niedziela, 27 maja 2018
czwartek, 12 kwietnia 2018
Jestem stachana, wyrąbana, z pyskiem na dywanie pełnym roztocza
Nieodżałowana Pani Czubaszek też prowadziła bloga,
ale wpisy dawała mniej więcej z tygodniową częstotliwością. Ja, póki mam
jedynie lat 73+, mogę pisać częściej, ale obecnie mam na łbie tak wielki nawał lawinowych
fraz, konstrukcji i obstrukcji oraz wątpliwych pomysłów do realizacji, że nie
dam rady. Stąd proszę o wyrozumiałość.
Tak właśnie doradziła mi moja przyjaciółka Kunia:
„Napisz tak, a nie inaczej!”, ględziła na okrągło. Była to dostatecznie dobra
dziewczyna z poznańskiej Wildy, która zawsze dostawała promocję do następnej
klasy. Nie lubiła być wzorowa, piątkowa ani wczorajsza, co zawsze respektowałam.
Ja lubiłam stać w pierwszym szeregu, co z kolei mówiło o moim braku rozumności,
gdyż mięso armatnie zawsze stoi na przedzie czy innym czele.
– Poproś
ludzi o wyrozumiałość – doradziła rozumna Kunia. – Zrozumieją, że nie robisz
fochów wynikłych z pewnego rozczarowania, bo w istocie masz coś więcej na
głowie niż chusta czy zakupy przed sklepem na dole.
– Waham się, nie chce mi się, ale mam wrażenie, że
oni też polubili świeże pieczywo z nocnego wypieku – odparłam. – Trudno walczyć
ze ślinką, która ścieka pod halkę czy inny biustonosz.
– Chrzań to – odparła. – Jak nazywali się
mieszkańcy, po których przejęłaś wildeckie lokum?
– Gorczyca. Gaweł i Eliza Gorczyca.
– Napisz im to, póki nie będzie musztardy po
obiedzie!
No to napisałam, że jestem stachana, wyrąbana i
terminy wiążą moje gardło, odcinają dopływ krwi do kończyn, mózgu oraz dróg
rodnych, i że muszę się wyłączyć do niedzieli, może poniedziałku z pisania
bloga, bo inaczej oszaleję, a nikt by nie chciał czytać wypocin i wysmarków jeszcze bardziej dziwnej Adeli.
– Musisz to zrobić z jeszcze jednego powodu –
oznajmiła Kunia.
– Hę?
– Nie hęchaj jak Władek! – pouczyła mnie
przyjaciółka. – Mów po ciotkowemu! Musisz gaworzyć po ludzku, nie po
embrionalnemu, niemowlęcemu czy nie daj Boże in vitro.
– Ciężka sprawa – odparłam.
– Ten blog nie może być pisany dla jednej osoby –
orzekła Kunia. – A przynajmniej nie powinien sprawiać takiego wrażenia.
– Ale ja piszę też dla siebie – obruszyłam się. – Znaczy
dla dwóch osób. Inni tylko podglądają!
– Super, przynajmniej nie jesteś sama…
Kurde Felek! Co to za gadanie? W końcu jestem
stachana i wyrąbana, a tu taka ścieżka zdrowia. Protestuję! Niech Kunia nie wali we mnie
pałą! Bo w końcu padnę nochalem prosto w dywan, na którym hoduję liczne kolonie
roztoczy. A one nie roztaczają takich perspektyw, jak moje mrzenia.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Nie ma rady
Poniedziałkowe poranki na poznańskiej Wildzie od
jakiegoś czasu związane są z dziś lokalnym, jutro z globalnym trustem mózgów. W
moim mieszkaniu spotykają się najbardziej błyskotliwe intelekty z fyrtla, tworząc
lokalny monopol, przy której każda loża masońska gaśnie w oczach, a na końcu bankrutuje.
Naszym Wielkim Mistrzem jest tomasz.ka 2020, specjalistą do specjalnych
poruczeń Lucjan Kutaśko, ja zajmuję się parzeniem kawy z laskami wanilii oraz
dynamitu, dostatecznie czujna Kunia dba o kompetencyjną równowagę między
płciami, Lwinka jest stenotypistką, a podwójny AK-owiec aż do wygranych wyborów
pozostanie naszym ornamentem, który ma za zadanie stroić mądre i piękne miny.
– Wy jesteście moją radą czy sztabem? – pieklił się
prezydent 2020. – Nastała wreszcie ciepła pogoda, a Polacy nadal nie wiedzą, że
to ja za tym stoję! Pozostawiamy zbyt duże pole do popisu dla zimnych drani z
konkurencji! Wiosna musi należeć do mnie. Znaczy do nas.
– Huncwocie, to ty jesteś ciepły? – szczerze zdziwiłam
się.
– Prezydent nie może być letni. Powinien parzyć –
odparł, po czym obruszył się. – Ciotka, nie zmieniaj tematu. Ja tu teraz was
obsztorcowuję!
– Adela pytała o twoje preferencje seksualne,
młodziaku – nie dała zbić się z tropu Kunia. – Ciepłemu kandydatowi trudno
będzie w Polsce usiąść na prezydenckim stolcu. Nawet sprawcze postawienie się za
najlepszymi frontami atmosferycznymi nie rozwieje nieufności elektoratu.
– Staję się gorący tylko w kontakcie z Pierwszą
Damą.
– Której dotąd nam nie pokazałeś – wytknęłam zgryźliwie.
– Na razie jeszcze nie jestem zbyt blisko niej,
więc temperatura w kraju nie przekracza 20 stopni w cieniu. A ma być więcej niż
36,6 ˚C. Norma to
nie mój stan umysłu.
– Akcja jest w toku – wyjaśniał Kutaśko. – Kluczowe
w tej sprawie jest to, kim jest matka. Wiecie, że mam na tym punkcie fioła. Na
mojego czuja rodzicielka Pierwszej Damy powinna być emerytowaną dentystką, kustoszką,
ewentualnie nauczycielką.
– Czy ja mam teraz ładną czy mądrą sznupę? –
spytał z głupia frant Władek.
– Żona obecnego prezydenta jest nauczycielką –
przypomniała wszystkim Lwinka. – Ale ona ma zniemczony język, lepsza byłaby
taka od zagadnień ojczyźnianych.
– Tylko żeby nie histeryczka… – marudziła Kunia.
– Co to za rada, która nie radzi?! – wrócił do rzucania
gromów tomasz.ka 2020. – Co to za sztab?! Nawet nie jesteście sztabkiem, a co
dopiero sztabką. Złotą sztabką! Ja potrzebuję złotych myśli! Złotych rad!
– Czy ktoś mi wreszcie powie, jakie mam ryło? –
jęknął błagalnie podwójny AK-owiec.
W ten sposób nasze spotkanie skończyło się niezbyt
pięknie i niezbyt mądrze, za to debata była bardzo ornamentalna.
niedziela, 8 kwietnia 2018
Kazanie o dobrej formie
Wielokrotnie prosiłyśmy księdza proboszcza naszego
kościółka pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego, by prawił kazania bardziej
nowoczesne, a on uparcie trwał przy konserwatywnym ględzeniu. I nagle – trzeba
dodać, że tuż po zmartwychwstaniu jego Szefa – coś odmieniło się w mózgownicy
bossa parafii na poznańskiej Wildzie. Wdrapał się jak zwykle na ambonę, większość
wiernych już rozmyślała, co zrobić z wolnym czasem, którego nie można było
poświęcić na zakupy w hipermarketach, gdy nagle lokalny ambasador Pana
Wszechświata nas zaskoczył.
– Od dziś, kierując się ciekawością,
pobłażliwością i świętą wyrozumiałością wobec wybryków świata współczesnego, która
to cecha jest immanentna dla naszego ojca świętego Franciszka, traktuję ladyfitness
jako błogosławione wygibasy – obwieścił zaskakująco, ale też rozumnie. –
Zgrabność, gibkość i fizyczna forma to wyjątkowo szczodre dary od Boga. Niniejszym
je poświęcam. Zaprawdę i naprawdę. Mostek do raju nie jest niczym innym jak
figurą gimnastyczną. Zależy mi, by moja trzódka przyszła za tydzień na sumę w sportowych
strojach z lycry.
– Czy nie można tego osiągnąć poprzez modlitwę? Nie
lubię się pocić – wyrwało się Trudzi, ale pod zimnym spojrzeniem księdza proboszcza
szybko zamilkła.
– Zręczność i relaks to dary od Stwórcy – kontynuował
tutejszy duchowy cappo di tutti capi. – Pulchne biodra to grzech. Brak w domu
hantli to grzech. Pozbycie się skakanki to grzech.
Byłyśmy zdezorientowane. Dotąd z pulchnością
walczyłyśmy szerokimi gestami, na przykład przy wrzucaniu grosiwa na tacę, z
którą szwendał się po świątyni kościelny albo przy graniu w szachy, kiedy to
musiałyśmy podnieść pionki w górę, by przestawić je na inne pola. Poczułyśmy
powiew rewolucji.
– Pamiętajcie też o higienie i złuszczaniu naskórka
– pouczał nas kapłan. – Rozgrzeszę każdy peeling, bo szyja i dekolt to również
zasługa Absolutu. Stopy i dłonie to też boskie kończyny. Macie o nie dbać.
Zrozumiano?
– Bogu niech będą dzięki – odparła Trudzia. Reszta
dziewczyn milczała jak zaklęta.
– Jednocześnie odmawiam wam flirtu ze slońcem. Ponadto
urozmaicajcie jedzenie. Nie doprowadzajcie do łamliwości paznokci, bo za pokutę
dostaniecie dwieście zdrowasiek – ostrzegł zausznik Boga. – Nastawcie się na
utrzymanie harmonii między światem zewnętrznym a wewnętrznym.
– Z formalnego punktu widzenia to było świetne
kazanie – szepnęłam do ucha siedzącej koło mnie dostatecznie dobrej Kuni. –
Treściwe, pełne polotu i potu, mimo cielesnego wymiaru bardzo uduchowione. Proboszcz
wszedł na wyższy poziom świadomości.
– Niezła z niego jucha – uznała Kunia.
sobota, 7 kwietnia 2018
Dumka na jeden głos z akompaniamentem wielu gardeł
– Pozwólcie mówić Adeli – wrzasnęła w stronę tłumu
dostatecznie dobra Kunia. – Ona nie gada, nie peroruje, ona też nie pieprzy bez
sensu. Jak dosoli, to pójdzie w pięty, jak pochwali, to znika orgia pogardy dla
samej siebie, jak ukarze, to Szkoci nie nadążają z dostawą krat. Dajcie mówić
Adeli. Ciszaaa!
– Cisza – powtórzyło kilka głosów.
– Spokój – zarządziły kolejne osoby.
Nie wiem, jak to się stało, ale wyszłam do sklepu
na dole, by kupić świeży chleb z nocnego wypieku i nagle znalazłam się w tłoku.
Jak na targach motoryzacji, jak w tramwaju jadącym przez centrum w godzinach
szczytu, jak w latach 80., gdy do mięsnego rzucili papier toaletowy. Byłam
zszokowana, ale popchnięto mnie w stronę podium, podetknięto pod usta mikrofon
i zachęcono do przemowy.
– Ludzie – rozpoczęłam drżącym głosem – po co wam
świeże pieczywo z nocnego wypieku? Jak nie ma miłości, to gluten też nie pomoże!
– Sokolico chmurnooka, pytaj o mnie gór wysokich,
pytaj o mnie lasów mądrych i uwolnij mnie – zaśpiewał w odpowiedzi tłum.
– Rodacy – kontynuowałam już nieco bardziej pewnym
głosem – dlaczego wybieracie kreatury na swoich życiowych partnerów? Póki nie
będzie szczęścia, a z kreaturą go nie zaznasz, póty kopać będziesz w zadek
każdego miłosiernego coacha!
– Sokolico ma przejrzysta, pytaj o mnie nurtów
bystrych, pytaj o mnie kwiatów polnych i uwolnij mnie – odpowiedzieli melodyjnie
słuchający mnie ludzie.
– Jesteście kalekami, kierujecie się gusłami i
zabobonami, a dżęder nieustannie was kąsa – grzmiałam. – Po co wam piękno? Po
co kupujecie lusterka, skoro swoją brzydotę możecie dostrzec w sąsiadce?
– Jak to pytać
gwiazd w niebosach? Są zazdrosne o twój posag: o miłości cztery skrzynie
i o dobroć twą – odśpiewali bez fałszu słuchacze.
– Nie mówcie, że jest dobrze, skoro nie jest
dobrze – zaczęłam powoli wpadać w trans. – Dobro odnajdziecie tylko w ramionach
osoby dla was stworzonej. I odwrotnie, osoba, która obejmie was ramionami
będzie dla was stworzona. Takie są te niestworzone rzeczy. Nie komplikujcie
dobra fałszem!
– Jak to pytać innych kobiet? – zaintonował coraz
większy tłum – Serce me odkryją w tobie i choć wiedzą, nie powiedzą, że odnajdę
cię…
Wtedy zadzwonił telefon. Obudziłam się, ziewnęłam
i chwyciłam za aparat. Po drugiej stronie była dostatecznie dobra Kunia.
Dzwoniła zatroskana, że nie stoję w ogonku przed sklepem na dole. Obiecałam, że
tylko umyję zęby i wkrótce dołączę do kolejkowiczek.
piątek, 6 kwietnia 2018
Niebianie
– Widziałyście wczoraj Sylwestra lat 74? – spytała
dostatecznie dobra Kunia. – Wyglądał nieziemsko.
– Niby dlaczego? – zdziwiłam się.
– Bo wczoraj przed południem było bezwietrznie.
– Co ma piernik do wiatraka?
– Kiedy nie wieje wiatr, Sylwestrowi pożyczka nie
spada na ucho. Zaczeska trzyma się idealnie glacy, a on przez to wygląda
nieziemsko.
– Wielu spośród nas to niebianie – zakomunikowała Gertruda
lat 77, która od razu po zrobieniu sprawunków gnała do kościoła na poranną mszę
i komunikowała jeszcze raz.
No właśnie, stałyśmy w ogonku przed sklepem na
dole, wypatrując dostawczaka z piekarni. Każda z nas miała przygotowane grosiwo
na zakup świeżego pieczywa z nocnego wypieku. Do czasu dostawy miałyśmy chwilę na
prowadzenie nieziemskich rozmów.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– My jesteśmy ziemiankami, a nawet ziemniaczkamkami,
czyli pyrlandkami.
– Dość tych łętów! Zawijaj do portu!
– Otóż są wśród nas ludzie, którzy sprawiają
wrażenie, że dostali akonto amnestię z Sądu Ostatecznego. To są właśnie
niebianie.
– Uff, to nie Sylwester – Kunia okazała piekielną
radość. – Gdyby był niebianinem, to by pożyczka mu zwisała.
– Wrażenie? – wzruszyłam ramionami. – Ja muszę
mieć pewność.
– Za słaba w uszach jesteś na rajską jurysdykcję.
– Może nie znam się na prawie, ale chciałabym
rozpoznawać niebian. No nie wiem, po kroku, szerokim geście albo słowach
takich, że serce unosi się na wysokość dymiących spalinami kominów.
– Niebianina nie poznasz póki nie otworzy gęby.
– Uważam, że ty jesteś niebianką – Lwinka przypochlebiała
się Trudzi. – Mówisz ładnie. Jeszcze nikt nie nazwał mnie ziemniaczkamką.
– Niestety, ja jeszcze nie mam wyroku – zasmuciła się
Trudzia.
– Ale jak poznać niebianina?
– Niebianinem może być kierownik. Taki, który daje
premie, a potem każe je oddać…
– Bzdura – oponowała Kunia – Ten kto daje i
odbiera, ten się w piekle poniewiera.
– Przerwałaś mi – wyrzuciła Trudzia. – Niebianin daje
premie, ale po to, by pracownik mógł ją przekazać na pomoc biednym. Na przykład
do Caritasu. Wtedy taki kierownik jest niebianinem.
To miało sens. Tylko ja nie znałam takich
kierowników osobiście. Nawet wątpię, czy miałabym ochotę ich poznać.
czwartek, 5 kwietnia 2018
Spokój w jamie ustnej
Osoba, której imienia nie śmiem i boję się wypowiedzieć,
a nie ma inicjałów IHWH, pochopnie wyraziła sąd, że posiadam poczucie humoru. A
przecież umiejętność obrazowania świata w żartobliwej perspektywie to prezent
od IHWH, na którego starotestamentowy ołtarz ten dar też składam. Jemu się należy
jak psu zupa, bo podarował mi tę umiejętność, więc ja oddaję, podobnie, gdyby
wziął mi oko, to sam zostałby cyklopem albo szczerbatkiem w przypadku
pozbawienia mnie kłów lub trzonowych zębów. Osoba, której imienia nie mogę oraz
stracham się wypowiedzieć, może natomiast liczyć na nowotestamentowe
traktowanie, czyli perfidną bezinteresowność. Perfidną, bo przykrytą obrusem nadziei,
ale o tym cicho sza, bo jeśli wypowiedzenia imienia przeraźliwie się obawiam,
to konsekwencji śmiałości spod obrusa jeszcze bardziej.
– Lwinka, co masz w wątrobie? – spytała znienacka
dostatecznie dobra Kunia, nagle wyrywając mnie z zadumy.
– Bezruch – odpowiedziała Malwina. – Wielką stagnację.
Obezwładniający beton. A ty? Co ty masz w trzustce?
– Opanowanie – odparła Kunegunda.
Kunia zawsze była opanowana, ale dotąd nie
wyjawiła źródła swego stonowanego zachowania. Przecież niejeden raz mogła
przyłożyć swym legendarnym lewym sierpowym Trudzi, wikaremu czy Władkowi, a ona
co najwyżej ich bluzgała. Była naprawdę nadzwyczaj opanowaną pięściarką.
– A ja w żyłach mam nurt – pochwaliła się Trudzia.
– Niesie mnie, oj, jak bardzo mnie niesie. Nie mam przez to żylaków. Naprawdę:
żadnych zatorów. Wielebny ksiądz proboszcz wielokrotnie podziwiał mój nóg krój,
jak zwykł mawiać.
– Masz chody przy odpuszczaniu grzechów –
zauważyła zgryźliwie Kunia.
– Nie chody – prostowała Gertruda. – Powtarzam:
nóg krój.
– Natomiast ja w żołądku mam napawanko – w moją stronę
i pozostałych dyskutantek swój obwisły brzuch wypięła Balbina.
– Że co? – zdziwiła się Kunia.
– Że jak? – zawtórowała Lwinka.
– Napawanko. Delektacyjkę. Nirwankę.
– Niby od napawania się? Delektowania? Nie ma
takich rzeczowniczków – orzekłam.
– Phi – zlekceważyła
moją uwagę Blinia. – A co ty masz, Adela?
– Ja mam spokój w jamie ustnej – obwieściłam. – Nie
używam zdrobnień, bo jak tu traktować Byty, których imienia nie tylko nie można
stłamszać, ale nawet wypowiadać ich imienia?
Moje retoryczne pytanie uciszyło niemądrą Balbinę,
mnie samą zaś skłoniło do protestu (niestety – jedynie wewnętrznego) na spokój
w jamie ustnej. Bo chciałabym mielić jęzorem. Oj, jak ja chciałabym tam
pomielić!
Subskrybuj:
Posty (Atom)