klęczeć. Jak nie opanuje na pamięć Objawienia świętego Jana, to zrobię mu taką apokalipsę, że tydzień będzie leżeć krzyżem!
– Powinniśmy nieco wyjść poza program – zaproponowała Lwinka. – Oprócz egzaminów trzeba nauczyć go łaciny.
– Łaciny?
– Widać, że ciągnie go do tego.
Może i tak. Na dziś było to nierozstrzygalne.
W każdym razie w końcu furgon z pieczywem dojechał, kupiłyśmy pieczywo i każda z nas z osobna myślała przy śniadaniu nad zestawem pytań dla prezydenta.
poniedziałek, 1 września 2014
Mastrofobia
Prezydent Poznania nie opuścił dotąd żadnej mszy świętej – chory czy zdrowy szedł karnie oddać cześć Panu. Szczególnie w niedzielę. Postanowiłyśmy wykorzystać ten fakt, ustalając wcześniej, w którym kościele najczęściej padał krzyżem, czerpiąc ukojenie z chłodu posadzki.
Wczoraj w końcu dopadłyśmy go.
Ryszard Grobelny siedział w ławce wraz z rodziną, którą żeśmy delikatnie odseparowały, przekazując im znak pokoju, a potem kierując do tylnej części głównej nawy. W końcu prezydent został otoczony kordonem uklękłych dam.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitał się Ryszard, gdy uświadomił sobie, że został zmuszony do pertraktacji, by móc znów połączyć się z rodziną.
– Niech będzie – odrzekła Kunia lat 90.
Reszta z nas pogrążona była w modlitwie, więc milczała.
– Przepraszam, chciałbym przejść do rodziny. Kiwają na mnie – dodał przepraszająco.
Jak już wspomniałam wcześniej, byłyśmy pogrążone w modlitwie, więc nie mogłyśmy zareagować na zaczepkę Grobelnego.
– Łacina – rzuciła Kunia, która jako jedyna była na bakier z katolickimi formułkami i przez to traktowała całą akcję z większym dystnasem niż nasza pozostała grupa.
– Modlicie się za szczęśliwe wybudowanie galerii Łacina? – ucieszył się Rysiek. – To ja też jeszcze raz przyklęknę.
– Jasny gwint! – zaklęła Kunia, po czym szybko się poprawiła. – Dum spiro, spero.
Oznaczało to, że Kunegunda dopóki żyje, dopóty ma nadzieję.
– Bardzo lubię „Zdrowaś Mario” – określił się prezydent.
– Wszyscy błądzą – stwierdziłam, przerywając modlitwę na „laskiś pełna”.
Po prostu nie potrafiłam prawidłowo wymawiać „eł” i to mnie krępowało.
– Przytulę cię – obiecała Lwinka lat 92, chwytając za Rysiową czuprynę i przyciągając jego usta do swojego biustu.
– O Jezu! – zagrzmiał prezydent.
– Podoba ci się – uznała Pela lat 83. – Zaraz pociumkasz moje sutki.
– Nie! – Grobelny oderwał się od cycka Malwiny i łapał nerwowo powietrze. – Ja mam mastrofobię!
– Że co?! – zdziwiłyśmy się niemal jednocześnie.
Ten spryciarz Ryszard wyrwał się z naszego oblężenia i czym prędzej dołączył do swojej familii, poprawiając fryzurę oraz wygładzając garnitur. Za chwilę znów przybrał na twarzy swój sztuczny uśmiech.
– O Boże! – Elwira lat 77 wezwała Najwyższego. – A co to jest ta mastrofobia?
Wczoraj w końcu dopadłyśmy go.
Ryszard Grobelny siedział w ławce wraz z rodziną, którą żeśmy delikatnie odseparowały, przekazując im znak pokoju, a potem kierując do tylnej części głównej nawy. W końcu prezydent został otoczony kordonem uklękłych dam.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitał się Ryszard, gdy uświadomił sobie, że został zmuszony do pertraktacji, by móc znów połączyć się z rodziną.
– Niech będzie – odrzekła Kunia lat 90.
Reszta z nas pogrążona była w modlitwie, więc milczała.
– Przepraszam, chciałbym przejść do rodziny. Kiwają na mnie – dodał przepraszająco.
Jak już wspomniałam wcześniej, byłyśmy pogrążone w modlitwie, więc nie mogłyśmy zareagować na zaczepkę Grobelnego.
– Łacina – rzuciła Kunia, która jako jedyna była na bakier z katolickimi formułkami i przez to traktowała całą akcję z większym dystnasem niż nasza pozostała grupa.
– Modlicie się za szczęśliwe wybudowanie galerii Łacina? – ucieszył się Rysiek. – To ja też jeszcze raz przyklęknę.
– Jasny gwint! – zaklęła Kunia, po czym szybko się poprawiła. – Dum spiro, spero.
Oznaczało to, że Kunegunda dopóki żyje, dopóty ma nadzieję.
– Bardzo lubię „Zdrowaś Mario” – określił się prezydent.
– Wszyscy błądzą – stwierdziłam, przerywając modlitwę na „laskiś pełna”.
Po prostu nie potrafiłam prawidłowo wymawiać „eł” i to mnie krępowało.
– Przytulę cię – obiecała Lwinka lat 92, chwytając za Rysiową czuprynę i przyciągając jego usta do swojego biustu.
– O Jezu! – zagrzmiał prezydent.
– Podoba ci się – uznała Pela lat 83. – Zaraz pociumkasz moje sutki.
– Nie! – Grobelny oderwał się od cycka Malwiny i łapał nerwowo powietrze. – Ja mam mastrofobię!
– Że co?! – zdziwiłyśmy się niemal jednocześnie.
Ten spryciarz Ryszard wyrwał się z naszego oblężenia i czym prędzej dołączył do swojej familii, poprawiając fryzurę oraz wygładzając garnitur. Za chwilę znów przybrał na twarzy swój sztuczny uśmiech.
– O Boże! – Elwira lat 77 wezwała Najwyższego. – A co to jest ta mastrofobia?
niedziela, 31 sierpnia 2014
Poszłam na mszę, zaraz wracam
Klęczę w niedalekim sąsiedztwie od prezydenta Grobelnego.
Relacja już jutro.
Relacja już jutro.
Subskrybuj:
Posty (Atom)