Obecnie najpopularniejszym na świecie samcem Alfa jest Władimir Putin. A to wszystko dlatego, że nikt nie znał Władka lat 97 pół wieku temu. Standardy przez to się zmieniły i rosyjski satrapa – nieco mniej owłosiony niż serialowy Alf, choć podobnie kosmiczny – śmiało może zaczesywać sobie kosmykami łysinkę, a były pierwszy minister Italii robić kolejną operację plastyczną. Dziś macho Obama może mobbingować współpracowników, czego Władek nigdy w życiu by się nie dopuścił. Jaka tempora, taki mores.
Dzisiejsze myśli poświęcam teflonowym ambasadorom USA, których można przypalać na wolnym ogniu, a oni i tak nie zejdą z patelni. Leżą plackiem, przypominając winylową płytę gramofonową puszczaną na 33 obroty. Z ich płaskiej perspektywy każdy samiec jest Alfa. To tak, jakby amerykański ambasador leżał na chodniku na ulicy Święty Marcin w Poznaniu i patrzył w górę na Alfę (to taki brzydki wieżowiec biurowy z lat 70-tych). Amerykańskiego teflonowca widok przeraża, zaburzając trzeźwość oglądu rzeczywistości. Mali ludzie, płascy politycy.
- Adela, co się czepiasz biednych dyplomatów? – spytał się Władek, gdy zwierzyłam się z moich głębokich rozważań.
- Jak byś określił Walka lat 57 z klatki C?
- Walenty to byczek.
- A gdy kłóci się z Walerią lat 52, to jak ją nazywa?
- Przecież wiesz, co mnie głupio egzaminujesz?!
- Otóż to, wyzywa ja od krowy. Jest byczkiem i jego widzenie świata nie wychodzi poza krowi placek. Podobnie jest z teflonowymi ambasadorami. Przejęci dyplomatyczną misją, wszystkich traktują swoimi kategoriami. I nie idzie mi o żałosnych samców Alfa, ale o Angelę. To wcale nie jest teflonowa kanclerz. To samica Omega!
- Ford też był omega.
- Mówisz o byłym amerykańskim prezydencie? – spojrzałam czujnie na Anonimowego Kobieciarza lat 97. AK-owiec często zaskakiwał mnie swymi nieliniowymi skojarzeniami.
- Eee...
- Kiedyś były inne czasy. Samce też bywały Omega, mając nieco oleju w głowie. Teraz niestety cofnęły się na początek alfabetu, zaczynając edukację od nowa.
No cóż, muszę znów zaprotestować przeciw współczesnej wersji mężczyzny. Metroseksualne teflony dotarły już do dyplomacji. Co za wstyd!
wtorek, 26 listopada 2013
poniedziałek, 25 listopada 2013
Sprostytuowane roszady.
Przyznam, że miałam marzenie, którego nie spełniłam. Chciałam zagrać w scrabble z Mao Tse Tungiem albo Saddamem Husajnem. Niestety, wtedy kiedy żył Mao nie znałam chińskiego. Podobnie było z Saddamem i językiem perskim. Kiedy pożegnali się z życiem ja wyrzuciłam rozmówki polsko-chińskie oraz polsko-arabskie i wróciłam do lektury „Pism semantycznych” doktora Gotloba Frege.
Dostałam kiedyś zaproszenie od prezydenta Putina na partyjkę Chińczyka, ale gdy w odpowiedzi zasugerowałam grę w „Człowieku nie irytuj się”, to nie wiedzieć czemu on się uniósł. Może i dobrze, że nie doszło do spotkania, bo ja preferuję drinki, a na Stolicznej słabo ponoć udawały się. Najczęściej wychodził Wściekły Rusek, którego pija się tylko na Kremlu oraz na Łubiance.
Wobec tego zaproponowałam Władkowi lat 97 partyjkę szachów. Mój AK-owiec nie ma talentu do języków obcych, więc rozmaite krzyżówki odpadały. Warcaby z kolei mnie nie rajcują, więc musieliśmy zasiąść do gry królewskiej.
- Adelo, szachy to burdel.
- Że jak?
- Ku...ska gra. Jak życie i dom publiczny.
- Jesteś nienormalny – żachnęłam się. – I nie wprowadzaj rynsztokowego języka do mojego mieszkania!
- Szachy mają co najmniej dwie warstwy metaforyczne. Ja zinterpretuję tę bliższą mojej skóry.
- Grasz Obronę Francuską! Schowaj język, świntuchu!
- To jedyna gra, przy której mogę i chcę się ślinić.
- Szach! - zaszachowałam w odpowiedzi powstańca.
- Bicie pionków to pobieranie kasy od frajerów. A dama to burdelmama. Ona dba, by klient, choć frajer, czuł się jak król.
- Władek, nie znasz reguł? Przy szachu nie możesz wykonywać roszady!
- Boisz się mojego konia?
- Skoczka. To jest skoczek, a nie koń. Tylko Żyła skacze przed siebie, a skoczki zawsze w bok, dlatego ja stawiam na wieże.
- Stawiasz wieże?
- Nie wierzę! Władek, ty nawet szachy potrafisz sprostytuować. Podaj herbatniki.
- Co? Że niby jestem gońcem?
I to był koniec gry. Zawsze będę protestować przeciw chamskim zachowaniom przy szachownicy. Niech politycy bawią się w roszady, ale u mnie na szacha trzeba reagować według reguł.
Dlatego prostestuję przeciw rekonstrukcji rządu premiera Tuska!
Dostałam kiedyś zaproszenie od prezydenta Putina na partyjkę Chińczyka, ale gdy w odpowiedzi zasugerowałam grę w „Człowieku nie irytuj się”, to nie wiedzieć czemu on się uniósł. Może i dobrze, że nie doszło do spotkania, bo ja preferuję drinki, a na Stolicznej słabo ponoć udawały się. Najczęściej wychodził Wściekły Rusek, którego pija się tylko na Kremlu oraz na Łubiance.
Wobec tego zaproponowałam Władkowi lat 97 partyjkę szachów. Mój AK-owiec nie ma talentu do języków obcych, więc rozmaite krzyżówki odpadały. Warcaby z kolei mnie nie rajcują, więc musieliśmy zasiąść do gry królewskiej.
- Adelo, szachy to burdel.
- Że jak?
- Ku...ska gra. Jak życie i dom publiczny.
- Jesteś nienormalny – żachnęłam się. – I nie wprowadzaj rynsztokowego języka do mojego mieszkania!
- Szachy mają co najmniej dwie warstwy metaforyczne. Ja zinterpretuję tę bliższą mojej skóry.
- Grasz Obronę Francuską! Schowaj język, świntuchu!
- To jedyna gra, przy której mogę i chcę się ślinić.
- Szach! - zaszachowałam w odpowiedzi powstańca.
- Bicie pionków to pobieranie kasy od frajerów. A dama to burdelmama. Ona dba, by klient, choć frajer, czuł się jak król.
- Władek, nie znasz reguł? Przy szachu nie możesz wykonywać roszady!
- Boisz się mojego konia?
- Skoczka. To jest skoczek, a nie koń. Tylko Żyła skacze przed siebie, a skoczki zawsze w bok, dlatego ja stawiam na wieże.
- Stawiasz wieże?
- Nie wierzę! Władek, ty nawet szachy potrafisz sprostytuować. Podaj herbatniki.
- Co? Że niby jestem gońcem?
I to był koniec gry. Zawsze będę protestować przeciw chamskim zachowaniom przy szachownicy. Niech politycy bawią się w roszady, ale u mnie na szacha trzeba reagować według reguł.
Dlatego prostestuję przeciw rekonstrukcji rządu premiera Tuska!
niedziela, 24 listopada 2013
Kazanie o licznikach.
Chrystus sporo wędrował. Wyposażony w sandałki zwane „Jezuskami” przemierzał drogi Bliskiego Wschodu, niektórzy twierdzą, że dotarł nawet do Indii. Nie wiemy jednak jak było dokładnie, bo apostołów wybierał wśród osób prostych, którzy nie mieli pojęcia o kompasach, stoperach i innych licznikach. Nie wiemy, jakie miał tętno, ciśnienie krwi, czy lepiej czuł się na drogach płaskich, czy pod górkę. Na ile spadł mu poziom cukru we krwi podczas 40 dni głodówki i na ile centymetrów od powierzchni wody przechadzał się po jeziorze.
My jesteśmy w innej sytuacji. W chwili śmierci każdy z nas będzie miał wgląd w statystyki: ile zużył w ciągu życia megawatów prądu, na ilu metrach sześciennych upichcił sobie obiadki lub ugotował jaja na twardo na śniadanie, paragony fiskalne zaświadczą, ile pieniędzy zostawiliśmy w Żabce, a ile w Biedronce. Na Sądzie Ostatecznym nie będzie prezentacji w Power Point’cie, tam korzysta się z bardziej boskich prezentacji, ale Excel na pewno będzie podstawą. Billy Gates ponoć już to załatwił. Zobaczymy wykresy, twarde dane, od których nie będzie odwołania. Kryteria ostre przebiją nasze dusze.
Rano wpadł do mnie Władek lat 97. Namówiłam go, żeby poszedł ze mną na sumę, a nie na mszę dla dzieci, bo to pójście na łatwiznę. Wprawdzie trudniej wtedy usnąć, bo bachory są żywe, ale kazania nic nie wnoszą w życie AK-owca. Z ociąganiem zgodził się. Przed wyjściem do kościoła poprosiłam go o wyrzucenie śmieci.
- Nie licz dziś na mnie.
- Jak to? W dzień Pański odmawiasz spełnienia dobrego uczynku?
- Stanowczo i nieodwołalnie.
- Chcesz się zaprzeć Chrystusa? On by pomógł starej kobiecie. Jezus wyniósłby śmieci.
- Jestem ubrany elegancko. Nie wyjdę na brudne podwórze, po to by wyrzucić te śmierdzące odpady.
- Czyli ma mi śmierdzieć w domu? Pytam po raz ostatni: wyniesiesz śmieci?
- Nie!
I w taki oto sposób Władek lat 97 zaparł się Jezusa po trzykroć. Nie zrobił to po raz pierwszy. Licznik zaprzańcowi bije. I w postaci wydruku dostanie go na Sądzie Ostatecznym. Dlatego przestrzegam was. Przed obliczem Pana za późno będzie na protesty!
My jesteśmy w innej sytuacji. W chwili śmierci każdy z nas będzie miał wgląd w statystyki: ile zużył w ciągu życia megawatów prądu, na ilu metrach sześciennych upichcił sobie obiadki lub ugotował jaja na twardo na śniadanie, paragony fiskalne zaświadczą, ile pieniędzy zostawiliśmy w Żabce, a ile w Biedronce. Na Sądzie Ostatecznym nie będzie prezentacji w Power Point’cie, tam korzysta się z bardziej boskich prezentacji, ale Excel na pewno będzie podstawą. Billy Gates ponoć już to załatwił. Zobaczymy wykresy, twarde dane, od których nie będzie odwołania. Kryteria ostre przebiją nasze dusze.
Rano wpadł do mnie Władek lat 97. Namówiłam go, żeby poszedł ze mną na sumę, a nie na mszę dla dzieci, bo to pójście na łatwiznę. Wprawdzie trudniej wtedy usnąć, bo bachory są żywe, ale kazania nic nie wnoszą w życie AK-owca. Z ociąganiem zgodził się. Przed wyjściem do kościoła poprosiłam go o wyrzucenie śmieci.
- Nie licz dziś na mnie.
- Jak to? W dzień Pański odmawiasz spełnienia dobrego uczynku?
- Stanowczo i nieodwołalnie.
- Chcesz się zaprzeć Chrystusa? On by pomógł starej kobiecie. Jezus wyniósłby śmieci.
- Jestem ubrany elegancko. Nie wyjdę na brudne podwórze, po to by wyrzucić te śmierdzące odpady.
- Czyli ma mi śmierdzieć w domu? Pytam po raz ostatni: wyniesiesz śmieci?
- Nie!
I w taki oto sposób Władek lat 97 zaparł się Jezusa po trzykroć. Nie zrobił to po raz pierwszy. Licznik zaprzańcowi bije. I w postaci wydruku dostanie go na Sądzie Ostatecznym. Dlatego przestrzegam was. Przed obliczem Pana za późno będzie na protesty!
sobota, 23 listopada 2013
O kobietach błogosławionych i plugawych.
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego w poniedziałki rzeźnicy zamykają sklepy, a nie na przykład w czwartki, skoro piątek był dniem bezmięsnym. Teraz jest to już nieaktualne, bo nakaz piątkowego postu został zniesiony i pości tylko ta sąsiadka, która ma na to ochotę. A że na Wildzie mało jest wegetarianek, więc też niewiele kobiet pości.
Pewnym rodzajem postu jest dla miesiączka. Znika ona wówczas, gdy jesteśmy w stanie błogosławionym. Błogosławione są również dziewczęta przed pierwszą menstruacją oraz niektóre kobiety po przekwitaniu. I o tym chciałam porozmawiać z Władkiem lat 97. Proponując taki temat, uzupełniałam wiedzę na temat jego postrzegania kobiecego świata. Bałam się, że mnie zdołuje, ale zaryzykowałam.
- Ja sławię błogość – wyznał Władek – dlatego też nie mogę mieć nic przeciw błogosławieństwom. To oczywiste.
- A właśnie, że nie – zaoponowałam.
- Jak to?
- Sławisz błogość, bo możesz uprawiać seks. Ale gdy kobieta zajdzie w ciążę, wtedy przeklinasz.
- Może inni, ja mam przecięte nasieniowody.
- Och, Władek, mówię ogólnie.
- A kto lubi rozwrzeszczane bachory?! – uniósł się AK-owiec. – To najskuteczniejsza antykoncepcja. Wszystko opada.
- Ale kobieta brzemienna jest w stanie błogosławionym.
- To akurat niczemu nie przeszkadza. Jednak wszystko zmienia się po porodzie. Błogosławieństwo przeobraża się w plugawość. Kupki, siuśki i szczepienia. A mężczyzna też chciałby się sczepić, ale nie ma z kim, bo matka jego dziecka nie daje. Tylko odciąga pokarm z piersi, a to takie nieestetyczne...
- I to jest dla ciebie plugawe?
- Plugawym jest fakt, gdy baba może, a nie daje!
- To, co powiedziałeś, było plugawe. Wstydź się, Władku!
I Władek lat 97 udał, że się wstydzi. Wiedziałam jednak, co mu chodzi po zarobaczonym łbie. Plugawe myśli pełzały między cebulkami włosów AK-owca. Nie poddałam się jednak sprytnemu szantażowi. Zaprotestowałam przeciw tak rozumianej plugawości. Pokazałam mu palcem drzwi. Niech skomli o błogosławieństwo na innej wycieraczce.
Plugawy Władek.
Pewnym rodzajem postu jest dla miesiączka. Znika ona wówczas, gdy jesteśmy w stanie błogosławionym. Błogosławione są również dziewczęta przed pierwszą menstruacją oraz niektóre kobiety po przekwitaniu. I o tym chciałam porozmawiać z Władkiem lat 97. Proponując taki temat, uzupełniałam wiedzę na temat jego postrzegania kobiecego świata. Bałam się, że mnie zdołuje, ale zaryzykowałam.
- Ja sławię błogość – wyznał Władek – dlatego też nie mogę mieć nic przeciw błogosławieństwom. To oczywiste.
- A właśnie, że nie – zaoponowałam.
- Jak to?
- Sławisz błogość, bo możesz uprawiać seks. Ale gdy kobieta zajdzie w ciążę, wtedy przeklinasz.
- Może inni, ja mam przecięte nasieniowody.
- Och, Władek, mówię ogólnie.
- A kto lubi rozwrzeszczane bachory?! – uniósł się AK-owiec. – To najskuteczniejsza antykoncepcja. Wszystko opada.
- Ale kobieta brzemienna jest w stanie błogosławionym.
- To akurat niczemu nie przeszkadza. Jednak wszystko zmienia się po porodzie. Błogosławieństwo przeobraża się w plugawość. Kupki, siuśki i szczepienia. A mężczyzna też chciałby się sczepić, ale nie ma z kim, bo matka jego dziecka nie daje. Tylko odciąga pokarm z piersi, a to takie nieestetyczne...
- I to jest dla ciebie plugawe?
- Plugawym jest fakt, gdy baba może, a nie daje!
- To, co powiedziałeś, było plugawe. Wstydź się, Władku!
I Władek lat 97 udał, że się wstydzi. Wiedziałam jednak, co mu chodzi po zarobaczonym łbie. Plugawe myśli pełzały między cebulkami włosów AK-owca. Nie poddałam się jednak sprytnemu szantażowi. Zaprotestowałam przeciw tak rozumianej plugawości. Pokazałam mu palcem drzwi. Niech skomli o błogosławieństwo na innej wycieraczce.
Plugawy Władek.
piątek, 22 listopada 2013
O łokciach, obcasach i roztaczaniu uroku.
Roztaczanie uroku kobietom najlepiej wychodzi w krajobrazie górskim lub na prześcieradle. W każdym razie na wyciągnięcie ręki muszą być roztocza. Albo piękne schrony poradzieckie w linii Mołotowa znajdujące się w Roztoczu Wschodnim, albo sytuacja, gdzie rolę gra naskórek lub napletek, który przecież też jest wielkim przysmakiem roztoczy. W jednym i drugim przypadku liczą się wysokie obcasy, które damską łydkę szlachetnie wysmuklają i powodują, że prześcieradło staje się parkurem, na którym nierzadko odbywają się zawody WKKW.
Kobiety najlepiej roztaczają swój widok korporacyjnie, gdyż z tłumu asystentek i sekretarek najłatwiej wybić się poprzez wysoki obcas, podbicie kopyta oraz prosty szew pończochy biegnący wzdłuż nogi. Od pięty do mroku spowijającego pośladek, jaki daje cień kusej spódniczki. Urok najlepiej roztaczającej obcasowe wdzięki kobiety chwytany jest w locie przez prezesów, dyrektorów i kierowników. W smutnej ciszy zaplecza, magazynu, czy pakamery jest też kontemplowany przez szeregowych pracowników, a potem wizualizowany w fantazjach podczas kontaktu ze Zdzisią lub Czesią na płaskiej podeszwie.
Wiem coś o tym, bo Władek lat 97 zaskoczył mnie wczoraj swoją prośbą.
- Adela, załóż te pantofelki na wysokim obcasie!
- Ale po co?
- Bo tak intensywniej roztaczasz swój urok.
- To niewygodne, daj spokój, Żużu lat 97.
- Nie po to rozpychałem się łokciami, by cię zdobyć, żebyś teraz stroiła fochy!
Oczywiście zrobiłam awanturę Władkowi lat 97, bo dżentelmen nie zachowuje się tak na prześcieradle. I choć już dawno straciłam złudzenia co do elegancji powstańca w codziennym obyciu, to jednak cały czas mnie to razi. W każdym razie Władek uświadomił mi, że żeby zdobyć korporacyjną kobietę na obcasach, mężczyzna musi rozpychać się. Łokieć absztyfikanta ma być twardy, żelazny i bezkompromisowy, zatapiać się w sadle konkurenta, znienacka wyłazić bokiem i w ogóle być czujnym. Łokieć ważny jest też na prześcieradle, bo przecież skoro kobieta jest już na obcasach, to w rewanżu mężczyzna powinien być aktywny.
No i przeciw braku aktywności ja zwykle protestuję. Ale dziś mi się udało. Dziś Władek lat 97 ubrał buty na wysokich obcasach.
Kobiety najlepiej roztaczają swój widok korporacyjnie, gdyż z tłumu asystentek i sekretarek najłatwiej wybić się poprzez wysoki obcas, podbicie kopyta oraz prosty szew pończochy biegnący wzdłuż nogi. Od pięty do mroku spowijającego pośladek, jaki daje cień kusej spódniczki. Urok najlepiej roztaczającej obcasowe wdzięki kobiety chwytany jest w locie przez prezesów, dyrektorów i kierowników. W smutnej ciszy zaplecza, magazynu, czy pakamery jest też kontemplowany przez szeregowych pracowników, a potem wizualizowany w fantazjach podczas kontaktu ze Zdzisią lub Czesią na płaskiej podeszwie.
Wiem coś o tym, bo Władek lat 97 zaskoczył mnie wczoraj swoją prośbą.
- Adela, załóż te pantofelki na wysokim obcasie!
- Ale po co?
- Bo tak intensywniej roztaczasz swój urok.
- To niewygodne, daj spokój, Żużu lat 97.
- Nie po to rozpychałem się łokciami, by cię zdobyć, żebyś teraz stroiła fochy!
Oczywiście zrobiłam awanturę Władkowi lat 97, bo dżentelmen nie zachowuje się tak na prześcieradle. I choć już dawno straciłam złudzenia co do elegancji powstańca w codziennym obyciu, to jednak cały czas mnie to razi. W każdym razie Władek uświadomił mi, że żeby zdobyć korporacyjną kobietę na obcasach, mężczyzna musi rozpychać się. Łokieć absztyfikanta ma być twardy, żelazny i bezkompromisowy, zatapiać się w sadle konkurenta, znienacka wyłazić bokiem i w ogóle być czujnym. Łokieć ważny jest też na prześcieradle, bo przecież skoro kobieta jest już na obcasach, to w rewanżu mężczyzna powinien być aktywny.
No i przeciw braku aktywności ja zwykle protestuję. Ale dziś mi się udało. Dziś Władek lat 97 ubrał buty na wysokich obcasach.
czwartek, 21 listopada 2013
O mądrości, czyli co ma feler do fąfusia.
Wiadomo, że mądrość jest brakiem głupoty. Tak jak niewinność jest brakiem grzechu, a odwaga brakiem strachu. Zatem mądrość jest po prostu brakiem lub wybrakowaną głupotą. Zaś wybrakowana głupota jest bublem, dlatego spokojnie możemy stwierdzić, że mądrość jest felerem. Każda mądra kobieta to wie. Ot, żadna tajemnica, czy sekret masoński. Taka życiowa gnosis. Nic więcej.
Weźmy Władka lat 97. Cieszył się jak dzieciak, gdy wymyślił niby-aforyzm. Niby-aforyzmy Władka to od wielu lat moje utrapienie. Naszło go jednego wieczora i natchnienie od tamtej pory dopada go zwykle po podwieczorku.
- Adela, Adela, mam znowu złotą myśl! – z tym wesołym krzykiem wpadł wczoraj do mnie na kolację.
- To feleruj, kochasiu.
- Że co?
- Referuj, fąfusiu.
- Fąfusiu?
- To zamieszanie w mojej głowie spowodowane jest oczekiwaniem na twoją myśl. Feleruj, o złotousty!
Władek lat 97 spojrzał na mnie podejrzliwie, bo moja kpina była zbyt czytelna, ale zrobiłam słodką minkę i z udawanym niezaspokojeniem czekałam na feler Władka.
- Matki, żony i kochanki – wszystkie były kiedyś szczepione na świnkę.
Chciałabym w tym momencie widzieć wasze miny. Ja musiałam mieć podobną, ale nie udało mi się odegrać tego wyrazu twarzy przed lustrem. Zawsze głośno wzdychałam i zwierciadło zaparowywało się...
Mądrość jest także źle spożytkowanym pomysłem. Po żytku ma się przecież różne pomysły, ale zwykle są one złe, czyli nierealne. Dlatego podejrzewam, że Władek lat 94 inspiruje się różnymi domieszaczami, które dają pomysły, ale ich aromat zabijany jest przez zapach kawy. Bo Władek niby pija kawę, ale co jest w środku filiżanki, Bóg raczy wiedzieć.
Dlatego ja protestuję przeciw mądrości, bo ona jest tylko efektem domieszaczy i przez to mądrość wprowadza zbyt dużo zamieszania. A komu zależy na zamieszkach?
Weźmy Władka lat 97. Cieszył się jak dzieciak, gdy wymyślił niby-aforyzm. Niby-aforyzmy Władka to od wielu lat moje utrapienie. Naszło go jednego wieczora i natchnienie od tamtej pory dopada go zwykle po podwieczorku.
- Adela, Adela, mam znowu złotą myśl! – z tym wesołym krzykiem wpadł wczoraj do mnie na kolację.
- To feleruj, kochasiu.
- Że co?
- Referuj, fąfusiu.
- Fąfusiu?
- To zamieszanie w mojej głowie spowodowane jest oczekiwaniem na twoją myśl. Feleruj, o złotousty!
Władek lat 97 spojrzał na mnie podejrzliwie, bo moja kpina była zbyt czytelna, ale zrobiłam słodką minkę i z udawanym niezaspokojeniem czekałam na feler Władka.
- Matki, żony i kochanki – wszystkie były kiedyś szczepione na świnkę.
Chciałabym w tym momencie widzieć wasze miny. Ja musiałam mieć podobną, ale nie udało mi się odegrać tego wyrazu twarzy przed lustrem. Zawsze głośno wzdychałam i zwierciadło zaparowywało się...
Mądrość jest także źle spożytkowanym pomysłem. Po żytku ma się przecież różne pomysły, ale zwykle są one złe, czyli nierealne. Dlatego podejrzewam, że Władek lat 94 inspiruje się różnymi domieszaczami, które dają pomysły, ale ich aromat zabijany jest przez zapach kawy. Bo Władek niby pija kawę, ale co jest w środku filiżanki, Bóg raczy wiedzieć.
Dlatego ja protestuję przeciw mądrości, bo ona jest tylko efektem domieszaczy i przez to mądrość wprowadza zbyt dużo zamieszania. A komu zależy na zamieszkach?
środa, 20 listopada 2013
Władek lat 97 od dziś znów działa w AK.
Musiałam coś zrobić. Nie mogłam wczorajszej sprawy tak pozostawić. Zaprosiłam wszystkie urodziwe sąsiadki do siebie. Była Lusia lat 55 oraz Genia lat 66 z parteru, Zenobia lat 69 z I piętra, Wacława lat 63 z II piętra i Kazia lat 47 z III piętra,. Wypiłyśmy po filiżaneczce herbatki z wiśniowymi konfiturami, wymieniłyśmy uwagi o pogodzie oraz o parytetach w radach osiedla, po czym przeszłyśmy do meritum.
Wpuściłyśmy do pomieszczenia Witka lat 59 z parteru, Władka lat 94 oraz Bogusia lat 48, który akurat dostał przepustkę z więzienia.
- Panowie, wstydźcie się – zgromiła Lusia lat 55.
- Powinniście pójść do kąta – postraszyła Zenobia lat 69.
- Zhańbiliście się, chłopaki – skwitowała Kazia lat 47.
Wtedy z krzesła podniosłam się ja.
- Panowie, rozumiem, interesują was kobiety młodsze, niż samochody o rocznikach, na które was stać. To idiotyczne. Dotychczas byłyśmy pobłażliwe, ale to musi się zmienić. Rozwydrzone bachory, które w was tkwią, każą zmieniać waszą pozytywną energię na bezczelną namolność. Niedopuszczalne jest, że niepowodzenia na froncie podrywu kobiet młodych staracie odbić sobie na nas. Nie damy się molestować. Nadajecie się tylko do resocjalizacji. Rozpoczniecie terapię!
- Co to za jaja? – przytomnie spytał Witek lat 59 z parteru.
- Damy wam szansę – obwieściła Wacława lat 63. – Musicie tylko założyć klub AK.
- Wspaniały pomysł – zapalił się powstaniec lat 97, czyli Władek z Warszawy.
- Anonimowi Kobieciarze, zaczynacie pierwszą sesję od razu. Powtarzajcie: „Nie będę paniom łypał w dekolt, energii marnotrawił, a wstrętny nochal i męską chuć pod kołdrą pozostawię.” A teraz otwieram dyskusję.
- Że co? – niepokorny Witek stawał okoniem.
- To zacznę ja – z uznaniem spojrzałyśmy na Bogusia, którego więzienie nauczyło pokory. – Kazia lat 47 mieszka na III piętrze i gdy wracała do domu, podnosząc na schodach ciężkie uda, to nie wytrzymałem i wetknąłem nochala między jej dwa pośladkowe bochny. Wstydzę się. Postanowiłem unikać klatek, ale mimo to wrócę z przepustki do więzienia.
- A ja – zabrał głos Władek lat 97 – kiedy widzę cyce sąsiadek, to po hiszpańsku myślę: „la pierdonate to”. Niedobre myślenie. Ale francuski też jest niebezpieczny, zaś niemiecki zbyt dosadny. To przyswoiłem migowy i ręce miałem takie rozlatane... Wstyd mi.
- A niby dlaczego mam być anonimowy? – zaperzył się Witek lat 59. – Wyskakuję z gatek jako Witek i tego samego chcę od kobitki: żadnego wstydu!
- Protestuję! – wrzasnęłam.
Jeszcze sporo pracy przede mną. Przed nimi. Przed nami.
Wpuściłyśmy do pomieszczenia Witka lat 59 z parteru, Władka lat 94 oraz Bogusia lat 48, który akurat dostał przepustkę z więzienia.
- Panowie, wstydźcie się – zgromiła Lusia lat 55.
- Powinniście pójść do kąta – postraszyła Zenobia lat 69.
- Zhańbiliście się, chłopaki – skwitowała Kazia lat 47.
Wtedy z krzesła podniosłam się ja.
- Panowie, rozumiem, interesują was kobiety młodsze, niż samochody o rocznikach, na które was stać. To idiotyczne. Dotychczas byłyśmy pobłażliwe, ale to musi się zmienić. Rozwydrzone bachory, które w was tkwią, każą zmieniać waszą pozytywną energię na bezczelną namolność. Niedopuszczalne jest, że niepowodzenia na froncie podrywu kobiet młodych staracie odbić sobie na nas. Nie damy się molestować. Nadajecie się tylko do resocjalizacji. Rozpoczniecie terapię!
- Co to za jaja? – przytomnie spytał Witek lat 59 z parteru.
- Damy wam szansę – obwieściła Wacława lat 63. – Musicie tylko założyć klub AK.
- Wspaniały pomysł – zapalił się powstaniec lat 97, czyli Władek z Warszawy.
- Anonimowi Kobieciarze, zaczynacie pierwszą sesję od razu. Powtarzajcie: „Nie będę paniom łypał w dekolt, energii marnotrawił, a wstrętny nochal i męską chuć pod kołdrą pozostawię.” A teraz otwieram dyskusję.
- Że co? – niepokorny Witek stawał okoniem.
- To zacznę ja – z uznaniem spojrzałyśmy na Bogusia, którego więzienie nauczyło pokory. – Kazia lat 47 mieszka na III piętrze i gdy wracała do domu, podnosząc na schodach ciężkie uda, to nie wytrzymałem i wetknąłem nochala między jej dwa pośladkowe bochny. Wstydzę się. Postanowiłem unikać klatek, ale mimo to wrócę z przepustki do więzienia.
- A ja – zabrał głos Władek lat 97 – kiedy widzę cyce sąsiadek, to po hiszpańsku myślę: „la pierdonate to”. Niedobre myślenie. Ale francuski też jest niebezpieczny, zaś niemiecki zbyt dosadny. To przyswoiłem migowy i ręce miałem takie rozlatane... Wstyd mi.
- A niby dlaczego mam być anonimowy? – zaperzył się Witek lat 59. – Wyskakuję z gatek jako Witek i tego samego chcę od kobitki: żadnego wstydu!
- Protestuję! – wrzasnęłam.
Jeszcze sporo pracy przede mną. Przed nimi. Przed nami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)