Niedziela rozpoczęła się kłótnią w kościele. Mianowicie proboszcz parafii pw. Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie postanowił wygłosić na dzisiejszej porannej mszy świętej kazanie o wolnej woli. Ględził i ględził z własnej samowoli, aż w końcu przerwała mu jedna z najważniejszych działaczek Emerycji Przepolskiej, czyli Kunia od niedawna lat 60.
– A ja dostaję cyklicznie listy od Zarządu Transportu Miejskiego!
Przerwała wywód kapłana wpół zdania, co go zdezorientowało i wprowadziło w osłupienie. Zrobił tylko głupią minę, natomiast Kunia pojęła to jako zachętę do rozwinięcia myśli.
– Wysyłają mi horoskopy.
W świątyni zapanowała cisza, bo wszyscy wierni wiedzieli, że proboszcz alergicznie traktuje wszelkiej maści wróżbiarstwo. Tylko Kunia niezrażona relacjonowała dalej.
– Piszą mi, że mimo iż kanary będą w najbliższym tygodniu sprawdzać bilety na linii 71 czy 4, to i tak mnie złapią na jeździe bez biletu. A ja mimo ostrzeżenia i tak podróżuję. Niby wszystko wiem i mam wolną wolę, ale kieruje mną determinizm, który nie pozwala mi się uchylić przed mackami kontrolerów.
– Córko, masz wolną wolę, tylko jakąś skoślawioną – zdiagnozował kapłan. – A może ty lałaś wosk w Andrzejki?
– Ona nie jest satanistką – Gertruda lat 60 wykazała się odwagą cywilną, biorąc w obronę naszą aktywistkę.
– Nami wszystkimi kieruje determinizm.
– To nieprawda! – oburzył się proboszcz.
– Przecież pan Jarosław Kaczyński z wolnej woli nie zmuszałby prezydenta do działań niezgodnych z konstytucją. On ma taką karmę.
– Jaką karmę?! – szef naszej katolickiej parafii zaczął się pienić.
– Jeśli tuli kota, to przecież nie z własnej woli wykazuje, że toleruje jedynie organizmy niższe w rozwoju – upierała się Kunia.
– Na kolana! – wrzasnął duchowny.
– A Unia wymusi na nim, by przyjął rzesze obcych wyznaniowo kolesi. Myśli ksiądz, że to będzie wolna wola? To determinizm, że on jest jaki jest.
– Na kolana, determiniści!
– Pan Kaczyński też?
Cisza była jak makiem zasiał. Na szczęście organista miał refleks i zaczął naciskać na klawisze. I choć z organów wypłynęły początkowo pierwsze nutki nuty kankana, to szybko się poprawił i zgrabnie zaintonował „Barkę”.
niedziela, 6 grudnia 2015
piątek, 4 grudnia 2015
Mistrzyni Polski
Zaczęło się od tego, że Wacia lat 60 przyniosła ze sobą do kolejki przed sklepem spożywczym składane krzesełko wędkarskie. Ostentacyjnie rozłożyła siedzisko, a potem wygodnie sobie cupnęła, wyglądając z ciekawością na drogę, czy aby za moment nie wyłoni się zza zakrętu furgon z piekarni. My też oczekiwałyśmy na dostawę świeżego pieczywa z nocnego wypieku, ale obecnie naszą uwagę przyciągał widok Wacławy dumnie siedzącej na ogonkowym tronie.
– Wyglądasz jak królowa – orzekła z podziwem Lwinka lat 60.
– Jest tylko jedna królowa Polski – skontrowała Trudzia lat 60. – To Matka Boska Częstochowska.
– Siedzisz dostojnie na dupie jak prezes Polski w Sejmie – skomplementowała Wacię Kunia lat 60.
– Zaraz... – namyślałam się – To może być nasza szansa. Wacia mogłaby być antytezą Jarosława. Tylko jak ją nazwać? Antyprezeską Polski? To chyba nie byłoby właściwe...
– Od prezesa nie jest lepsza ani pani premier, ani pan prezydent – zdiagnozowała Kunia. – Może powinna być Mistrzynią Polski?
– Jeden drugiego gniecie, wychodzi trzecie – orzekła sentencjonalnie Malwina.
– Jak Tusk wyjechał do Brukseli, to prezesa nikt już nie gniecie – zgodziła się Balbina lat 60. – Masz rację, tylko Mistrzyni Polski może być dla niego odpowiednią przeciwwagą.
– Waciu – zwróciłam się do siedzącej sąsiadki – byłabyś gotowa dla dobra SPRAWY pognieść prezesa Polski?
– Ostatnio, czyli jakieś 2 lata temu deptałam kapustę – wspomniała Wacia. – Przyłożyłam się i ładnie puściły soki. Przypomniałam sobie wówczas, kiedy moja szparka po raz ostatni została odwiedzona.
– Przecież nie do seksu cię namawiamy!
– Ale ja z każdym porodem traciłam jeden ząb – obruszyła się Wacia.
– Prezesowi Polski stan osobistych zębów też ciąży. Pomodlę się za wasz zgryz – obiecała Trudzia.
– Za zgryz Ojczyzny! – rozszerzyła intencję Kunia.
I zaczęłyśmy się modlić. Skutków jeszcze nie znamy, ale jesteśmy dobrej myśli.
– Wyglądasz jak królowa – orzekła z podziwem Lwinka lat 60.
– Jest tylko jedna królowa Polski – skontrowała Trudzia lat 60. – To Matka Boska Częstochowska.
– Siedzisz dostojnie na dupie jak prezes Polski w Sejmie – skomplementowała Wacię Kunia lat 60.
– Zaraz... – namyślałam się – To może być nasza szansa. Wacia mogłaby być antytezą Jarosława. Tylko jak ją nazwać? Antyprezeską Polski? To chyba nie byłoby właściwe...
– Od prezesa nie jest lepsza ani pani premier, ani pan prezydent – zdiagnozowała Kunia. – Może powinna być Mistrzynią Polski?
– Jeden drugiego gniecie, wychodzi trzecie – orzekła sentencjonalnie Malwina.
– Jak Tusk wyjechał do Brukseli, to prezesa nikt już nie gniecie – zgodziła się Balbina lat 60. – Masz rację, tylko Mistrzyni Polski może być dla niego odpowiednią przeciwwagą.
– Waciu – zwróciłam się do siedzącej sąsiadki – byłabyś gotowa dla dobra SPRAWY pognieść prezesa Polski?
– Ostatnio, czyli jakieś 2 lata temu deptałam kapustę – wspomniała Wacia. – Przyłożyłam się i ładnie puściły soki. Przypomniałam sobie wówczas, kiedy moja szparka po raz ostatni została odwiedzona.
– Przecież nie do seksu cię namawiamy!
– Ale ja z każdym porodem traciłam jeden ząb – obruszyła się Wacia.
– Prezesowi Polski stan osobistych zębów też ciąży. Pomodlę się za wasz zgryz – obiecała Trudzia.
– Za zgryz Ojczyzny! – rozszerzyła intencję Kunia.
I zaczęłyśmy się modlić. Skutków jeszcze nie znamy, ale jesteśmy dobrej myśli.
czwartek, 3 grudnia 2015
Musimy wygasić przeszłość
To, co chodziło mi po głowie od kilku dni, miało wymiar uniwersalny. Było jak wysłanie katolickich misjonarzy w podróż do czasów przedembrionalnych. Jak otwarcie pizzy na wynos po 4 latach i odkrycie, że wewnątrz opakowania znajdowały się cytaty z dzieł Nerona. Jak szczytowanie po 13 latach permanentnej masturbacji.
– Czy jesteście przygotowane na na przedefiniowanie własnego ja?
Pytanie zadałam dziewczynom, które przywitały mnie przed chwilą, stojąc w ogonku przed sklepem spożywczym. Czekałyśmy w tym miejscu na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził na poznańską Wildę świeże pieczywo z nocnego wypieku. W XIX wieku już nikomu nie chciało się wyczekiwać o świcie na dostawy, ale my byłyśmy ulepione z innej gliny. Mianowicie zasidliłyśmy szczególny zakątek w Polsce. Otóż w pewnym momencie dostały tu przydział mieszkaniowy osoby urodzone in vitro. Tak, to prawda, wszystkie byłyśmy z probówki.
– Ale o co chodzi? – spytała Malwina lat 60, choć jeszcze 10 dni temu była 92 roku życia.
– Znowu jakiś kataklizm? – zatrwożyła się zwykle odważna Kunia lat 60.
– Prawica nie chce mieć wśród elektoratu obywateli z in vitro – obwieściłam najnowszą wieść. – Podobno minister Ziobro szykuje w swoim resorcie akcję pod hasłem: TA PANI JUŻ NIGDY WIĘCEJ NIE BĘDZIE Z IN VITRO!
– Cholera! – zaklęła bogobojna Gertruda lat 60, co było zjawiskiem niespotykanym.
– Musimy znaleźć kogoś, kto nas zaadoptuje – uznała pomysłowo Wacia lat 60. – Komu w PiS-ie najbardziej zależy na dzietności?
– Profesor Pawłowicz?
– Ona jest zbyt zdziecinniała, by móc zosatć matką – powątpiewała Dziunia lat 60.
– Stachu się nada – stwierdziła Kunia.
– Jaki Stachu?
– Karczewski. Marszałek senatu ostatnio zaapelował o większą dzietność – przypomniała sobie Balbina to 60. – Przyznam, że dałabym się tatusiowi utulać do snu. Nie wygląda na pedofila.
– A Ziobro? – spytałam.
– Co Ziobro?
– Czy nie chciałby wziąć odpowiedzialności za swoje hasło i przygarnąć chociażby jedną z nas?
– To zero – prychnęła wzgardliwie Kunia.
– No to co?
– Z zerem w mianowniku nic nie wyjdzie.
Dziewczyny zgodziły się z Kunią, więc nie dyskutowałam już na ten temat. Ale ojca musiałyśmy znaleźć. Mamusię najlepiej też, więc prezes Jarosław raczej nie wchodził w grę...
– Czy jesteście przygotowane na na przedefiniowanie własnego ja?
Pytanie zadałam dziewczynom, które przywitały mnie przed chwilą, stojąc w ogonku przed sklepem spożywczym. Czekałyśmy w tym miejscu na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził na poznańską Wildę świeże pieczywo z nocnego wypieku. W XIX wieku już nikomu nie chciało się wyczekiwać o świcie na dostawy, ale my byłyśmy ulepione z innej gliny. Mianowicie zasidliłyśmy szczególny zakątek w Polsce. Otóż w pewnym momencie dostały tu przydział mieszkaniowy osoby urodzone in vitro. Tak, to prawda, wszystkie byłyśmy z probówki.
– Ale o co chodzi? – spytała Malwina lat 60, choć jeszcze 10 dni temu była 92 roku życia.
– Znowu jakiś kataklizm? – zatrwożyła się zwykle odważna Kunia lat 60.
– Prawica nie chce mieć wśród elektoratu obywateli z in vitro – obwieściłam najnowszą wieść. – Podobno minister Ziobro szykuje w swoim resorcie akcję pod hasłem: TA PANI JUŻ NIGDY WIĘCEJ NIE BĘDZIE Z IN VITRO!
– Cholera! – zaklęła bogobojna Gertruda lat 60, co było zjawiskiem niespotykanym.
– Musimy znaleźć kogoś, kto nas zaadoptuje – uznała pomysłowo Wacia lat 60. – Komu w PiS-ie najbardziej zależy na dzietności?
– Profesor Pawłowicz?
– Ona jest zbyt zdziecinniała, by móc zosatć matką – powątpiewała Dziunia lat 60.
– Stachu się nada – stwierdziła Kunia.
– Jaki Stachu?
– Karczewski. Marszałek senatu ostatnio zaapelował o większą dzietność – przypomniała sobie Balbina to 60. – Przyznam, że dałabym się tatusiowi utulać do snu. Nie wygląda na pedofila.
– A Ziobro? – spytałam.
– Co Ziobro?
– Czy nie chciałby wziąć odpowiedzialności za swoje hasło i przygarnąć chociażby jedną z nas?
– To zero – prychnęła wzgardliwie Kunia.
– No to co?
– Z zerem w mianowniku nic nie wyjdzie.
Dziewczyny zgodziły się z Kunią, więc nie dyskutowałam już na ten temat. Ale ojca musiałyśmy znaleźć. Mamusię najlepiej też, więc prezes Jarosław raczej nie wchodził w grę...
niedziela, 29 listopada 2015
Bogu się nie przelewa
W dni Pańskie zwykle staramy się pojednać z Bogiem. Dzisiaj oddelegowałyśmy reprezentację Emerycji Przepolskiej, by wzięła udział w niedzielnej mszy świętej w kościele pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. W skład silnej forpoczty weszłam ja, Kunia, Malwina oraz Gertruda. Wszystkie miałyśmy po 60 lat, choć dopiero od tygodnia przyzwyczajałyśmy się do nowych metryk. Natomiast proboszcz tkwił beznadziejnie przy swoim wieku, więc nie emanował radością. Ponadto po wydarzeniu sprzed tygodnia, gdy odmówiłyśmy w głównej nawie modlitwę za profesora Glińskiego, patrzył na nas z rezerwą i podejrzliwością. Bolało to zwłaszcza Trudzię.
– Jezu, ja chyba wpadłam w złe towarzystwo – cierpiała.
– Ubożuchny ten nasz kościół – zauważyła Lwinka, która nie przejmowała się cierpieniami młodej Gertrudy.
– Bogu się nie przelewa – uznałam.
– Czy my mamy ambicje? – spytała Kunia.
– Ale o co chodzi?
– Czy naszym celem jest przejęcie władzy w tym kraju? Na przykład w wieku 63 lat?
– Nie lubię długich perspektyw, bo kojarzą mi się z planami pięcioletnimi – marudziła Lwinka. – Ja mogłabym zostać marszałkinią senatu już za pół roku.
– Ach, jak ja chciałabym nawiązać stosunki z prymasem – zapaliła się Trudzia.
Siedziałyśmy w kościelnej ławce, czekjąc na rozpoczęcie mszy. Rozmowę zaś prowadziłyśmy szeptem, by uświęcić miejsce oraz – co w tej chwili było dla nas ważniejsze – nie dopuścić do ujawnienia naszej taktyki na najbliższe dni.
– Andy Warhol miał telefon, przez który rozmawiał z Bogiem – przypomniałam sobie.
– Ciekawe, w jakiej był sieci – rzekła z przekąsem Kunia. – I ile kosztowało go połączenie.
– Prymas Polski to prawdziwy Polak – zachwycała się Gertruda.
– Jest zatem szansa, że dogada się z Emerycją Przepolską – Lwinka wyraziła się z nadzieją.
– Hitler walczył na jednym froncie za dużo – zastanawiałam się ze złożonymi rękami do modlitwy nad strategią Emerycji Przepolskiej. – My musimy zapewnić sobie spokój od strony krzyża.
– Kościół nasz ubożuchny – powtórzyła Lwinka.
– Bogu się nie przelewa – również powtórzyłam myśl, kręcąc zarazem głową z dezaprobatą.
– Ale kościołowi można coś przelać – obruszyła się Trudzia.
W tym momencie rozgrzmiały organy i ksiądz proboszcz przystąpił do celebracji mszy. Ja jednak nie mogłam się skupić. „Ja PIN...”, chciałam zakląć pod nosem, ale w porę ugryzłam się w język i żadne moje pinkolenie nie wyfrunęło w stronę ołtarza.
– Jezu, ja chyba wpadłam w złe towarzystwo – cierpiała.
– Ubożuchny ten nasz kościół – zauważyła Lwinka, która nie przejmowała się cierpieniami młodej Gertrudy.
– Bogu się nie przelewa – uznałam.
– Czy my mamy ambicje? – spytała Kunia.
– Ale o co chodzi?
– Czy naszym celem jest przejęcie władzy w tym kraju? Na przykład w wieku 63 lat?
– Nie lubię długich perspektyw, bo kojarzą mi się z planami pięcioletnimi – marudziła Lwinka. – Ja mogłabym zostać marszałkinią senatu już za pół roku.
– Ach, jak ja chciałabym nawiązać stosunki z prymasem – zapaliła się Trudzia.
Siedziałyśmy w kościelnej ławce, czekjąc na rozpoczęcie mszy. Rozmowę zaś prowadziłyśmy szeptem, by uświęcić miejsce oraz – co w tej chwili było dla nas ważniejsze – nie dopuścić do ujawnienia naszej taktyki na najbliższe dni.
– Andy Warhol miał telefon, przez który rozmawiał z Bogiem – przypomniałam sobie.
– Ciekawe, w jakiej był sieci – rzekła z przekąsem Kunia. – I ile kosztowało go połączenie.
– Prymas Polski to prawdziwy Polak – zachwycała się Gertruda.
– Jest zatem szansa, że dogada się z Emerycją Przepolską – Lwinka wyraziła się z nadzieją.
– Hitler walczył na jednym froncie za dużo – zastanawiałam się ze złożonymi rękami do modlitwy nad strategią Emerycji Przepolskiej. – My musimy zapewnić sobie spokój od strony krzyża.
– Kościół nasz ubożuchny – powtórzyła Lwinka.
– Bogu się nie przelewa – również powtórzyłam myśl, kręcąc zarazem głową z dezaprobatą.
– Ale kościołowi można coś przelać – obruszyła się Trudzia.
W tym momencie rozgrzmiały organy i ksiądz proboszcz przystąpił do celebracji mszy. Ja jednak nie mogłam się skupić. „Ja PIN...”, chciałam zakląć pod nosem, ale w porę ugryzłam się w język i żadne moje pinkolenie nie wyfrunęło w stronę ołtarza.
wtorek, 24 listopada 2015
Łaski bez!
Dziewczyny lat 60 mają prawo do odwagi cywilnej, dlatego tym bardziej zasługują na ubezpieczenie od nagłych wypadków. Sąsiadki solidarnie zaangażowały się w inicjatywę Emerycji Przepolskiej, więc musiałam zadbać o ich bezpieczeństwo. W końcu przed nami manifestacje, uliczne burdy i strajki głodowe. Gwizdy, ciosy i podkładanie nóg. W rękach łomy, bejsbole i straszne dla rodaków szczoteczki do zębów.
– Adela, masz już nowe akty chrztu? – zapytała Malwina lat 60, która jeszcze tydzień temu miała 92 wiosny.
Kiedy koleżanki zgodziły się na postulat o zrównaniu naszego wieku do lat 60, to automatycznie zmieniła się średnia wiekowa naszej kolejki, w której codziennie oczekiwałyśmy na dostawę z piekarni świeżego pieczywa z nocnego wypieku.
– Metryki nie są takie ważne – odrzekłam. – Ponadto nie chcę wchodzić w układy z kościelnym archiwum. To zbyt kosztowne.
– Postaram się załatwić bezpłatne błogosławieństwo od proboszcza – obiecała Gertruda lat również 60, bo i ona zgodziła się na naszą ogonkową urodzinową uchwałę. – Mam nadzieję, że po znajomości zrobi dla nas wyjątek.
– Bóg mu zapłać akonto – Pela lat 60 wzniosła oczy ku niebu.
– Najważniejsze, by nie trafić do ciupy – stwierdziłam. – Nie możemy dopuścić, by właścicielowi sklepu spadły obroty. Gdyby zamknął interes, to gdzie byśmy się spotykały po zwolnieniu z pierdla?
– To mogą nas spałować? – przestraszyła się Balbina lat 60.
– A może załatwmy siedzibę? – zaproponowała Wacia lat 60. – Może być u mnie, bo melina jest po sąsiedzku i w razie stresu można się zdopingować.
– Mam coś lepszego – uśmiechnęłam się tajemniczo. – Uderzyłam w Dudę!
– Chyba w dudy? – poprawiła mnie Kunia.
– W Dudę. To najłaskawszy prezydent wszechczasów. Załatwiłam plik takich dokumentów na okaziciela.
Następnie sięgnęłam do sejfu, wyciągając ze stanika przykładowe ułaskawienia. Szczególnie Kunia zrobiła szerokie oczy.
– Dziewczyny, szukacie może ochroniarza? Słyszałem, że coś kombinujecie.
Akurat mimo nas przechodził Władek lat 99, znany w dzielnicy podwójny AK-owiec, były żołnierz AK oraz Anonimowy Kobieciarz w jednym.
– Łaski bez! – odrzekłam.
Członkinie naszej inicjatywy tylko roześmiały się ochoczo, radując się zaliczkową bezkarnością, jakie zapewniały nam świstki od prezydenta. W końcu datę na dokumencie mogłyśmy wpisać same.
– Adela, masz już nowe akty chrztu? – zapytała Malwina lat 60, która jeszcze tydzień temu miała 92 wiosny.
Kiedy koleżanki zgodziły się na postulat o zrównaniu naszego wieku do lat 60, to automatycznie zmieniła się średnia wiekowa naszej kolejki, w której codziennie oczekiwałyśmy na dostawę z piekarni świeżego pieczywa z nocnego wypieku.
– Metryki nie są takie ważne – odrzekłam. – Ponadto nie chcę wchodzić w układy z kościelnym archiwum. To zbyt kosztowne.
– Postaram się załatwić bezpłatne błogosławieństwo od proboszcza – obiecała Gertruda lat również 60, bo i ona zgodziła się na naszą ogonkową urodzinową uchwałę. – Mam nadzieję, że po znajomości zrobi dla nas wyjątek.
– Bóg mu zapłać akonto – Pela lat 60 wzniosła oczy ku niebu.
– Najważniejsze, by nie trafić do ciupy – stwierdziłam. – Nie możemy dopuścić, by właścicielowi sklepu spadły obroty. Gdyby zamknął interes, to gdzie byśmy się spotykały po zwolnieniu z pierdla?
– To mogą nas spałować? – przestraszyła się Balbina lat 60.
– A może załatwmy siedzibę? – zaproponowała Wacia lat 60. – Może być u mnie, bo melina jest po sąsiedzku i w razie stresu można się zdopingować.
– Mam coś lepszego – uśmiechnęłam się tajemniczo. – Uderzyłam w Dudę!
– Chyba w dudy? – poprawiła mnie Kunia.
– W Dudę. To najłaskawszy prezydent wszechczasów. Załatwiłam plik takich dokumentów na okaziciela.
Następnie sięgnęłam do sejfu, wyciągając ze stanika przykładowe ułaskawienia. Szczególnie Kunia zrobiła szerokie oczy.
– Dziewczyny, szukacie może ochroniarza? Słyszałem, że coś kombinujecie.
Akurat mimo nas przechodził Władek lat 99, znany w dzielnicy podwójny AK-owiec, były żołnierz AK oraz Anonimowy Kobieciarz w jednym.
– Łaski bez! – odrzekłam.
Członkinie naszej inicjatywy tylko roześmiały się ochoczo, radując się zaliczkową bezkarnością, jakie zapewniały nam świstki od prezydenta. W końcu datę na dokumencie mogłyśmy wpisać same.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Emerycja przepolska
Poniedziałek przywitał nas mrozem bezlitośnie szczypiącym w policzki i uszy. Sroga aura niby oczyściła niebo z chmur, ale niekoniecznie zwiastowała przejaśnienie w naszych sercach. Dlatego też spoglądałyśmy na siebie z niepewnością, przytupując nogami dla dodania sobie animuszu. Miny miałyśmy jednak nietęgie. Dziewczyny wydawały się być zagubione. Niby stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym, oczekując na dostawę świeżego pieczywa z nocnego wypieku, czyli powtarzałyśmy rutynową czynność, ale mimo tego towarzyszący nam nastrój nie stanowił dobrego omenu jak na początek tygodnia.
– Musimy sprostać wyzwaniom dnia dzisiejszego – oznajmiłam.
– Też nie lubię poniedziałków – ziewnęła Malwina lat 60.
– Od wczoraj wszystkie jesteśmy z tego samego rocznika – przypomniałam – ale jeszcze ciut nam brakuje do monolitu.
– Jeżeli idzie o zmianę miesiąca urodzenia, to zgodzę się tylko na grudzień, bo właśnie wtedy przyszłam na świat – stwierdziła Gertruda lat 60. – Zamówiłam już mszę świętą w swojej intencji i nie będę przesuwała terminu, bo ksiądz proboszcz ma swoje kartoteki. Będzie mnie potem dociskać w konfesjonale, a podczas spowiedzi świętej tym bardziej nie będę mijała się z prawdą.
– Prawda – przytaknęłam. – Nie będziemy mijać się z prawdą. Objawimy się jako świeża inicjatywa społeczna – wyjaśniłam. – Dotychczasowe ruchy już się zdążyły zestarzeć, więc nic nowego nie urodzą.
– Jak się nazwiemy? – Kunia lat 60 przeszła do konkretów. – Może Sześćdziesiąt Minet na Godzinę?
– To już było – wyrwało się Peli lat 60. – Znaczy nic nie pamiętam – poprawiła się.
– Choć jesteśmy z poznańskiej Wildy, to jednak ciągle legitymujemy się polskimi dowodami osobistymi – zauważyła Wacia lat 60.
– Przepolkami – wtrąciła Kunia. – Wilda zobowiązuje!
– Mnie wnuczek schował dowód – poskarżyła się Trudzia.
– Idzie o słuszność naszych argumentów. Jak już zarejestrujemy nasze stowarzyszenie, to pojawią się oponenci. Musimy ich kłuć po oczach nagą prawdą – powiedziałam, miotając ogień z oczu.
– My emerytki? – powątpiewała Balbina lat 60.
– Po śniadaniu zamówiłam fotografa. Będziemy mieć dziś sesję. W trakcie zastanowimy się nad nazwą naszej organizacji.
I tak się stało. Chwilę jeszcze poczekałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, potem kupiłyśmy pieczywo, rozeszłyśmy się do domów, by później znów się spotkać. Wszystkimi zdjęciami z sesji na pewno się nie pochwalimy, ale plakatem już dziś warto!
– Musimy sprostać wyzwaniom dnia dzisiejszego – oznajmiłam.
– Też nie lubię poniedziałków – ziewnęła Malwina lat 60.
– Od wczoraj wszystkie jesteśmy z tego samego rocznika – przypomniałam – ale jeszcze ciut nam brakuje do monolitu.
– Jeżeli idzie o zmianę miesiąca urodzenia, to zgodzę się tylko na grudzień, bo właśnie wtedy przyszłam na świat – stwierdziła Gertruda lat 60. – Zamówiłam już mszę świętą w swojej intencji i nie będę przesuwała terminu, bo ksiądz proboszcz ma swoje kartoteki. Będzie mnie potem dociskać w konfesjonale, a podczas spowiedzi świętej tym bardziej nie będę mijała się z prawdą.
– Prawda – przytaknęłam. – Nie będziemy mijać się z prawdą. Objawimy się jako świeża inicjatywa społeczna – wyjaśniłam. – Dotychczasowe ruchy już się zdążyły zestarzeć, więc nic nowego nie urodzą.
– Jak się nazwiemy? – Kunia lat 60 przeszła do konkretów. – Może Sześćdziesiąt Minet na Godzinę?
– To już było – wyrwało się Peli lat 60. – Znaczy nic nie pamiętam – poprawiła się.
– Choć jesteśmy z poznańskiej Wildy, to jednak ciągle legitymujemy się polskimi dowodami osobistymi – zauważyła Wacia lat 60.
– Przepolkami – wtrąciła Kunia. – Wilda zobowiązuje!
– Mnie wnuczek schował dowód – poskarżyła się Trudzia.
– Idzie o słuszność naszych argumentów. Jak już zarejestrujemy nasze stowarzyszenie, to pojawią się oponenci. Musimy ich kłuć po oczach nagą prawdą – powiedziałam, miotając ogień z oczu.
– My emerytki? – powątpiewała Balbina lat 60.
– Po śniadaniu zamówiłam fotografa. Będziemy mieć dziś sesję. W trakcie zastanowimy się nad nazwą naszej organizacji.
I tak się stało. Chwilę jeszcze poczekałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, potem kupiłyśmy pieczywo, rozeszłyśmy się do domów, by później znów się spotkać. Wszystkimi zdjęciami z sesji na pewno się nie pochwalimy, ale plakatem już dziś warto!
niedziela, 22 listopada 2015
Spieszę na ratunek
Skończyłam niniejszym swój osobisty alfabet polityczny, bo dossier bohaterów będzie pęczniało, a ja wolę działanie od spisywania grzeszków nicponi. Postanowiłam przystąpić do akcji i na początek postawiłam przed sobą odważne zadanie walki z pornografią tkwiącą w głowach świętoszkowatych imbecyli.
Największe sukcesy odnosi się w grupie, więc skrzyknęłam dziewczyny z sąsiedztwa, byśmy spotkały się przed kosciołem. Potem w zależności od rezultatów naszych ustaleń miałyśmy wejść do kościoła i albo się pomodlić, albo zrobić jakiś happening.
– Och, z jakiej to gliny ulepiony jest ten profesorek Gliński? – prychnęła na powitanie Kunia lat 90. – Czy jako socjolog ma w głowie uśrednione IQ rodaków? Oczywiście tych ciołków, którzy jeszcze stąd nie wyjechali.
– No i takich starych bab jak my – odezwała się Malwina lat 92. – W naszym wieku ciężko migrować zasiedziały tyłek.
– Chciałabym rozpocząć od postulatu organizacyjnego – oznajmiłam, kiwnąwszy dziewczynom głową na powitanie. – Chcę uratować świat. Zamierzam zrobić to z wami. Siła zaś tkwi w monolicie. Uważam, że dla osób spoza poznańskiej Wildy wszystkie powinnyśmy mieć ten sam wiek. Proponuję okrągłą 70-tkę.
– Nie! – Balbina lat 59 stanęła okoniem. – Mogę pójść na kompromis, czyli 60-tkę.
– Nie mam nic przeciw tej propozycji – uznała Pela lat 82.
– Niech tak się stanie, Pelagio lat 60 – stwierdziłam uroczyście. – Profesor Gliński urodził się w roku 1954, więc pewnie też nie miałby nic przeciw temu uogólnieniu, chociaż w sumie jestem pełna obaw, czego można spodziewać się po tym gzubie.
– Czuję się lekko bez tych trzech dych na karku – ucieszyła się Kunia lat 60.
– Przejdźmy do meritum – postanowiłam wprowadzić dyscyplinę w naszej dyskusji przed kościołem pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego – Co zrobić z chłopem, który widzi pornografię zanim ona w ogóle jeszcze się nie obnażyła?
– Idzie o ten spektakl we Wrocławiu? – spytała Gertruda lat 60, która jeszcze nie wiedziała o swojej nowej metryce, bo dopiero do nas doszła. – A tak w ogóle, to niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
– Jako, że mój wiek stał się mniej nobliwy – rozpoczęła wywód Lwinka lat 60 – to mogę bez ogródek stwierdzić, że osobiście ucięłabym mu chuja.
– Niech będzie – odrzekła Kunia, jednak nie zauważyłyśmy, czy odpowiedziała Malwinie, czy Trudzi.
– Nie ma lepszego sposobu niż modlitwa – uznała Getruda lat 60, która była blisko z proboszczem lat 60 oraz wikarym w tym samym wieku.
– Też tak myślę – zaskoczyłam towarzyszki swoją zgodą na oręż katolicki. – Pójdziemy teraz przed ołtarz w formie falangi. Jak upadnie któraś z pierwszego szeregu natychmiast zastępuje ją dziewczyna z drugiego.
W naszych oczach zagościł błysk, miny pokryły się Marsem, a prężne uda gotowe były do obnażenia. Szturmem zdobyłyśmy główną nawę. Organista tak się zdziwił, że przestał grać na klawiszach. Mogłyśmy w ciszy zadeklamować naszą modlitwę:
– Dobry Jezu, a nasz Panie, niech Glińskiemu wreszcie stanie.
Proboszcz był osłupiały. Trudzi lat 60 zależało na dobrych z nim stosunkach, więc cicho dopowiedziała.
– Znaczy niech stanie do bardziej sensownych działań.
Zrobiłyśmy w tył zwrot, a stukot obcasów odbijał się od licznych wotów zawieszonych w kościele w intencjach wszelakich.
Największe sukcesy odnosi się w grupie, więc skrzyknęłam dziewczyny z sąsiedztwa, byśmy spotkały się przed kosciołem. Potem w zależności od rezultatów naszych ustaleń miałyśmy wejść do kościoła i albo się pomodlić, albo zrobić jakiś happening.
– Och, z jakiej to gliny ulepiony jest ten profesorek Gliński? – prychnęła na powitanie Kunia lat 90. – Czy jako socjolog ma w głowie uśrednione IQ rodaków? Oczywiście tych ciołków, którzy jeszcze stąd nie wyjechali.
– No i takich starych bab jak my – odezwała się Malwina lat 92. – W naszym wieku ciężko migrować zasiedziały tyłek.
– Chciałabym rozpocząć od postulatu organizacyjnego – oznajmiłam, kiwnąwszy dziewczynom głową na powitanie. – Chcę uratować świat. Zamierzam zrobić to z wami. Siła zaś tkwi w monolicie. Uważam, że dla osób spoza poznańskiej Wildy wszystkie powinnyśmy mieć ten sam wiek. Proponuję okrągłą 70-tkę.
– Nie! – Balbina lat 59 stanęła okoniem. – Mogę pójść na kompromis, czyli 60-tkę.
– Nie mam nic przeciw tej propozycji – uznała Pela lat 82.
– Niech tak się stanie, Pelagio lat 60 – stwierdziłam uroczyście. – Profesor Gliński urodził się w roku 1954, więc pewnie też nie miałby nic przeciw temu uogólnieniu, chociaż w sumie jestem pełna obaw, czego można spodziewać się po tym gzubie.
– Czuję się lekko bez tych trzech dych na karku – ucieszyła się Kunia lat 60.
– Przejdźmy do meritum – postanowiłam wprowadzić dyscyplinę w naszej dyskusji przed kościołem pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego – Co zrobić z chłopem, który widzi pornografię zanim ona w ogóle jeszcze się nie obnażyła?
– Idzie o ten spektakl we Wrocławiu? – spytała Gertruda lat 60, która jeszcze nie wiedziała o swojej nowej metryce, bo dopiero do nas doszła. – A tak w ogóle, to niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
– Jako, że mój wiek stał się mniej nobliwy – rozpoczęła wywód Lwinka lat 60 – to mogę bez ogródek stwierdzić, że osobiście ucięłabym mu chuja.
– Niech będzie – odrzekła Kunia, jednak nie zauważyłyśmy, czy odpowiedziała Malwinie, czy Trudzi.
– Nie ma lepszego sposobu niż modlitwa – uznała Getruda lat 60, która była blisko z proboszczem lat 60 oraz wikarym w tym samym wieku.
– Też tak myślę – zaskoczyłam towarzyszki swoją zgodą na oręż katolicki. – Pójdziemy teraz przed ołtarz w formie falangi. Jak upadnie któraś z pierwszego szeregu natychmiast zastępuje ją dziewczyna z drugiego.
W naszych oczach zagościł błysk, miny pokryły się Marsem, a prężne uda gotowe były do obnażenia. Szturmem zdobyłyśmy główną nawę. Organista tak się zdziwił, że przestał grać na klawiszach. Mogłyśmy w ciszy zadeklamować naszą modlitwę:
– Dobry Jezu, a nasz Panie, niech Glińskiemu wreszcie stanie.
Proboszcz był osłupiały. Trudzi lat 60 zależało na dobrych z nim stosunkach, więc cicho dopowiedziała.
– Znaczy niech stanie do bardziej sensownych działań.
Zrobiłyśmy w tył zwrot, a stukot obcasów odbijał się od licznych wotów zawieszonych w kościele w intencjach wszelakich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





