– Obawiam się, że Palikot rozwiedzie się – wieszczyła złowróżbnie Gertruda lat 77. – Modliłam się wczoraj żarliwie za trwałość polskich rodzin i miałam objawienie.
– Konsultowałaś swoje wizje z proboszczem? – indagowała Malwina lat 92.
– On nie chce rozmawiać o liderze Twojego Ruchu.
Siąpił deszcz, zaczynała się jesienna pogoda, a my stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym, oczekując na przyjazd furgonu z piekarni. W aurze wszystko gotowało się do zimowego wyciszenia, my natomiast byłyśmy odległe od przyrodniczych cyklów, mając chrapkę na świeże pieczywo z nocnego wypieku.
– Palikot chce zrobić karierę polityczną i wie, że rozwodnik w naszym kraju będzie spalony – stwierdziłam.
– Palikot nie odnalazł w swojej żonie Krupskiej – odparła Trudzia. – Bez Nadieżdy nic nie zrobi. Tak mi anioł powiedział.
– Skąd o nim wiedzą w niebiosach? – zdziwiła się Kunia lat 90.
– Barbara Nowacka ma podobną fryzurę do Krupskiej... – skojarzyło mi się.
– Boże, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi, Ojcze, który jesteś miłości i życiem: spraw, aby każda rodzina ludzka na ziemi stała się poprzez Twojego Syna Jezusa Chrystusa „narodzonego z Niewiasty” i poprzez Ducha Świętego – źródło Bożego miłosierdzia – prawdziwym sanktuarium życia i miłości dla generacji, które się wciąż odnawiają – zaczęła modlić się za polskie rodziny.
– Czy to modlitwa świętej Rity, która jest patronką spraw trudnych i beznadziejnych? – spytała Kunia.
– Skąd ty się znasz na świętej Ricie? – zdziwiłam się.
– Skąd znasz się na sprawach trudnych i beznadziejnych? – zdziwiła się Dziunia lat 60.
– Spraw, aby Twoja łaska prowadziła myśli i dzieła małżonków dla dobra ich rodzin i wszystkich rodzin na świecie. Spraw, aby młode generacje znalazły w rodzinie silne wsparcie dla ich wzrostu w prawdzie i miłości – kontynuowała modlitwę Trudzia.
– Nowacka robi wrażenie, że dobrze jej jest w towarzystwie politycznych lwów – uznała Pela lat 83.
– Ale Lew Trocki już nie żyje.
– Spraw, aby miłość, wzmocniona łaską sakramentu małżeństwa, była silniejsza od wszelkiej słabości i każdego kryzysu, przez które czasami przechodzą nasze rodziny – klepała dalej Trudzia.
– Palikot zapuścił brodę, ale jeszcze jej nie uformował tak, jak robił to Włodzimierz Iljicz – zauważyła Lwinka.
– Jeśli poczuje nadzieję na władzę, to zdoła wyłysieć – oceniła Kunia. – Nie bój żaby!
– Dobrze rozmawiać w poniedziałkowe poranki – radowała się Pela.
– Spraw w końcu, o to Cię prosimy przez wstawiennictwo świętej Rodziny z Nazaretu, aby Kościół wśród wszystkich narodów na ziemi mógł owocnie wypełniać swoją misję w rodzinie i poprzez rodzinę. Przez Chrystusa, naszego Pana, który jest Drogą, Prawdą i Życiem na wieki wieków. Amen – skończyła modlitwę Gertruda.
– Warto rozmawiać – przyznała rację Dziunia.
– Warto się modlić.
– Warto mieć nadzieję.
– Warto mieć Barbarę Nadzieję Nowacką.
No bo w końcu czego trzeba ludowi pracy? Chleba!
Najlepiej z nocnego wypieku.
poniedziałek, 7 września 2015
niedziela, 6 września 2015
N jak Niesiołowski ALFABET CIOCI ADELI - Nieszczaw
– Jest młodszy ode mnie, ale już dojrzały – powiedziała rozmarzonym głosem Malwina lat 92. – A przy tym temperamentny. Jest obietnicą ognia w łóżku. Pan Bóg mi wybaczy te słowa – dodała.
Siedziałyśmy w ławie kościelnej w bocznej nawie, oczekując na rozpoczęcie mszy świętej dla dzieci. Gertruda lat 77 klęczała pogrążona w żarliwej modlitwie, reszta z nas łowiła rozpalonymi z ciekawości uszami ciche słowa Lwinki. Musiałyśmy być dyskretne i nie podnosić głosu, bo naokoło czekała na rozpoczęcie mszy nadpobudliwa, bo wygłodzona dzieciarnia.
– Fakt, szczawikiem to on już nie jest – zgodziła się Kunia lat 90.
– Ale jak się trzyma! – zachwyciła się Pela lat 83.
– Czytałam, że jego dieta opiera się tylko na naturalnych produktach – podzieliłam się rzetelną informacją ściągniętą z portalu pudelek.pl.
– Co Pan Bóg ma ci wybaczyć? – Trudzia ocknęła się wyrwawszy się z objęć aniołów dotąd wysłuchujących jej modlitw.
– Czuję, że przy nim rozwinęłabym skrzydła – wyszeptała Lwinka.
– Przy entomologu jest to możliwe – zgodziłam się. – Nie warto natomiast wiązać się z leśnikami, ogrodnikami i klawiszami.
– Dlaczego? – spytała naiwnie Dziunia lat 60.
– Bo cię usadzą.
– Najlepiej łączyć się z Panem Jezusem w modlitwie – agitowała Trudzia.
– Co on je? – zainteresowała się Pela.
– Na pewno nie połyka śliny – stwierdziła sarkastycznie Kunia. – Zbyt często się pluje. Może mieć przez to problemy z prawidłowym trawieniem.
– Podobno często podjada między posiłkami.
– To nic – bagatelizowała Lwinka. – Przy nim mogłabym zostać nawet latawicą.
– Nie w czas – uznałam.
– Raczej Nieszczaw – zaoponowała moja przyjaciółka lat 92. – Mój kochany to Nieszczaw. Jeżeli któraś ze mną się nie zgadza, to jebnę bez litości.
– Co to za słowa w domu Pana?! – oburzyła się Trudzia. – Nie masz prawa przystąpić dziś do komunii świętej!
– Kto dziś spowiada? – zadała konkretne pytanie Lwinka.
– Wikary.
– Przed nim mogę się otworzyć.
– Chyba dziś zrobię na obiad szczawiową – zastanawiała się Kunia.
W ostatnim momencie, bo ministranci uruchomili dzwonki i celebrujący mszę dla dzieci proboszcz wkroczył przed ołtarz z wielką pompą.
Siedziałyśmy w ławie kościelnej w bocznej nawie, oczekując na rozpoczęcie mszy świętej dla dzieci. Gertruda lat 77 klęczała pogrążona w żarliwej modlitwie, reszta z nas łowiła rozpalonymi z ciekawości uszami ciche słowa Lwinki. Musiałyśmy być dyskretne i nie podnosić głosu, bo naokoło czekała na rozpoczęcie mszy nadpobudliwa, bo wygłodzona dzieciarnia.
– Fakt, szczawikiem to on już nie jest – zgodziła się Kunia lat 90.
– Ale jak się trzyma! – zachwyciła się Pela lat 83.
– Czytałam, że jego dieta opiera się tylko na naturalnych produktach – podzieliłam się rzetelną informacją ściągniętą z portalu pudelek.pl.
– Co Pan Bóg ma ci wybaczyć? – Trudzia ocknęła się wyrwawszy się z objęć aniołów dotąd wysłuchujących jej modlitw.
– Czuję, że przy nim rozwinęłabym skrzydła – wyszeptała Lwinka.
– Przy entomologu jest to możliwe – zgodziłam się. – Nie warto natomiast wiązać się z leśnikami, ogrodnikami i klawiszami.
– Dlaczego? – spytała naiwnie Dziunia lat 60.
– Bo cię usadzą.
– Najlepiej łączyć się z Panem Jezusem w modlitwie – agitowała Trudzia.
– Co on je? – zainteresowała się Pela.
– Na pewno nie połyka śliny – stwierdziła sarkastycznie Kunia. – Zbyt często się pluje. Może mieć przez to problemy z prawidłowym trawieniem.
– Podobno często podjada między posiłkami.
– To nic – bagatelizowała Lwinka. – Przy nim mogłabym zostać nawet latawicą.
– Nie w czas – uznałam.
– Raczej Nieszczaw – zaoponowała moja przyjaciółka lat 92. – Mój kochany to Nieszczaw. Jeżeli któraś ze mną się nie zgadza, to jebnę bez litości.
– Co to za słowa w domu Pana?! – oburzyła się Trudzia. – Nie masz prawa przystąpić dziś do komunii świętej!
– Kto dziś spowiada? – zadała konkretne pytanie Lwinka.
– Wikary.
– Przed nim mogę się otworzyć.
– Chyba dziś zrobię na obiad szczawiową – zastanawiała się Kunia.
W ostatnim momencie, bo ministranci uruchomili dzwonki i celebrujący mszę dla dzieci proboszcz wkroczył przed ołtarz z wielką pompą.
sobota, 5 września 2015
N jak Napieralski ALFABET CIOCI ADELI - Nic
– Jest ktoś taki w polityce, o którym nie można niczego powiedzieć – oznajmiła Pela lat 83.
– Niczego dobrego? – dopytywała się Kunia lat 90.
– Niczego w ogóle.
Dziewczyny przyjęły słowa Peli beznamiętnie, przestępując z nogi na nogę oraz wypatrując przyjazdu furgonu z piekarni. Dla mnie jednak przestało liczyć się świeże pieczywo z nocnego wypieku, gdyż poczułam się bardzo zaintrygowana. Niby jak o człowieku nie można powiedzieć niczego? Dotąd nie poznałam jeszcze takiego osobnika. W końcu każdy miał jakąś wyróżniającą się plamę, a to na ubraniu, a to w życiorysie. Włosy w uszach, rozpięty rozporek, trzy dziurki w nosie. Grał na gitarze o dwóch strunach, zbierał paragony z warzywniaka, grał w rosyjską ruletkę pistoletem na wodę. Nosił warkoczyki pod pachą, charczał przez gwizdek od czajnika, łapał sny siatką od motyli. Tak, nie było wyjątku – każdy miał w sobie coś charakterystycznego. Kunia lat 90 była bezczelna jak diabli z Dzikiego Zachodu, Malwina lat 92 chorowała na świnkę cztery razu do roku, Gertruda lat 77 kradła filcowe obuwie z muzeów, żeby potem móc z czego spowiadać się przed proboszczem naszej parafii.
– Jestem zdania, że to niemożliwe – stwierdziłam z przekonaniem. – Każdy ma inny odbyt, a to już coś!
– Gówno zawsze jest takie samo – brnęła Pela.
Popatrzyłam na nią uważniej. Przyznam, że dotąd nie widziałam odbytu Peli. Nie zanosiło się, bym w ogóle miało to się stać. Pomijając ten dla wielu nieprzyjemny fakt okazywania sobie czekoladowego oczka, to zastanawiałam się, czy oprócz tego ma ona coś, co by odróżniało ją od innych.
– Gówno nigdy nie jest takie samo – powtórzyłam, ale już z mniejszą pewnością siebie. – Może być twardy stolec, sraczka, w najgorszym razie nawet sikawica.
– Pela, kim jest Pan Nic? – dopytała Kunia.
– Nic? To pan Napieralski.
– Jak to? – zdziwiła się Lwinka. – Był przecież przewodniczącym SLD.
– A wiesz, że ja nigdy nie modliłam się za niego? – Trudzia wydawała się być olśnioną.
– Trudno modlić się za Nic – Pela poczuła, że zaczyna znajdować poparcie dla swojej odważnej tezy.
– Dziś bycie przewodniczącym SLD to wielkie NIC – orzekła Lwinka. – Zresztą bycie kandydatem na senatora z ramienia PO to takie samo NIC.
– Chyba nie jesteś za PiS? – wykrzywiłam usta z niesmakiem.
– Napieralski byłby KIMŚ, gdyby wylądował na życiowym marginesie – stwierdziła Kunia. – Teraz, gdy stara się płynąć w głównym nurcie został panem NIC.
– A wiesz, że nigdy tak o tym nie myślałam?
– Jutro będzie niedziela – poinformowała nas Pela. – Trudzia, może jednak zmówisz modlitwę za pana NIC, by został w końcu panem KTOŚ?
– By różnił się choć odbytem – dosadnie powiedziała Kunia.
– Amen – spuentowałam.
Trudzia zrobiła głupią minę. Jej twarz odróżniała się od oblicza Peli, które promieniowało dumą i zadowoleniem. Po chwili wszystkie tak wyglądałyśmy, bo zza zakrętu wyłonił się dostawczak z piekarni i zaczęłyśmy żyć wizją smacznego śniadania.
– Niczego dobrego? – dopytywała się Kunia lat 90.
– Niczego w ogóle.
Dziewczyny przyjęły słowa Peli beznamiętnie, przestępując z nogi na nogę oraz wypatrując przyjazdu furgonu z piekarni. Dla mnie jednak przestało liczyć się świeże pieczywo z nocnego wypieku, gdyż poczułam się bardzo zaintrygowana. Niby jak o człowieku nie można powiedzieć niczego? Dotąd nie poznałam jeszcze takiego osobnika. W końcu każdy miał jakąś wyróżniającą się plamę, a to na ubraniu, a to w życiorysie. Włosy w uszach, rozpięty rozporek, trzy dziurki w nosie. Grał na gitarze o dwóch strunach, zbierał paragony z warzywniaka, grał w rosyjską ruletkę pistoletem na wodę. Nosił warkoczyki pod pachą, charczał przez gwizdek od czajnika, łapał sny siatką od motyli. Tak, nie było wyjątku – każdy miał w sobie coś charakterystycznego. Kunia lat 90 była bezczelna jak diabli z Dzikiego Zachodu, Malwina lat 92 chorowała na świnkę cztery razu do roku, Gertruda lat 77 kradła filcowe obuwie z muzeów, żeby potem móc z czego spowiadać się przed proboszczem naszej parafii.
– Jestem zdania, że to niemożliwe – stwierdziłam z przekonaniem. – Każdy ma inny odbyt, a to już coś!
– Gówno zawsze jest takie samo – brnęła Pela.
Popatrzyłam na nią uważniej. Przyznam, że dotąd nie widziałam odbytu Peli. Nie zanosiło się, bym w ogóle miało to się stać. Pomijając ten dla wielu nieprzyjemny fakt okazywania sobie czekoladowego oczka, to zastanawiałam się, czy oprócz tego ma ona coś, co by odróżniało ją od innych.
– Gówno nigdy nie jest takie samo – powtórzyłam, ale już z mniejszą pewnością siebie. – Może być twardy stolec, sraczka, w najgorszym razie nawet sikawica.
– Pela, kim jest Pan Nic? – dopytała Kunia.
– Nic? To pan Napieralski.
– Jak to? – zdziwiła się Lwinka. – Był przecież przewodniczącym SLD.
– A wiesz, że ja nigdy nie modliłam się za niego? – Trudzia wydawała się być olśnioną.
– Trudno modlić się za Nic – Pela poczuła, że zaczyna znajdować poparcie dla swojej odważnej tezy.
– Dziś bycie przewodniczącym SLD to wielkie NIC – orzekła Lwinka. – Zresztą bycie kandydatem na senatora z ramienia PO to takie samo NIC.
– Chyba nie jesteś za PiS? – wykrzywiłam usta z niesmakiem.
– Napieralski byłby KIMŚ, gdyby wylądował na życiowym marginesie – stwierdziła Kunia. – Teraz, gdy stara się płynąć w głównym nurcie został panem NIC.
– A wiesz, że nigdy tak o tym nie myślałam?
– Jutro będzie niedziela – poinformowała nas Pela. – Trudzia, może jednak zmówisz modlitwę za pana NIC, by został w końcu panem KTOŚ?
– By różnił się choć odbytem – dosadnie powiedziała Kunia.
– Amen – spuentowałam.
Trudzia zrobiła głupią minę. Jej twarz odróżniała się od oblicza Peli, które promieniowało dumą i zadowoleniem. Po chwili wszystkie tak wyglądałyśmy, bo zza zakrętu wyłonił się dostawczak z piekarni i zaczęłyśmy żyć wizją smacznego śniadania.
piątek, 4 września 2015
M jak Mularczyk ALFABET CIOCI ADELI - Muczyk
– Są na tym świecie mężczyźni, którzy nie tylko męczą kobiety, ale w dodatku jeszcze muczą – pożaliłam się. – Należy do nich pan Mularczyk.
– Ale on przynajmniej się wstydzi – próbowała bronić go Gertruda lat 77.
– Dlaczego?
– Bo ma rumieńce na twarzy.
– Miałam w życiu wielu starych byków – rzekła Kunia lat 90 – ale mimo stada pełnego bydła w osobistych wspomnieniach, to żadna z tych męskich bestii nie rumieniła się. Co to za Muczyk o cienkiej skórze?
– Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje.
Potem już milcząco stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym. Wspomnienie o panu Muczyku zepsuło nam nastrój. Nawet jak już kupowałyśmy świeże pieczywo z nocnego wypieku, to humor nie poprawił się na tyle, byśmy wymieniły między sobą choćby jedno słowo. Pokiwałyśmy sobie głowami i rozstałyśmy się nadzieją, że jutro porozmawiamy o jakimś bardziej interesującym samcu.
– Ale on przynajmniej się wstydzi – próbowała bronić go Gertruda lat 77.
– Dlaczego?
– Bo ma rumieńce na twarzy.
– Miałam w życiu wielu starych byków – rzekła Kunia lat 90 – ale mimo stada pełnego bydła w osobistych wspomnieniach, to żadna z tych męskich bestii nie rumieniła się. Co to za Muczyk o cienkiej skórze?
– Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje.
Potem już milcząco stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym. Wspomnienie o panu Muczyku zepsuło nam nastrój. Nawet jak już kupowałyśmy świeże pieczywo z nocnego wypieku, to humor nie poprawił się na tyle, byśmy wymieniły między sobą choćby jedno słowo. Pokiwałyśmy sobie głowami i rozstałyśmy się nadzieją, że jutro porozmawiamy o jakimś bardziej interesującym samcu.
czwartek, 3 września 2015
M jak Mucha ALFABET CIOCI ADELI - Mo tył
– Mucha ma końskie zdrowie – uznałam.
– To prawda – przytaknęła Malwina lat 92. – Kiedy była ministrem sportu, zaczęła brać udział w lekcjach WueFu. Bardzo ją to zdrowotnie podbudowało.
– Kobieta musi dbać o swoją sprawność fizyczną – stwierdziła Kunia lat 90, która dla zobrazowania własnych słów zaczęła nam przed oczami wymachiwać rękami.
– Co to za głupie ćwiczenia – prychnęła Gertruda lat 77. – Tak to możesz tylko muchy odganiać.
– A niby jak mam się gimnastykować?
– Ćwicz szczególnie mięśnie ud. O, tak! Powoli spuszczaj się do pozycji klęczącej – Trudzia demonstrowała nam, jak przyjąć odpowiednią pozycję klęczącą. – Ćwiczenie kończysz złożeniem rąk. Jak do modlitwy.
– Spuszczaj się?
Poranek na poznańskiej Wildzie był dużo chłodniejszy niż jeszcze kilka dni temu. Stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym, oczekując na przyjazd dostawczaka z piekarni. Choć wizja ciepłych bułek z nocnego wypieku trochę nas rozgrzewała, to jednak znacznie nie zwiększyła ciepłoty naszych ciał i organizmów.
– Mucha ma końskie zdrowie, bo nie wychowuje dzieci – poinformowała Wacia lat 81.
– Jak to?
– Rozwiodła się z mężem i bachorami. Niepełnoletnie dzieci nie komponują się do kariery politycznej.
– Czyli rodzinnie mo tyły? – dociekała Pela lat 83.
– Władek lat 99 też mówi, że ona „mo tył” – przypomniałam sobie. – Kiedy to obwieszcza zawsze ma rozmarzony wzrok.
– Ona nie jest Matką Polką! – Lwinkę nagle oświeciło.
– Nie można mieć w życiu wszystkiego – rzekła sentencjonalnie Kunia.
– Nie pomodlę się za nią – obiecała Trudzia – ale za jej dzieci zmówię różaniec.
– To ja poćwiczę z tobą – Pela zgłosiła akces do ćwiczeń gimnastycznych połączonych z odmówieniem różańca.
– W sumie nie wiem, co finalnie jest ważniejsze – zastanawiałam się. – Niewdzięczne w swym dorastaniu dzieciaki czy końskie zdrowie?
– Co wy macie z tymi końmi? – zdziwiła się Kunia. – Przecież tu idzie tylko o bzykanie.
– Do tego też trzeba mieć końskie zdrowie.
– Zdrowaś Mario, łaskiś pełna – Gertruda właśnie opadła na kolana, rozpoczynając modlitwę.
– Bogu niech będą dzięki – sapnęła Pela, która była mniej wygimnastykowana, więc na kolana padła z hukiem, ale na szczęście kolan sobie nie uszkodziła.
Stałyśmy nieco zziębnięte w kolejce, w której pośrodku klęczały dwie kobiety, z których bił żar modlitwy.
– To prawda – przytaknęła Malwina lat 92. – Kiedy była ministrem sportu, zaczęła brać udział w lekcjach WueFu. Bardzo ją to zdrowotnie podbudowało.
– Kobieta musi dbać o swoją sprawność fizyczną – stwierdziła Kunia lat 90, która dla zobrazowania własnych słów zaczęła nam przed oczami wymachiwać rękami.
– Co to za głupie ćwiczenia – prychnęła Gertruda lat 77. – Tak to możesz tylko muchy odganiać.
– A niby jak mam się gimnastykować?
– Ćwicz szczególnie mięśnie ud. O, tak! Powoli spuszczaj się do pozycji klęczącej – Trudzia demonstrowała nam, jak przyjąć odpowiednią pozycję klęczącą. – Ćwiczenie kończysz złożeniem rąk. Jak do modlitwy.
– Spuszczaj się?
Poranek na poznańskiej Wildzie był dużo chłodniejszy niż jeszcze kilka dni temu. Stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym, oczekując na przyjazd dostawczaka z piekarni. Choć wizja ciepłych bułek z nocnego wypieku trochę nas rozgrzewała, to jednak znacznie nie zwiększyła ciepłoty naszych ciał i organizmów.
– Mucha ma końskie zdrowie, bo nie wychowuje dzieci – poinformowała Wacia lat 81.
– Jak to?
– Rozwiodła się z mężem i bachorami. Niepełnoletnie dzieci nie komponują się do kariery politycznej.
– Czyli rodzinnie mo tyły? – dociekała Pela lat 83.
– Władek lat 99 też mówi, że ona „mo tył” – przypomniałam sobie. – Kiedy to obwieszcza zawsze ma rozmarzony wzrok.
– Ona nie jest Matką Polką! – Lwinkę nagle oświeciło.
– Nie można mieć w życiu wszystkiego – rzekła sentencjonalnie Kunia.
– Nie pomodlę się za nią – obiecała Trudzia – ale za jej dzieci zmówię różaniec.
– To ja poćwiczę z tobą – Pela zgłosiła akces do ćwiczeń gimnastycznych połączonych z odmówieniem różańca.
– W sumie nie wiem, co finalnie jest ważniejsze – zastanawiałam się. – Niewdzięczne w swym dorastaniu dzieciaki czy końskie zdrowie?
– Co wy macie z tymi końmi? – zdziwiła się Kunia. – Przecież tu idzie tylko o bzykanie.
– Do tego też trzeba mieć końskie zdrowie.
– Zdrowaś Mario, łaskiś pełna – Gertruda właśnie opadła na kolana, rozpoczynając modlitwę.
– Bogu niech będą dzięki – sapnęła Pela, która była mniej wygimnastykowana, więc na kolana padła z hukiem, ale na szczęście kolan sobie nie uszkodziła.
Stałyśmy nieco zziębnięte w kolejce, w której pośrodku klęczały dwie kobiety, z których bił żar modlitwy.
środa, 2 września 2015
M jak Miller ALFABET CIOCI ADELI - Mizerak
– Dostałam czkawki – obwieściła Kunia lat 90, po czym zademonstrowała akustycznie swój problem gastryczny.
– Mogę się przyłączyć? – poprosiła Malwina lat 92, bekając.
– Ja..., jasne.
Kolejka stojąca przed sklepem spożywczym podzieliła się na pół. Jedne dziewczyny z zapałem czkały, inne nie zrzucały z siebie gorsetu dobrego wychowania, w spokoju oczekując na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku.
– Po czym tak dobrze czkacie? – zadałam pytanie, jednocześnie próbując beknąć, ale mi nijak to nie wychodziło.
– Ogórek – wyznała Pela lat 83. – Ogórek zawsze się sprawdza.
– To prawda, mizeria wpływa pozytywnie na czkawkę – potwierdziła Kunia.
– Ja czkam zawsze w towarzystwie mizeraków – wyznała Lwinka. – Trochę mnie rozczulają, ale też zmuszają do bekania. Przy nich staję się prawdziwsza, może nieco bardziej zezwierzęcona, ale szczera w swych odruchach.
– Nie znoszę bekać – oznajmiła Dziunia lat 60. – Mężczyźni, na których uwadze mi zależy, nie akceptują takiego zachowania.
– Bo są niepolityczni! – zakpiła Kunia. – Słabe absztyfikanty! Dlaczego? Do mizerak ma trzeźwiejszy osąd rzeczywistości, beka, gdyż świat wierci mu się w żołądku, wywołując salta i fikołki. W takiej sytuacji nie pozostaje mu nic innego, jak beknąć.
– Kto dla ciebie jest największym polskim mizerakiem? – zainteresowałam się.
– Miller. Leszek Miller.
– Dlaczego on?
– Bo robi się na Bonda, tymczasem jest tylko moskiewskim pożyczkobiorcą.
– Znowu czuję wibracje dolnego zwieracza przełyku – uprzedziła nas Lwinka tuż przed głośnym beknięciem.
– Beee – dołączyła Pela.
– Wychodzi na to, że mizerak może beknąć – spuentowałam.
– Beee – podsumowała Kunia.
Dziewczyny, które nie czkały, tylko z niesmakiem wzruszyły ramionami.
– Mogę się przyłączyć? – poprosiła Malwina lat 92, bekając.
– Ja..., jasne.
Kolejka stojąca przed sklepem spożywczym podzieliła się na pół. Jedne dziewczyny z zapałem czkały, inne nie zrzucały z siebie gorsetu dobrego wychowania, w spokoju oczekując na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku.
– Po czym tak dobrze czkacie? – zadałam pytanie, jednocześnie próbując beknąć, ale mi nijak to nie wychodziło.
– Ogórek – wyznała Pela lat 83. – Ogórek zawsze się sprawdza.
– To prawda, mizeria wpływa pozytywnie na czkawkę – potwierdziła Kunia.
– Ja czkam zawsze w towarzystwie mizeraków – wyznała Lwinka. – Trochę mnie rozczulają, ale też zmuszają do bekania. Przy nich staję się prawdziwsza, może nieco bardziej zezwierzęcona, ale szczera w swych odruchach.
– Nie znoszę bekać – oznajmiła Dziunia lat 60. – Mężczyźni, na których uwadze mi zależy, nie akceptują takiego zachowania.
– Bo są niepolityczni! – zakpiła Kunia. – Słabe absztyfikanty! Dlaczego? Do mizerak ma trzeźwiejszy osąd rzeczywistości, beka, gdyż świat wierci mu się w żołądku, wywołując salta i fikołki. W takiej sytuacji nie pozostaje mu nic innego, jak beknąć.
– Kto dla ciebie jest największym polskim mizerakiem? – zainteresowałam się.
– Miller. Leszek Miller.
– Dlaczego on?
– Bo robi się na Bonda, tymczasem jest tylko moskiewskim pożyczkobiorcą.
– Znowu czuję wibracje dolnego zwieracza przełyku – uprzedziła nas Lwinka tuż przed głośnym beknięciem.
– Beee – dołączyła Pela.
– Wychodzi na to, że mizerak może beknąć – spuentowałam.
– Beee – podsumowała Kunia.
Dziewczyny, które nie czkały, tylko z niesmakiem wzruszyły ramionami.
wtorek, 1 września 2015
M jak Macierewicz ALFABET CIOCI ADELI - Mamoń
– W Sejmie mamy za mało inżynierów – obwieściła Klotylda lat 75. – Takich, którzy umieliby dudać dwa szydła do dwóch drutów.
Klotka niezbyt często ustawia się z nami w kolejce. Razem ze swoja sąsiadką Wacią lat 81 uczestniczy w naszych dyskusjach z rzadka, ale kiedy już obie dziewczyny pojawią się w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, to potrafią wypowiedzieć się nie tylko na temat świeżego pieczywa z nocnego wypieku, jakie dowozi furgon z piekarni. Owszem, mają też sporą wiedzę na temat różnych polepszaczy, korzyściach z połykania mąki pszennej czy korzyści ze stosowania diety glutenowej. Trzeba jednak im oddać, że zawsze potrafiły się znaleźć w tematach cięższych. A to opowiadały o aktach namalowanych przez Egona Schiele, a to o stosunku pod owłosioną pachą, a ot o najnowszym rozkładzie Polskich Kolei Państwowych. Dziewczyny były obyte i nieraz inicjowały nasze rozmowy. Tak stało się i dziś.
– Jednym z drutów jest pan prezes – wyjaśniła zaznajomiona w temacie Wacia. – Drut drugi jest nieznany. Nawet dla najbliższego grona partyjnego.
– Czy drutem może być też inżynier? – spytałam.
– A szydło? Kto jest szydłem? – dopytywała Malwina lat 92.
– Poczekajmy na worek Pandory – wyhamowywała naszą dociekliwość Kunia lat 90. – On na pewno kiedyś się otworzy, rozwiąże.
– Mnie zawsze najbardziej interesowała włóczka – odezwała się Gertruda lat 77. – Od jej jakości zależało, jaki szalik wydziergałam proboszczowi, a ile oczek mogłam upuścić wikaremu.
– Tak, inżynier też może być drutem – przyznała Klotka.
– Jest taki drut, który ma z kimś bezpośrednią łączność, ale nie wiem, z kim – zaczęła konfidencjonalnie opowiadać Wacia – a który może być blisko druta prezesa.
– Macierewicz? – domyśliłam się.
– Od pewnego czasu, znaczy od momentu, kiedy zakochałam się w pewnym kelnerze – wspomniała Lwinka – przestałam wymawiać na głos nazwiska.
– Mgła już od kilku lat wisi nad Polską – rzekła sentencjonalnie Pela lat 83.
– A co do zjawisk atmosferycznych mają zjawiska atmosferyczne? – zdziwiła się Trudzia. – Wystarczy się pomodlić, a słońce wyjdzie.
– Zjawiska atmosferyczne zależne są od zjawisk atmosferycznych? – kręciłam głową. – A nie jest to czasem masło maślane?
– Kocham się w maślanym wzroku pana Macierewicza – wyznała Kunia. – Jest przy tym przystojny. Wysoki i elegancki. Tylko ma odmienny światopogląd. Ech, gdybym go tylko zaciągnęła na swój pas startowy, to od razu inaczej by latał.
– Chciałabyś być jego stewardesą? – zdziwiła się Lwinka. – Mimo że może być drugim drutem po prezesie?
Zapadła niezręczna cisza. Z kłopotu wybawił nas dostawczak z piekarni, który akurat w tym momencie podjechał pod sklep spożywczy.
Klotka niezbyt często ustawia się z nami w kolejce. Razem ze swoja sąsiadką Wacią lat 81 uczestniczy w naszych dyskusjach z rzadka, ale kiedy już obie dziewczyny pojawią się w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, to potrafią wypowiedzieć się nie tylko na temat świeżego pieczywa z nocnego wypieku, jakie dowozi furgon z piekarni. Owszem, mają też sporą wiedzę na temat różnych polepszaczy, korzyściach z połykania mąki pszennej czy korzyści ze stosowania diety glutenowej. Trzeba jednak im oddać, że zawsze potrafiły się znaleźć w tematach cięższych. A to opowiadały o aktach namalowanych przez Egona Schiele, a to o stosunku pod owłosioną pachą, a ot o najnowszym rozkładzie Polskich Kolei Państwowych. Dziewczyny były obyte i nieraz inicjowały nasze rozmowy. Tak stało się i dziś.
– Jednym z drutów jest pan prezes – wyjaśniła zaznajomiona w temacie Wacia. – Drut drugi jest nieznany. Nawet dla najbliższego grona partyjnego.
– Czy drutem może być też inżynier? – spytałam.
– A szydło? Kto jest szydłem? – dopytywała Malwina lat 92.
– Poczekajmy na worek Pandory – wyhamowywała naszą dociekliwość Kunia lat 90. – On na pewno kiedyś się otworzy, rozwiąże.
– Mnie zawsze najbardziej interesowała włóczka – odezwała się Gertruda lat 77. – Od jej jakości zależało, jaki szalik wydziergałam proboszczowi, a ile oczek mogłam upuścić wikaremu.
– Tak, inżynier też może być drutem – przyznała Klotka.
– Jest taki drut, który ma z kimś bezpośrednią łączność, ale nie wiem, z kim – zaczęła konfidencjonalnie opowiadać Wacia – a który może być blisko druta prezesa.
– Macierewicz? – domyśliłam się.
– Od pewnego czasu, znaczy od momentu, kiedy zakochałam się w pewnym kelnerze – wspomniała Lwinka – przestałam wymawiać na głos nazwiska.
– Mgła już od kilku lat wisi nad Polską – rzekła sentencjonalnie Pela lat 83.
– A co do zjawisk atmosferycznych mają zjawiska atmosferyczne? – zdziwiła się Trudzia. – Wystarczy się pomodlić, a słońce wyjdzie.
– Zjawiska atmosferyczne zależne są od zjawisk atmosferycznych? – kręciłam głową. – A nie jest to czasem masło maślane?
– Kocham się w maślanym wzroku pana Macierewicza – wyznała Kunia. – Jest przy tym przystojny. Wysoki i elegancki. Tylko ma odmienny światopogląd. Ech, gdybym go tylko zaciągnęła na swój pas startowy, to od razu inaczej by latał.
– Chciałabyś być jego stewardesą? – zdziwiła się Lwinka. – Mimo że może być drugim drutem po prezesie?
Zapadła niezręczna cisza. Z kłopotu wybawił nas dostawczak z piekarni, który akurat w tym momencie podjechał pod sklep spożywczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






