sobota, 29 sierpnia 2015

K jak Kuchciński ALFABET CIOCI ADELI - Klakier

Życie jest szare. Chyba dlatego żadna z nas – dziewczyn z poznańskiej Wildy – nie robi zakupów o przyzwoitej godzinie ósmej czy dziewiątej, by nie natknąć się na spieszących się do pracy szaraczków. Ustawiamy się za to o świcie w ogonku przed sklepem spożywczym i wypatrujemy przyjazdu furgonu z piekarni. Tu nadajemy naszej egzystencji kolory, dyskutując oraz odwołując się do tych sfer, które szczególnie skrzą się kolorami tęczy. Niewątpliwie do nich należy polityka oraz politycy, a wśród nich geje i homofoby, czyli utajeni pederaści oraz lesbijki i homofobki, czyli zakonspirowane cipkolubki.

Dziś wyjątkowo rozmowę zagaiła Gertruda lat 77, która jako jedyna z nas nie rozumie właściwie porannej terapii kolorami.
– Jest taki porządny parlamentarzysta – stwierdziła na początku swego krótkiego wywodu. – Wyróżnia się kulturą osobistą oraz wrodzoną uprzejmością. Jest cichy i usłużny. Prawy i sprawiedliwy. Buty czyści sobie, a także prezesowi. Na powitanie całuje kobiety w ręce, na do widzenia kłania się do pasa. Ojciec Tadeusz zaprasza go do radia. Ojciec Tadeusz zaprasza go do telewizji. Ojciec Tadeusz po prostu zaprasza go do mediów.
– Z jakiego powodu? – spytała Malwina lat 92.
– Dlatego, że ów człowiek wyraził kiedyś piękną myśl: „Zwracamy się do mediów, aby zadawały właściwe pytania.”
– Widocznie ojciec Tadeusz szybko doszedł z nim do porozumienia, jakich właściwych udzielać ma odpowiedzi – cierpko uznała Kunia lat 90.
– Jak on się nazywa? – zainteresowałam się.
– A jak on wygląda? – Dziunia lat 60 lubiła przebierać nogami i oglądać fotki dobrze ustawionych w życiu facetów.
– Mam fotografię nieco nieaktualną... – krygowała się Trudzia.
– Dawaj! – zażądała Kunia.
– Nie ociągaj się! – poparła ją Pela lat 83.
– Co to za szaraczek? – odezwałam się rozczarowana.
– Teraz rozumiem, dlaczego to akurat on pastuje buty premiera.
– Zaraz, czy to nie jest poseł Kuchciński? – Dziunię olśniło. – Czy on już ma żonę?
– To zależy – zastanowiła się Lwinka. – Jeśli pan prezes jest jego idolem, to może być kawalerem, ale jeśli jest tylko jego klakierem...
– Ma troje dzieci z jedną żoną – poinformowała Trudzia. – To wzór katolika, który bogobojnie uprawia swój ogródek.
– To prawda – przytaknęła Pela. – Słyszałam, że przerwał studiowanie historii sztuki na KUL, by przenieść się do Policealnego Studium Ogrodniczego. Tę szkołę akurat udało się mu ukończyć.
– W galeriach malarstwa nie można klaskać – zauważyła Dziunia. – Natomiast w ogrodzie nieraz zaatakuje cię komar i wtedy klaszczesz. Żeby zabić.
– Obecnie klaszcze, by zdopingować prezesa – stwierdziła Lwinka. – Nie gryzie się ręki pana, która karmi.
– Pomodlę się za pana Marka – obiecała Trudzia. – Może chcecie się dołączyć?
– A może razem poklaskajmy na wzór posła? – złożyłam kontrpropozycję.
– Kiedy sztuka jest szara, to tylko klakier swoimi rzęsistymi brawami może ją ubarwić – wyraziła się sentencjonalnie Kunia.

Zaczęłyśmy klaskać. Nawet Gertruda porzuciła modlitwę dla uderzeń dłoni o dłoń. Klaskałyśmy w różnym tempie i różnym rytmie, co dawało nam mnóstwo sił i radości. Nie wszystkim jednak się to spodobało.
– Czy wam odjebało? – Ziutek lat 48 wychylił się goły z balkonu próbował nas łajać.

Zagłuszyłyśmy go owacją. Hałas robiłyśmy do przyjazdu furgonu z piekarni. Kierowca pomyślał, że brawa są dla niego, więc w podziękowaniu podarował każdej nas po jednej świeżej bułce z nocnego wypieku.
Pycha!

piątek, 28 sierpnia 2015

K jak Kruk ALFABET CIOCI ADELI - Karafka

Wacława lat 81 od dawna ma dość dziwne przyzwyczajenie. Otóż z czwartku na piątek lubi sobie dziabnąć. I nie jest to jedno piwo czy naparstek mocniejszego alkoholu. Ona wypełnia kryształową karafkę swojskim samogonem, który od soboty przygotowuje w odziedziczonej po zmarłym mężu aparaturze. Już od niedzieli w jej mieszkaniu bulgocze, a przyszły trunek zaczyna pracować nad swoją mocą.

Wacia rzadko ustawia się z nami w kolejce przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, bo świeże pieczywo z nocnego wypieku mało ją interesuje. Jest za to najlepszą klientką w kategorii kupna cukru w opakowaniach kilogramowych. Ten towar może nabyć o różnych porach dnia, dlatego najczęściej omija nasz ogonek. Zdarza się jednak, że całą czwartkową noc spędza na chlaniu owoców swojego hobby, a wtedy rano zjawia się na chwiejnych nogach po maślankę lub inny kefir i przy okazji kupi kilka bułek, a czasem nawet chleb razowy. Oczywiście nie widzimy jej każdego piątkowego poranka, bo jeśli bimber wyjdzie dobry, czyli z odpowiednią mocą, to koneserka chałupniczych eksperymentów lat 81 pada przed świtem i nie dobudzi jej nawet walący w drzwi wejściowe listonosz przynoszący jakże pożądaną emeryturę.

Dziś jednak Wacia zygzakiem doczłapała się do nas. Przyciągnęła za sobą chmurę zapachów wszelakich, który u Gertrudy lat 77 spowodował spontaniczny gest żegnania się, znaczy robienia na okrągło znaku krzyża. Nie dla wszystkich był to jednak znak męki Pańskiej.
– Masz łyka? – Kunia lat 90 bezpardonowo dopraszała się o możliwość degustacji Waciowego napitku.
– Kra kra kra! – zakrakała natomiast Pela lat 83, która była wrogiem alkoholu.
– Kru kru kru! – dołączyłam się do Peli, bo przeszkadzał mi smród Wacławy.
– Co ty masz za dziwny akcent? – zdziwiła się Malwina lat 92. – Zagranicznie kraczesz? Tfu, kruczysz?
– Dokąd kruczysz, pani? – spytała w miarę trzeźwo Wacia.
– Oj, nie kraczę, lecz kruczę. Elką kruczę.
– Elką? Jesteś instruktorką prawa jazdy? – nawinie zapytała Dziunia lat 60.
– „Że co? Że na przykład to ja miałam urodziny dwa dni temu?” – Wacia spytała bez ładu i składu.
– Wacia, ty masz deja vu? – zdziwiłam się. – Nie swoje deja vu?
– Dlaczego?
– Bo Wacia mówi Krukiem. Znaczy Krukową.
– „Ja potrafię pracować dobrze, potrafię coś tam, coś tam” – kontynuowała zawiana sąsiadka.
– Ona mówi słowami Elżbiety Kruk – oznajmiłam kolejkowiczkom. – Naszej posłanki radosnej.
– No i co z tego? – dociekała Lwinka.
– „Proszę mnie zbadać alkomatem” – poprosiła Wacia, znów cytując Elkę Kruk, po czym klapnęła na chodnik. – Jestem ubezpieczona w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – dodała od siebie, a następnie oparła głowę o witrynę sklepu.
– Nie zasypiaj! – krzyknęła Kunia. – Masz łyka?

Pytanie to zawisło w chmurze wydechu i nie znalazło odpowiedzi.
Kiedy podjechał furgon z piekarni, to nawet zapach świeżego pieczywa z nocnego wypieku nie zabił woni Waci. Podobnie gaz z rury wydechowej nie dał rady.
– Mówię wam, zbliża się kolejny weekend – wieszczyła Lwinka.
– Boże, miej nas w opiece – Gertruda poprosiła Siłę Wyższą.
Po jej zrezygnowanej minie zrozumiałyśmy jednak, że modlitwy nie muszą zostać wysłuchane.

czwartek, 27 sierpnia 2015

K jak Kopacz ALFABET CIOCI ADELI - KSUT

– Mam duże ambicje, ale nie chcę stracić nic ze swojej kobiecości – wyznała Gertruda lat 77.

Przed chwilą skończyła zmawiać poranny pacierz. Zaspała dziś nieco, a chcąc zjawić się punktualnie w ogonku przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, przeniosła w czasie poranną modlitwę. Teraz już podniosła się z klęczek. Dziwiła trochę rzucona przez nią myśl, ale nie domyślałyśmy się, jaką modlitwę klepała, bo pacierz zawsze odmawiała po cichu.

– Ja też czuję podobnie – stwierdziła Kunia lat 90, która ostatnio rzadko zgadzała się z rozmodloną koleżanką. – Jeszcze 40 lat temu myślałam o karierze politycznej, ale gdy zobaczyłam jak w miejsce męża Margaret Thatcher nosiła w swej rodzinie kalesony, to zrezygnowałam ze swoich planów.
– Kalesony nie są seksowne – uznała Wacława lat 81 – raz dla żartu założyłam te zimowe męskie galoty , ale jak mój były zobaczył rozchylający się rozporek...
– Dość – przerwałam – nie musisz kończyć, Wacia.
– Jako dziecko chciałam zostać księdzem – przypomniała sobie Trudzia – jeszcze wtedy nie wiedziałam, czym różni się dziewczynka od chłopca i jakie to ma znaczenie przy powołaniu do stanu kapłańskiego. W każdym razie do dziś lubię nosić się w czarnych sukienkach z białym, delikatnym kołnierzykiem.
– Mąż Kopacz też nie przeżył kariery politycznej żony – celnie stwierdziła Pela lat 83. – Wykopyrtnął zanim stała się pierwszą Ewą w państwie.
– Kobieta Szczodrze Utalentowana Triumfuje – podsumowałam. – W skrócie to KSUT. Kobiety z tym syndromem są samicami Alfa.
– Niby w jakiej sferze jest szczodrze utalentowana? – zakpiła Kunia. – W obsłudze stetoskopu?
– KSUT? – zastanawiała się Wacia.
– Jeżeli proboszcz zakazał się modlić za Komorowskiego, to ja za panią Kopacz też nie zmówię żadnej z litanii
– KSUT? – rozmyślała Dziunia lat 60.
– Zaraz, czy na wspak nie jest to Tusk? – zdziwiła się Lwinka.
– Czyli miałam rację – rzekła triumfująco Kunia. – Kobieta na stolcu premiera w końcu założy kalesony!
– Jak to dobrze, że mój były już nie żyje... – podsumowała Wacia.

W tym momencie otworzyły się drzwi do sklepu spożywczego. My jednak nie weszłyśmy do środka. Cały czas oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Dziś trochę się spóźniał.
Może wziął przykład z premierów różnych państw, którzy swoje decyzje też podejmowali z opóźnieniem?

środa, 26 sierpnia 2015

K jak Kempa ALFABET CIOCI ADELI - Karino

– Jeśli to jest normalny tryb procedowania, to ja jestem Greta Garbo albo Marilyn Monroe – stwierdziła ni z gruszki, ni z pietruszki Kunia lat 90. – Kolanem chce pan to sprawozdanie przepchnąć. Proszę zejść na ziemię i zastanowić się co pan tu robi, proszę przestać wykonywać partyjne rozkazy.
– Czy koleżankę ostatnio koń nie kopnął? – spytała złośliwie Gertruda lat 77. – Przecież w naszym ogonku nie stoi żaden chłop.

Rzeczywiście, stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie. Jak zwykle oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Kupowałyśmy o świcie bułki i chleb, a potem zajadałyśmy się smakowitymi śniadaniami. Oczywiście każda z nas z osobna w swoim mieszkaniu.

– Ty jesteś Marylin Monroe? – zaśmiała się Malwina lat 92. – Z tymi dziarami?
To prawda, Kunia miała wytatuowane niemal całe ciało.
– Przecież ja tylko cytuję – tłumaczyła się moja przyjaciółka lat 90 – Beatę Kempę cytuję! „Jestem obecnie poddawana takim samym „atakom” i być może tak samo „brutalnym naciskom”, jak nieżyjąca pani Barbara Blida.”
– A jednak koń cię kopnął – Pela lat 83 poparła Trudzię.
– Przepraszam – przeprosiła grzecznie Gertruda – Kempa jest porządna, bo często gości w radio u ojca Tadeusza.
– Po co ją cytujesz? – zadałam oczywiste pytanie.
– Przecież w Palikocie się podkochujesz –Lwinka nieopatrznie wyjawiła sekret naszej sąsiadki.
– „Jeżeli poziom debaty pana Palikota to poezja, to nie wiem, co tu robię.” – odrzekła Kunia.
– Ale po ją cytujesz? – powtórzyłam.
– Pomodlę się za panią Beatę – obiecała Trudzia.
– Przestań – Pela wydęła wargi w grymasie niesmaku. – Kunia, z koniem chcesz się kopać.
– Właśnie – wtrąciła się Dziunia lat 60. – Lepiej obejrzyj serial „Karino”. Wyciszysz się i na koniki popatrzysz, a nie na tłuste babsko.
– Ćwiczę grę aktorską – wyjawiła Kunia.
– Jak to?
– Kempa jest mistrzynią gry aktorskiej.
– Nie rozumiem – Lwinka kiwała z niedowierzaniem głową.
– Może wymień jakieś jej role? – zachęciłam Kunię.
– Wyśmienicie zagrała rolę prawnika, choć nie ma ani aplikacji, ani nawet tytułu magistra prawa.
– Zgadza się – potwierdziła Pela.
– Wielokrotnie weszła w rolę eksperta i póki nie dochodziło do konkretów, póty świetnie obywała się bez faktów i liczb.
– Zgadza się – zgodziła się Dziunia.
– „Jeśli panowie mają życzenie mogą zorganizować swoją konferencję prasową. Teraz ja tu jestem gospodarzem i zapraszam panów do współpracy. Tego, co się stało, nie życzyłby sobie Przemysław Gosiewski” – ustami posłanki Kunia zakończyła swoją argumentację.
– Zgadza się.
– A ja nie zrezygnuję z modlitwy za panią Ewę – oznajmiła Trudzia, po czym padła na kolana, rozpoczynając zmawianie Litanii do Serca pana Jezusa.

I właśnie w takiej pozycji została muśnięta przez snopy światła reflektorów furgonu, który przybył na czas z piekarni.

wtorek, 25 sierpnia 2015

K jak Kamiński ALFABET CIOCI ADELI - Konfident

– Rozszyfrowałam szpiega – wyszeptała konfidencjonalnie Malwina lat 92. – Znaczy wiem, jak się nazywa, ale nie wiem, który to. Może to jest nawet ciała siatka.

Lwinka najpierw zaciągnęła nas na podwórko kamienicy, w której od frontu mieścił się nasz sklep spożywczy, a potem obwieściła szokującą wiadomość. Informacja nami wstrząsnęła, ale zarazem zaciekawiła. Było tu tyle niedopowiedzeń, że od razu chciałyśmy roztrząsnąć sprawę.

– Jak to, który to? – Kunia lat 90 wraz z głosem podniosła brwi.
– Ciszej, tu się roznosi głos – syknęła Lwinka.
– To może ja zagłuszę wasze słowa modlitwą? – zaproponowała Gertruda lat 77.
– Czy jest to ktoś z naszego otoczenia? – zapytałam.
– Aniele Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój, rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze... – Trudzia zaczęła robić katolickie tło.
– Otacza nas ojczyzna – odpowiedziała cicho Lwinka.
– Nie rozumiem – rozłożyła szeroko ręce Pela lat 83.
– Angele Dei, qui custos es mei, Me tibi commissum pietate superna... – Trudzia przeszła na łacinę.
– Chcesz powiedzieć, że idzie ci o Polaka, ale znanego szerzej? – domyśliłam się.
– Polaków – prawie bezgłośnie odpowiedziała Malwina.
– Podaj nazwisko – zażądała Kunia.
– Dobry Jezu, a nasz panie, daj im wieczne zmiłowanie – pobożna dziewczyna lat 77 dostosowała się do kontekstu rozmowy, przerzucając się na inną katolicką klepankę.
– W końcu ilu ich podejrzewasz? A może jednego z nich? – zainteresowała się Dziunia lat 60.
– Kamińsssscccy – wysyczała Lwinka
– Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól dusze Twych sług od wszystkich grzechów i kar na nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą je z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
– Oni chyba jeszcze żyją... – przypuściła Pela.
– Jeden może nadawać prezesowi, drugi zaś prezesowi prezesów. Takie mam podejrzenia – wymamrotała Lwinka.
– Niech wszyscy dzięki czynią Panu za Jego Miłosierdzie, Za Jego cuda dla synów ludzkich, Bo nasycił tego, który jest zgłodniały, I łaknącego napełnił dobrami.
– Prezes prezesów? – zdziwiłam się. – O kogo chodzi?
– O papieża!
– No nie! – wrzasnęła Trudzia. – Za to ja modlić się nie będę!

W tym momencie uchyliło się jedno z okien i wychylił się Edmund lat 58.
– Czy wy baby możecie nie drzeć mordy? Nynać nie mogę!
– Nynać? – prychnęła Kunia. – Czy ty jesteś niemowlakiem?

Nie kontynuowałyśmy jednak głupiej rozmowy z Mundkiem, tylko wyszłyśmy na ulicę. Zrobiłyśmy to w dobrym momencie, bo akurat nadjechał furgon z piekarni i jak co dzień mogłyśmy nabyć świeże pieczywo z nocnego wypieku.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

K jak Kalisz ALFABET CIOCI ADELI - Kuper

– Dostojność, ech dostojność... – rozmarzyła się Kunia lat 90. – U mężczyzn szukam poważnej dostojności. Ona buduje, hańba rujnuje.
– Ja lubię jak pod mężczyzną ugina się siedzisko – wyznała Gertruda lat 77. – Dostojność, a owszem, jest nawet przydatna, ale wtedy, gdy wyraża się przez dosiadność.
– Dosiadność? – zdziwiła się Pela lat 83. Czy dosiadność wyklucza dosadność?
– Nie uważacie, że brukacie moją idealną dostojność? – żachnęła się Kunia. – Do jasnej ciasnej!

Nowy tydzień rozpoczęłyśmy od dynamicznej dyskusji. W takich sytuacjach ogonek, w którym o świcie oczekiwałyśmy przed sklepem spożywczym na przyjazd wypełnionego świeżym pieczywem z nocnego wypieku samochodu dostawczego z piekarni, zagęszczał się, a czasem przepoczwarzał się w gęstą ludzką kulę. Wówczas wszystkie gardłowałyśmy, przekrzykując się wzajemnie. Nie przepadałam za tym, ale kto z nas potrafi ujarzmić kobiece temperamenty?

– Kunia, ty akurat bronisz dostojności poprzez dosadność – zauważyła Malwina lat 92.
– Dosadność jest zwalczana przez księdza proboszcza – stwierdziła Trudzia. – Dlatego ja położyłam nacisk na siedzisko. Na dosiadność. Mężczyzna musi mieć odpowiedniej wagi kuper. Tylko tak buduje się dostojność. Amen.
– Przecież dostojność nie wyraża się poprzez kuper! – piekliła się Kunia. – To jakaś herezja!
– A co na to wikary? – wtrąciłam się.
– Wikary zostawia jeszcze głębsze ślady w fotelu – odpowiedziała Trudzia.
– Nie ma co się spierać – orzekła Lwinka. – Nasi wildeccy kapłani są odpowiednio odżywieni i tak zbudowali swoją dostojność.
– A jak dożywia się dostojność? – zainteresowała się milcząca dotąd Dziunia lat 60.
– Nadal jest dobra pora na grilla – wyraziła się mądrze Pela.
– A co lubi jeść twój największy osobisty dostojnik? – pytanie skierowałam bezpośrednio do Kuni.
– Kiełbaski.
– Kiełbaski idą w kuper – Gertruda uparcie broniła swojej tezy.
– Tylko wyborcze – odcięła się Kunia.
– A kim jest twój dostojnik? – indagowała Lwinka.
– Kalisz. Ryszard Kalisz.
– Ale przecież on jest dosiadny! – wyraziła się z zadowolenie Trudzia. – I to jak jasna cholera!
– Trudzia, ty klniesz? – zdziwiłam się.
– Chcę pójść do spowiedzi. Lubię, gdy wikary wyznacza mi pokutę.
– Jaki, do diaska, dosiadny?! – zapiała falsetem Kunia.
– Możemy chyba zgodzić się, że twój Kalisz połyka kiełbaski na pewno dostojnie – powiedziałam pojednawczo.

Zrobiłam to w odpowiednim momencie, bo właśnie zahamował przed sklepem dostawczak z piekarni. Wszystkie zgodziłyśmy się na tę kompromisową puentę, zajmując się wyciąganiem bilonu z portmonetek.

piątek, 21 sierpnia 2015

K jak Korwin ALFABET CIOCI ADELI - Kapitalnie, mój Kapitalnie

– W mężczyznach szukałam kiedyś jedynie oparcia materialnego, po prostu zwyczajnej stabilności finansowej – westchnęła Kunia lat 90. – Bardzo się pomyliłam. Uznaję to za mój błąd życiowy.
– Chyba wszystkie znałyście mojej świętej pamięci Mietka – odezwała się Malwina lat 92. – Łudziłam się, że będę z niego pić mądrość jak z jakiejś wszechnicy. Okazało się, że nawet nie posiorbałam sobie.
– Wychowano mnie w przekonaniu, że na mężczyzn można liczyć – przypomniałam sobie. – W ten sposób przeliczyłam się.
– Mam dopiero 55 lat – wyznała Dziunia lat 60. – Szukam zdrowego faceta z wysoką emeryturą. Ci z rentą mnie nie interesują.
– Od pierwszej menstruacji modliłam się o dobrego i odpowiedzialnego męża – wyszeptała Gertruda lat 77. – W taki sposób poznałam młodego księdza, który dziś jest naszym proboszczem. Przyznam jednak, że dziś bardziej podoba mi się wikary.

Stałyśmy na tym chodniku, co zwykle. Przed jednym ze sklepów spożywczych na poznańskiej Wildzie niemal już wydeptałyśmy swoje ślady. Jak ćwiczący karate mnisi w klasztorze Shaolin, jak klęczący na posadzce pątnicy w świątyni w Licheniu, jak niespełna rozumu szpitalu w Tworkach uderzający głową w otulający ścianę materac ochronny. To skłoniło nas, by nie ustawiać się w kolejce wg chwili przybycia do niej, lecz ustalić swoje stałe miejsca.

Byłyśmy w tym momencie podobne trochę do polityków, którzy kiedy zajmą swoje miejsce, to za cholerę nie chcą go oddać.
– Interesują mnie tacy, którzy są łajdakami – przyznała Kunia.
– A ja za proboszcza codziennie się modlę – wtrąciła smutnym głosem Trudzia.
– Są kapitalni – ciągnęła moja najlepsza przyjaciółka lat 90. – Gwałcą, walą po pysku, nierzadko zbiją ci tyłek. Są władczy. Uroczy.
– Masz kogoś na myśli? – zaciekawiłam się.
– Jest taki polski gość – wyznała Kunia. – Uważa, że nad troski najlepszy jest brydż. Chyba to za jego sprawą polubiłam przebój pt. „Bridge over trouble water”.
– Czyli on nie lubi wody? – dociekała Pela lat 83.
– Kapitalnie nie lubi.
– A jak lubi, by do niego się zwracać? – zainteresowała się Dziunia.
– Kapitalnie – odrzekła Kunia.
– Jak?
– Kapitalnie, ach kapitalnie.
– Jak?
– Kapitalnie, mój Kapitalnie – powtórzyła Kunia.
– A co to znaczy? – dopytywała się Gertruda.

Na szczęście sklep został otwarty i już mogłyśmy dokonać zakupów. Tylko gdzie był ten dostawczak ze świeżym pieczywem z nocnego wypieku? Czyżbyśmy tak się zagadały, że nie dostrzegłyśmy furgonu z piekarni? Podeszłam do regału z bułkami i po wstępnym macaniu wydały mi się nieświeże. Ale słowa Kuni: „kapitalne, ach kapitalne” sprwiły, że i ja nabyłam trzy na śniadanie.