– W Sejmie mamy za mało inżynierów – obwieściła Klotylda lat 75. – Takich, którzy umieliby dudać dwa szydła do dwóch drutów.
Klotka niezbyt często ustawia się z nami w kolejce. Razem ze swoja sąsiadką Wacią lat 81 uczestniczy w naszych dyskusjach z rzadka, ale kiedy już obie dziewczyny pojawią się w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, to potrafią wypowiedzieć się nie tylko na temat świeżego pieczywa z nocnego wypieku, jakie dowozi furgon z piekarni. Owszem, mają też sporą wiedzę na temat różnych polepszaczy, korzyściach z połykania mąki pszennej czy korzyści ze stosowania diety glutenowej. Trzeba jednak im oddać, że zawsze potrafiły się znaleźć w tematach cięższych. A to opowiadały o aktach namalowanych przez Egona Schiele, a to o stosunku pod owłosioną pachą, a ot o najnowszym rozkładzie Polskich Kolei Państwowych. Dziewczyny były obyte i nieraz inicjowały nasze rozmowy. Tak stało się i dziś.
– Jednym z drutów jest pan prezes – wyjaśniła zaznajomiona w temacie Wacia. – Drut drugi jest nieznany. Nawet dla najbliższego grona partyjnego.
– Czy drutem może być też inżynier? – spytałam.
– A szydło? Kto jest szydłem? – dopytywała Malwina lat 92.
– Poczekajmy na worek Pandory – wyhamowywała naszą dociekliwość Kunia lat 90. – On na pewno kiedyś się otworzy, rozwiąże.
– Mnie zawsze najbardziej interesowała włóczka – odezwała się Gertruda lat 77. – Od jej jakości zależało, jaki szalik wydziergałam proboszczowi, a ile oczek mogłam upuścić wikaremu.
– Tak, inżynier też może być drutem – przyznała Klotka.
– Jest taki drut, który ma z kimś bezpośrednią łączność, ale nie wiem, z kim – zaczęła konfidencjonalnie opowiadać Wacia – a który może być blisko druta prezesa.
– Macierewicz? – domyśliłam się.
– Od pewnego czasu, znaczy od momentu, kiedy zakochałam się w pewnym kelnerze – wspomniała Lwinka – przestałam wymawiać na głos nazwiska.
– Mgła już od kilku lat wisi nad Polską – rzekła sentencjonalnie Pela lat 83.
– A co do zjawisk atmosferycznych mają zjawiska atmosferyczne? – zdziwiła się Trudzia. – Wystarczy się pomodlić, a słońce wyjdzie.
– Zjawiska atmosferyczne zależne są od zjawisk atmosferycznych? – kręciłam głową. – A nie jest to czasem masło maślane?
– Kocham się w maślanym wzroku pana Macierewicza – wyznała Kunia. – Jest przy tym przystojny. Wysoki i elegancki. Tylko ma odmienny światopogląd. Ech, gdybym go tylko zaciągnęła na swój pas startowy, to od razu inaczej by latał.
– Chciałabyś być jego stewardesą? – zdziwiła się Lwinka. – Mimo że może być drugim drutem po prezesie?
Zapadła niezręczna cisza. Z kłopotu wybawił nas dostawczak z piekarni, który akurat w tym momencie podjechał pod sklep spożywczy.
wtorek, 1 września 2015
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Ł jak Łopata ALFABET CIOCI ADELI - Łejery
– Do roboty! Do roboty! – zaśpiewała Malwina lat 92.
– Przecież jesteś na emeryturze – zauważyłam.
– Mamy poniedziałek. Początek tygodnia. Potrzeba nam werwy, zapału i ochoty do życia! Do roboty, do roboty!
Stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym i mimo nas przechodziły osoby spieszące się do okolicznych zakładów pracy. My czekałyśmy za dostawą świeżego pieczywa z nocnego wypieku, oni szli na konfrontację ze swoim pracodawcą. Ale to jednak my wytyczałyśmy standardy radzenia sobie w sytuacjach stresowych.
– Najbardziej robotne są chłopy małorolne – stwierdziła Pela lat 83. – Miałam małe mieszkanko oraz człowieka na ziemi niewielkiej. Wypucował mi chałupę, ale płodów nie miał satysfakcjonujących, więc wystawiłam mu walizki za drzwi.
– Najlepsze są chłopy z Polskiego Stronnictwa Ludowego! – uznała Dziunia lat 60. – Pawlak bardzo mnie kręci.
– Nudzi mnie to – prychnęła Kunia lat 90. – Akurat pracuję nad wyrównaniem PH pochwy.
– Łejery! – zareagowałam. – Nie możesz, Kunia, faszerować nas swoją chemią. To rodzi kwasy, tymczasem my musimy dbać o zasady.
– Chciałabym mieć w domu Łopatę – wyznała Pela lat 83.
– Nie zakopałaś jeszcze swojego byłego? – zadrwiła Malwina lat 92.
– Łopata to jeden z naszych parlamentarzystów – wyjaśniła sąsiadka. – Jasiek jest wartościowym posłem, bo lubi literaturę i historię. Jego ulubionym bohaterem jest Rydel.
– Łejery! – zareagowała Dziunia. – Łopata ma szansę wzruszyć nieurodzajną glebę polskiego
– Wyrównanie PH pochwy to niełatwa robota – wyjawiła Kunia. – Trzeba się starać oraz być skrupulatną.
– Muszę przekopać swoją pamięć i zastanowić się, czy miałam kiedykolwiek Łopatę... – namyślałam się.
– Łejery! – dziwowała się Lwinka. – Jakie podniecające nazwisko. Oddałabym mu się za samą wizytówkę.
– A głos oddałabyś? – dociekała Pela.
– To nie mój okręg – sprytnie uchyliła się od odpowiedzi Malwina.
– Czym on właściwie się wyróżnił? Trzonkiem? – palnęła Kunia.
– Nic nie wiem, o jego trzonku – przyznała się pela.
– To ja zajmę się jednak PH swojej pochwy.
Ożywcze pojawienie się w naszej rozmowie Łopaty nastawiło nas pozytywnie do roboty. Każda z nas przygotowała wcześniej drobne na zakup świeżego pieczywa z nocnego wypieku, a potem zaczęłyśmy snuć plany, czym konstruktywnym zajmiemy się w tym tygodniu.
– Poseł, to jednak świetny impuls – skonstatowała Lwinka. – Łopata, Rydel czy inna Robota dają kopa do działania.
– Oj, tak – kiwnęłyśmy potakująco głowami.
Żadna z nas jednak nie przyznała się, że Łopata podbił nas swoją przystojnością. Ale o onanizmie jeszcze dziś nie rozmawiałyśmy.
– Przecież jesteś na emeryturze – zauważyłam.
– Mamy poniedziałek. Początek tygodnia. Potrzeba nam werwy, zapału i ochoty do życia! Do roboty, do roboty!
Stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym i mimo nas przechodziły osoby spieszące się do okolicznych zakładów pracy. My czekałyśmy za dostawą świeżego pieczywa z nocnego wypieku, oni szli na konfrontację ze swoim pracodawcą. Ale to jednak my wytyczałyśmy standardy radzenia sobie w sytuacjach stresowych.
– Najbardziej robotne są chłopy małorolne – stwierdziła Pela lat 83. – Miałam małe mieszkanko oraz człowieka na ziemi niewielkiej. Wypucował mi chałupę, ale płodów nie miał satysfakcjonujących, więc wystawiłam mu walizki za drzwi.
– Najlepsze są chłopy z Polskiego Stronnictwa Ludowego! – uznała Dziunia lat 60. – Pawlak bardzo mnie kręci.
– Nudzi mnie to – prychnęła Kunia lat 90. – Akurat pracuję nad wyrównaniem PH pochwy.
– Łejery! – zareagowałam. – Nie możesz, Kunia, faszerować nas swoją chemią. To rodzi kwasy, tymczasem my musimy dbać o zasady.
– Chciałabym mieć w domu Łopatę – wyznała Pela lat 83.
– Nie zakopałaś jeszcze swojego byłego? – zadrwiła Malwina lat 92.
– Łopata to jeden z naszych parlamentarzystów – wyjaśniła sąsiadka. – Jasiek jest wartościowym posłem, bo lubi literaturę i historię. Jego ulubionym bohaterem jest Rydel.
– Łejery! – zareagowała Dziunia. – Łopata ma szansę wzruszyć nieurodzajną glebę polskiego
– Wyrównanie PH pochwy to niełatwa robota – wyjawiła Kunia. – Trzeba się starać oraz być skrupulatną.
– Muszę przekopać swoją pamięć i zastanowić się, czy miałam kiedykolwiek Łopatę... – namyślałam się.
– Łejery! – dziwowała się Lwinka. – Jakie podniecające nazwisko. Oddałabym mu się za samą wizytówkę.
– A głos oddałabyś? – dociekała Pela.
– To nie mój okręg – sprytnie uchyliła się od odpowiedzi Malwina.
– Czym on właściwie się wyróżnił? Trzonkiem? – palnęła Kunia.
– Nic nie wiem, o jego trzonku – przyznała się pela.
– To ja zajmę się jednak PH swojej pochwy.
Ożywcze pojawienie się w naszej rozmowie Łopaty nastawiło nas pozytywnie do roboty. Każda z nas przygotowała wcześniej drobne na zakup świeżego pieczywa z nocnego wypieku, a potem zaczęłyśmy snuć plany, czym konstruktywnym zajmiemy się w tym tygodniu.
– Poseł, to jednak świetny impuls – skonstatowała Lwinka. – Łopata, Rydel czy inna Robota dają kopa do działania.
– Oj, tak – kiwnęłyśmy potakująco głowami.
Żadna z nas jednak nie przyznała się, że Łopata podbił nas swoją przystojnością. Ale o onanizmie jeszcze dziś nie rozmawiałyśmy.
niedziela, 30 sierpnia 2015
L jak Lipiński ALFABET CIOCI ADELI - Lepiej
– Wstyd mi o tym mówić, ale mamy jednego parlamentarzystę, który utopił się w kobiecych kurwikach – stwierdziła szeptem Pela lat 83. – Przypomniało mi się, bo nasz proboszcz ostatnio bardzo przypomina posła Lipińskiego.
Zajmowałyśmy dwie pierwsze ławy w lewej nawie kościoła pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Oczekiwałyśmy na rozpoczęcie mszy świętej dla dzieci. Lubimy w niedziele omijać sumę, bo za dużo na niej ględzenia – po prostu za dużo w kazaniach polityki. Natomiast na mszy dla bachorów dużo jest interakcji, ponadto dzieci nie czują skrępowania przed zadawaniem jakichkolwiek pytań. Oczywiście nie na wszystkie kapłan prowadzący ceremonię odpowiada, ale na pewno wszystkie go zaskakują. „Czy ksiądz pod ornatem nosi halkę?”, „Dlaczego grzechem jest modlić się w trakcie robienia kupy, skoro mama mówi, że modlić się można zawsze i wszędzie?”, „Czy 7 grzechów głównych można zapisać w zeszycie na marginesie?”, „Co to jest erekcja i czy jest ona święta?”, „Czy Matka Boska Częstochowska miała kiedykolwiek w oczach kurwiki?”. To ostatnie wywołało w zeszłym tygodniu spory skandal, bo odprawiający ceremonię oburzony wikary przerwał mszę i przyłożył bezczelnemu bachorowi stojącą w zasięgu jego rozgniewanej ręki gromnicą. Złamał ją, przez co rodzic grzesznego dziecięcia został obarczony obowiązkiem zakupienia nowej świecy.
Myślę, że to wydarzenie skierowało dziś myśli Peli na kurwiki. Zresztą nie tylko jej, bo większość koleżanek natychmiast podchwyciła wątek. Wydaje się, że i w ich głowach kiełkował grzech wyartykułowany przez przypadkowego malca.
– Czy proboszcz spotyka się jeszcze z jakąś kobietą poza tobą? – Kunia lat 90 skierowała pytanie bezpośrednio do Gertrudy lat 77.
– On się ze mną nie spotyka – odrzekła urażona Trudzia. – To ja zaglądam na plebanię, by pomóc naszym duchownym w znoju codziennego życia. Robię im przepierkę, ceruję skarpety, krochmalę pościel.
– To ma kogoś na boku czy nie ma? – dociekała Malwina lat 92. – Gadaj, bo zaraz zacznie się msza!
– Proboszcz to święty człowiek.
– A może spotyka się z kimś spoza naszej katolickiej trzódki? – wierciłam dziurę w brzuchu.
– Nasz pasterz nie zapomina o zbłąkanych owieczkach.
– Hę? – zahęchała Wacia lat 81.
– Nawraca taką jedną z warkoczem – przyznała Trudzia. – Odważny kaznodzieja nie boi się wejść w grono wrogich światopoglądowo łajdaczek.
– Łajdaczek, powiadasz...
– On jej coś obiecuje? – indagowałam.
– To jakaś sekretarka – powiedziała Gertruda. – Proboszcz obiecał podnieść jej stan.
– Lipiński obiecał Beger stanowisko sekretarza stanu – przypomniała Pela.
– Kyrie, eleison. Chryste, eleison, Kyrie eleison – wyszeptała Kunia. – Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Nie dowiedziałam się jednak, o co chodziło Kuni, albowiem wyszedł ubrany w zielony ornat proboszcz i rozpoczął mszę.
Kilku szkrabów podbiegło do ołtarza, by w odpowiedniej chwili zadać kapłanowi podchwytliwe pytanie.
Zajmowałyśmy dwie pierwsze ławy w lewej nawie kościoła pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie. Oczekiwałyśmy na rozpoczęcie mszy świętej dla dzieci. Lubimy w niedziele omijać sumę, bo za dużo na niej ględzenia – po prostu za dużo w kazaniach polityki. Natomiast na mszy dla bachorów dużo jest interakcji, ponadto dzieci nie czują skrępowania przed zadawaniem jakichkolwiek pytań. Oczywiście nie na wszystkie kapłan prowadzący ceremonię odpowiada, ale na pewno wszystkie go zaskakują. „Czy ksiądz pod ornatem nosi halkę?”, „Dlaczego grzechem jest modlić się w trakcie robienia kupy, skoro mama mówi, że modlić się można zawsze i wszędzie?”, „Czy 7 grzechów głównych można zapisać w zeszycie na marginesie?”, „Co to jest erekcja i czy jest ona święta?”, „Czy Matka Boska Częstochowska miała kiedykolwiek w oczach kurwiki?”. To ostatnie wywołało w zeszłym tygodniu spory skandal, bo odprawiający ceremonię oburzony wikary przerwał mszę i przyłożył bezczelnemu bachorowi stojącą w zasięgu jego rozgniewanej ręki gromnicą. Złamał ją, przez co rodzic grzesznego dziecięcia został obarczony obowiązkiem zakupienia nowej świecy.
Myślę, że to wydarzenie skierowało dziś myśli Peli na kurwiki. Zresztą nie tylko jej, bo większość koleżanek natychmiast podchwyciła wątek. Wydaje się, że i w ich głowach kiełkował grzech wyartykułowany przez przypadkowego malca.
– Czy proboszcz spotyka się jeszcze z jakąś kobietą poza tobą? – Kunia lat 90 skierowała pytanie bezpośrednio do Gertrudy lat 77.
– On się ze mną nie spotyka – odrzekła urażona Trudzia. – To ja zaglądam na plebanię, by pomóc naszym duchownym w znoju codziennego życia. Robię im przepierkę, ceruję skarpety, krochmalę pościel.
– To ma kogoś na boku czy nie ma? – dociekała Malwina lat 92. – Gadaj, bo zaraz zacznie się msza!
– Proboszcz to święty człowiek.
– A może spotyka się z kimś spoza naszej katolickiej trzódki? – wierciłam dziurę w brzuchu.
– Nasz pasterz nie zapomina o zbłąkanych owieczkach.
– Hę? – zahęchała Wacia lat 81.
– Nawraca taką jedną z warkoczem – przyznała Trudzia. – Odważny kaznodzieja nie boi się wejść w grono wrogich światopoglądowo łajdaczek.
– Łajdaczek, powiadasz...
– On jej coś obiecuje? – indagowałam.
– To jakaś sekretarka – powiedziała Gertruda. – Proboszcz obiecał podnieść jej stan.
– Lipiński obiecał Beger stanowisko sekretarza stanu – przypomniała Pela.
– Kyrie, eleison. Chryste, eleison, Kyrie eleison – wyszeptała Kunia. – Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Nie dowiedziałam się jednak, o co chodziło Kuni, albowiem wyszedł ubrany w zielony ornat proboszcz i rozpoczął mszę.
Kilku szkrabów podbiegło do ołtarza, by w odpowiedniej chwili zadać kapłanowi podchwytliwe pytanie.
sobota, 29 sierpnia 2015
K jak Kuchciński ALFABET CIOCI ADELI - Klakier
Życie jest szare. Chyba dlatego żadna z nas – dziewczyn z poznańskiej Wildy – nie robi zakupów o przyzwoitej godzinie ósmej czy dziewiątej, by nie natknąć się na spieszących się do pracy szaraczków. Ustawiamy się za to o świcie w ogonku przed sklepem spożywczym i wypatrujemy przyjazdu furgonu z piekarni. Tu nadajemy naszej egzystencji kolory, dyskutując oraz odwołując się do tych sfer, które szczególnie skrzą się kolorami tęczy. Niewątpliwie do nich należy polityka oraz politycy, a wśród nich geje i homofoby, czyli utajeni pederaści oraz lesbijki i homofobki, czyli zakonspirowane cipkolubki.
Dziś wyjątkowo rozmowę zagaiła Gertruda lat 77, która jako jedyna z nas nie rozumie właściwie porannej terapii kolorami.
– Jest taki porządny parlamentarzysta – stwierdziła na początku swego krótkiego wywodu. – Wyróżnia się kulturą osobistą oraz wrodzoną uprzejmością. Jest cichy i usłużny. Prawy i sprawiedliwy. Buty czyści sobie, a także prezesowi. Na powitanie całuje kobiety w ręce, na do widzenia kłania się do pasa. Ojciec Tadeusz zaprasza go do radia. Ojciec Tadeusz zaprasza go do telewizji. Ojciec Tadeusz po prostu zaprasza go do mediów.
– Z jakiego powodu? – spytała Malwina lat 92.
– Dlatego, że ów człowiek wyraził kiedyś piękną myśl: „Zwracamy się do mediów, aby zadawały właściwe pytania.”
– Widocznie ojciec Tadeusz szybko doszedł z nim do porozumienia, jakich właściwych udzielać ma odpowiedzi – cierpko uznała Kunia lat 90.
– Jak on się nazywa? – zainteresowałam się.
– A jak on wygląda? – Dziunia lat 60 lubiła przebierać nogami i oglądać fotki dobrze ustawionych w życiu facetów.
– Mam fotografię nieco nieaktualną... – krygowała się Trudzia.
– Dawaj! – zażądała Kunia.
– Nie ociągaj się! – poparła ją Pela lat 83.
– Co to za szaraczek? – odezwałam się rozczarowana.
– Teraz rozumiem, dlaczego to akurat on pastuje buty premiera.
– Zaraz, czy to nie jest poseł Kuchciński? – Dziunię olśniło. – Czy on już ma żonę?
– To zależy – zastanowiła się Lwinka. – Jeśli pan prezes jest jego idolem, to może być kawalerem, ale jeśli jest tylko jego klakierem...
– Ma troje dzieci z jedną żoną – poinformowała Trudzia. – To wzór katolika, który bogobojnie uprawia swój ogródek.
– To prawda – przytaknęła Pela. – Słyszałam, że przerwał studiowanie historii sztuki na KUL, by przenieść się do Policealnego Studium Ogrodniczego. Tę szkołę akurat udało się mu ukończyć.
– W galeriach malarstwa nie można klaskać – zauważyła Dziunia. – Natomiast w ogrodzie nieraz zaatakuje cię komar i wtedy klaszczesz. Żeby zabić.
– Obecnie klaszcze, by zdopingować prezesa – stwierdziła Lwinka. – Nie gryzie się ręki pana, która karmi.
– Pomodlę się za pana Marka – obiecała Trudzia. – Może chcecie się dołączyć?
– A może razem poklaskajmy na wzór posła? – złożyłam kontrpropozycję.
– Kiedy sztuka jest szara, to tylko klakier swoimi rzęsistymi brawami może ją ubarwić – wyraziła się sentencjonalnie Kunia.
Zaczęłyśmy klaskać. Nawet Gertruda porzuciła modlitwę dla uderzeń dłoni o dłoń. Klaskałyśmy w różnym tempie i różnym rytmie, co dawało nam mnóstwo sił i radości. Nie wszystkim jednak się to spodobało.
– Czy wam odjebało? – Ziutek lat 48 wychylił się goły z balkonu próbował nas łajać.
Zagłuszyłyśmy go owacją. Hałas robiłyśmy do przyjazdu furgonu z piekarni. Kierowca pomyślał, że brawa są dla niego, więc w podziękowaniu podarował każdej nas po jednej świeżej bułce z nocnego wypieku.
Pycha!
Dziś wyjątkowo rozmowę zagaiła Gertruda lat 77, która jako jedyna z nas nie rozumie właściwie porannej terapii kolorami.
– Jest taki porządny parlamentarzysta – stwierdziła na początku swego krótkiego wywodu. – Wyróżnia się kulturą osobistą oraz wrodzoną uprzejmością. Jest cichy i usłużny. Prawy i sprawiedliwy. Buty czyści sobie, a także prezesowi. Na powitanie całuje kobiety w ręce, na do widzenia kłania się do pasa. Ojciec Tadeusz zaprasza go do radia. Ojciec Tadeusz zaprasza go do telewizji. Ojciec Tadeusz po prostu zaprasza go do mediów.
– Z jakiego powodu? – spytała Malwina lat 92.
– Dlatego, że ów człowiek wyraził kiedyś piękną myśl: „Zwracamy się do mediów, aby zadawały właściwe pytania.”
– Widocznie ojciec Tadeusz szybko doszedł z nim do porozumienia, jakich właściwych udzielać ma odpowiedzi – cierpko uznała Kunia lat 90.
– Jak on się nazywa? – zainteresowałam się.
– A jak on wygląda? – Dziunia lat 60 lubiła przebierać nogami i oglądać fotki dobrze ustawionych w życiu facetów.
– Mam fotografię nieco nieaktualną... – krygowała się Trudzia.
– Dawaj! – zażądała Kunia.
– Nie ociągaj się! – poparła ją Pela lat 83.
– Co to za szaraczek? – odezwałam się rozczarowana.
– Teraz rozumiem, dlaczego to akurat on pastuje buty premiera.
– Zaraz, czy to nie jest poseł Kuchciński? – Dziunię olśniło. – Czy on już ma żonę?
– To zależy – zastanowiła się Lwinka. – Jeśli pan prezes jest jego idolem, to może być kawalerem, ale jeśli jest tylko jego klakierem...
– Ma troje dzieci z jedną żoną – poinformowała Trudzia. – To wzór katolika, który bogobojnie uprawia swój ogródek.
– To prawda – przytaknęła Pela. – Słyszałam, że przerwał studiowanie historii sztuki na KUL, by przenieść się do Policealnego Studium Ogrodniczego. Tę szkołę akurat udało się mu ukończyć.
– W galeriach malarstwa nie można klaskać – zauważyła Dziunia. – Natomiast w ogrodzie nieraz zaatakuje cię komar i wtedy klaszczesz. Żeby zabić.
– Obecnie klaszcze, by zdopingować prezesa – stwierdziła Lwinka. – Nie gryzie się ręki pana, która karmi.
– Pomodlę się za pana Marka – obiecała Trudzia. – Może chcecie się dołączyć?
– A może razem poklaskajmy na wzór posła? – złożyłam kontrpropozycję.
– Kiedy sztuka jest szara, to tylko klakier swoimi rzęsistymi brawami może ją ubarwić – wyraziła się sentencjonalnie Kunia.
Zaczęłyśmy klaskać. Nawet Gertruda porzuciła modlitwę dla uderzeń dłoni o dłoń. Klaskałyśmy w różnym tempie i różnym rytmie, co dawało nam mnóstwo sił i radości. Nie wszystkim jednak się to spodobało.
– Czy wam odjebało? – Ziutek lat 48 wychylił się goły z balkonu próbował nas łajać.
Zagłuszyłyśmy go owacją. Hałas robiłyśmy do przyjazdu furgonu z piekarni. Kierowca pomyślał, że brawa są dla niego, więc w podziękowaniu podarował każdej nas po jednej świeżej bułce z nocnego wypieku.
Pycha!
piątek, 28 sierpnia 2015
K jak Kruk ALFABET CIOCI ADELI - Karafka
Wacława lat 81 od dawna ma dość dziwne przyzwyczajenie. Otóż z czwartku na piątek lubi sobie dziabnąć. I nie jest to jedno piwo czy naparstek mocniejszego alkoholu. Ona wypełnia kryształową karafkę swojskim samogonem, który od soboty przygotowuje w odziedziczonej po zmarłym mężu aparaturze. Już od niedzieli w jej mieszkaniu bulgocze, a przyszły trunek zaczyna pracować nad swoją mocą.
Wacia rzadko ustawia się z nami w kolejce przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, bo świeże pieczywo z nocnego wypieku mało ją interesuje. Jest za to najlepszą klientką w kategorii kupna cukru w opakowaniach kilogramowych. Ten towar może nabyć o różnych porach dnia, dlatego najczęściej omija nasz ogonek. Zdarza się jednak, że całą czwartkową noc spędza na chlaniu owoców swojego hobby, a wtedy rano zjawia się na chwiejnych nogach po maślankę lub inny kefir i przy okazji kupi kilka bułek, a czasem nawet chleb razowy. Oczywiście nie widzimy jej każdego piątkowego poranka, bo jeśli bimber wyjdzie dobry, czyli z odpowiednią mocą, to koneserka chałupniczych eksperymentów lat 81 pada przed świtem i nie dobudzi jej nawet walący w drzwi wejściowe listonosz przynoszący jakże pożądaną emeryturę.
Dziś jednak Wacia zygzakiem doczłapała się do nas. Przyciągnęła za sobą chmurę zapachów wszelakich, który u Gertrudy lat 77 spowodował spontaniczny gest żegnania się, znaczy robienia na okrągło znaku krzyża. Nie dla wszystkich był to jednak znak męki Pańskiej.
– Masz łyka? – Kunia lat 90 bezpardonowo dopraszała się o możliwość degustacji Waciowego napitku.
– Kra kra kra! – zakrakała natomiast Pela lat 83, która była wrogiem alkoholu.
– Kru kru kru! – dołączyłam się do Peli, bo przeszkadzał mi smród Wacławy.
– Co ty masz za dziwny akcent? – zdziwiła się Malwina lat 92. – Zagranicznie kraczesz? Tfu, kruczysz?
– Dokąd kruczysz, pani? – spytała w miarę trzeźwo Wacia.
– Oj, nie kraczę, lecz kruczę. Elką kruczę.
– Elką? Jesteś instruktorką prawa jazdy? – nawinie zapytała Dziunia lat 60.
– „Że co? Że na przykład to ja miałam urodziny dwa dni temu?” – Wacia spytała bez ładu i składu.
– Wacia, ty masz deja vu? – zdziwiłam się. – Nie swoje deja vu?
– Dlaczego?
– Bo Wacia mówi Krukiem. Znaczy Krukową.
– „Ja potrafię pracować dobrze, potrafię coś tam, coś tam” – kontynuowała zawiana sąsiadka.
– Ona mówi słowami Elżbiety Kruk – oznajmiłam kolejkowiczkom. – Naszej posłanki radosnej.
– No i co z tego? – dociekała Lwinka.
– „Proszę mnie zbadać alkomatem” – poprosiła Wacia, znów cytując Elkę Kruk, po czym klapnęła na chodnik. – Jestem ubezpieczona w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – dodała od siebie, a następnie oparła głowę o witrynę sklepu.
– Nie zasypiaj! – krzyknęła Kunia. – Masz łyka?
Pytanie to zawisło w chmurze wydechu i nie znalazło odpowiedzi.
Kiedy podjechał furgon z piekarni, to nawet zapach świeżego pieczywa z nocnego wypieku nie zabił woni Waci. Podobnie gaz z rury wydechowej nie dał rady.
– Mówię wam, zbliża się kolejny weekend – wieszczyła Lwinka.
– Boże, miej nas w opiece – Gertruda poprosiła Siłę Wyższą.
Po jej zrezygnowanej minie zrozumiałyśmy jednak, że modlitwy nie muszą zostać wysłuchane.
Wacia rzadko ustawia się z nami w kolejce przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, bo świeże pieczywo z nocnego wypieku mało ją interesuje. Jest za to najlepszą klientką w kategorii kupna cukru w opakowaniach kilogramowych. Ten towar może nabyć o różnych porach dnia, dlatego najczęściej omija nasz ogonek. Zdarza się jednak, że całą czwartkową noc spędza na chlaniu owoców swojego hobby, a wtedy rano zjawia się na chwiejnych nogach po maślankę lub inny kefir i przy okazji kupi kilka bułek, a czasem nawet chleb razowy. Oczywiście nie widzimy jej każdego piątkowego poranka, bo jeśli bimber wyjdzie dobry, czyli z odpowiednią mocą, to koneserka chałupniczych eksperymentów lat 81 pada przed świtem i nie dobudzi jej nawet walący w drzwi wejściowe listonosz przynoszący jakże pożądaną emeryturę.
Dziś jednak Wacia zygzakiem doczłapała się do nas. Przyciągnęła za sobą chmurę zapachów wszelakich, który u Gertrudy lat 77 spowodował spontaniczny gest żegnania się, znaczy robienia na okrągło znaku krzyża. Nie dla wszystkich był to jednak znak męki Pańskiej.
– Masz łyka? – Kunia lat 90 bezpardonowo dopraszała się o możliwość degustacji Waciowego napitku.
– Kra kra kra! – zakrakała natomiast Pela lat 83, która była wrogiem alkoholu.
– Kru kru kru! – dołączyłam się do Peli, bo przeszkadzał mi smród Wacławy.
– Co ty masz za dziwny akcent? – zdziwiła się Malwina lat 92. – Zagranicznie kraczesz? Tfu, kruczysz?
– Dokąd kruczysz, pani? – spytała w miarę trzeźwo Wacia.
– Oj, nie kraczę, lecz kruczę. Elką kruczę.
– Elką? Jesteś instruktorką prawa jazdy? – nawinie zapytała Dziunia lat 60.
– „Że co? Że na przykład to ja miałam urodziny dwa dni temu?” – Wacia spytała bez ładu i składu.
– Wacia, ty masz deja vu? – zdziwiłam się. – Nie swoje deja vu?
– Dlaczego?
– Bo Wacia mówi Krukiem. Znaczy Krukową.
– „Ja potrafię pracować dobrze, potrafię coś tam, coś tam” – kontynuowała zawiana sąsiadka.
– Ona mówi słowami Elżbiety Kruk – oznajmiłam kolejkowiczkom. – Naszej posłanki radosnej.
– No i co z tego? – dociekała Lwinka.
– „Proszę mnie zbadać alkomatem” – poprosiła Wacia, znów cytując Elkę Kruk, po czym klapnęła na chodnik. – Jestem ubezpieczona w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – dodała od siebie, a następnie oparła głowę o witrynę sklepu.
– Nie zasypiaj! – krzyknęła Kunia. – Masz łyka?
Pytanie to zawisło w chmurze wydechu i nie znalazło odpowiedzi.
Kiedy podjechał furgon z piekarni, to nawet zapach świeżego pieczywa z nocnego wypieku nie zabił woni Waci. Podobnie gaz z rury wydechowej nie dał rady.
– Mówię wam, zbliża się kolejny weekend – wieszczyła Lwinka.
– Boże, miej nas w opiece – Gertruda poprosiła Siłę Wyższą.
Po jej zrezygnowanej minie zrozumiałyśmy jednak, że modlitwy nie muszą zostać wysłuchane.
czwartek, 27 sierpnia 2015
K jak Kopacz ALFABET CIOCI ADELI - KSUT
– Mam duże ambicje, ale nie chcę stracić nic ze swojej kobiecości – wyznała Gertruda lat 77.
Przed chwilą skończyła zmawiać poranny pacierz. Zaspała dziś nieco, a chcąc zjawić się punktualnie w ogonku przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, przeniosła w czasie poranną modlitwę. Teraz już podniosła się z klęczek. Dziwiła trochę rzucona przez nią myśl, ale nie domyślałyśmy się, jaką modlitwę klepała, bo pacierz zawsze odmawiała po cichu.
– Ja też czuję podobnie – stwierdziła Kunia lat 90, która ostatnio rzadko zgadzała się z rozmodloną koleżanką. – Jeszcze 40 lat temu myślałam o karierze politycznej, ale gdy zobaczyłam jak w miejsce męża Margaret Thatcher nosiła w swej rodzinie kalesony, to zrezygnowałam ze swoich planów.
– Kalesony nie są seksowne – uznała Wacława lat 81 – raz dla żartu założyłam te zimowe męskie galoty , ale jak mój były zobaczył rozchylający się rozporek...
– Dość – przerwałam – nie musisz kończyć, Wacia.
– Jako dziecko chciałam zostać księdzem – przypomniała sobie Trudzia – jeszcze wtedy nie wiedziałam, czym różni się dziewczynka od chłopca i jakie to ma znaczenie przy powołaniu do stanu kapłańskiego. W każdym razie do dziś lubię nosić się w czarnych sukienkach z białym, delikatnym kołnierzykiem.
– Mąż Kopacz też nie przeżył kariery politycznej żony – celnie stwierdziła Pela lat 83. – Wykopyrtnął zanim stała się pierwszą Ewą w państwie.
– Kobieta Szczodrze Utalentowana Triumfuje – podsumowałam. – W skrócie to KSUT. Kobiety z tym syndromem są samicami Alfa.
– Niby w jakiej sferze jest szczodrze utalentowana? – zakpiła Kunia. – W obsłudze stetoskopu?
– KSUT? – zastanawiała się Wacia.
– Jeżeli proboszcz zakazał się modlić za Komorowskiego, to ja za panią Kopacz też nie zmówię żadnej z litanii
– KSUT? – rozmyślała Dziunia lat 60.
– Zaraz, czy na wspak nie jest to Tusk? – zdziwiła się Lwinka.
– Czyli miałam rację – rzekła triumfująco Kunia. – Kobieta na stolcu premiera w końcu założy kalesony!
– Jak to dobrze, że mój były już nie żyje... – podsumowała Wacia.
W tym momencie otworzyły się drzwi do sklepu spożywczego. My jednak nie weszłyśmy do środka. Cały czas oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Dziś trochę się spóźniał.
Może wziął przykład z premierów różnych państw, którzy swoje decyzje też podejmowali z opóźnieniem?
Przed chwilą skończyła zmawiać poranny pacierz. Zaspała dziś nieco, a chcąc zjawić się punktualnie w ogonku przed naszym sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie, przeniosła w czasie poranną modlitwę. Teraz już podniosła się z klęczek. Dziwiła trochę rzucona przez nią myśl, ale nie domyślałyśmy się, jaką modlitwę klepała, bo pacierz zawsze odmawiała po cichu.
– Ja też czuję podobnie – stwierdziła Kunia lat 90, która ostatnio rzadko zgadzała się z rozmodloną koleżanką. – Jeszcze 40 lat temu myślałam o karierze politycznej, ale gdy zobaczyłam jak w miejsce męża Margaret Thatcher nosiła w swej rodzinie kalesony, to zrezygnowałam ze swoich planów.
– Kalesony nie są seksowne – uznała Wacława lat 81 – raz dla żartu założyłam te zimowe męskie galoty , ale jak mój były zobaczył rozchylający się rozporek...
– Dość – przerwałam – nie musisz kończyć, Wacia.
– Jako dziecko chciałam zostać księdzem – przypomniała sobie Trudzia – jeszcze wtedy nie wiedziałam, czym różni się dziewczynka od chłopca i jakie to ma znaczenie przy powołaniu do stanu kapłańskiego. W każdym razie do dziś lubię nosić się w czarnych sukienkach z białym, delikatnym kołnierzykiem.
– Mąż Kopacz też nie przeżył kariery politycznej żony – celnie stwierdziła Pela lat 83. – Wykopyrtnął zanim stała się pierwszą Ewą w państwie.
– Kobieta Szczodrze Utalentowana Triumfuje – podsumowałam. – W skrócie to KSUT. Kobiety z tym syndromem są samicami Alfa.
– Niby w jakiej sferze jest szczodrze utalentowana? – zakpiła Kunia. – W obsłudze stetoskopu?
– KSUT? – zastanawiała się Wacia.
– Jeżeli proboszcz zakazał się modlić za Komorowskiego, to ja za panią Kopacz też nie zmówię żadnej z litanii
– KSUT? – rozmyślała Dziunia lat 60.
– Zaraz, czy na wspak nie jest to Tusk? – zdziwiła się Lwinka.
– Czyli miałam rację – rzekła triumfująco Kunia. – Kobieta na stolcu premiera w końcu założy kalesony!
– Jak to dobrze, że mój były już nie żyje... – podsumowała Wacia.
W tym momencie otworzyły się drzwi do sklepu spożywczego. My jednak nie weszłyśmy do środka. Cały czas oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Dziś trochę się spóźniał.
Może wziął przykład z premierów różnych państw, którzy swoje decyzje też podejmowali z opóźnieniem?
środa, 26 sierpnia 2015
K jak Kempa ALFABET CIOCI ADELI - Karino
– Jeśli to jest normalny tryb procedowania, to ja jestem Greta Garbo albo Marilyn Monroe – stwierdziła ni z gruszki, ni z pietruszki Kunia lat 90. – Kolanem chce pan to sprawozdanie przepchnąć. Proszę zejść na ziemię i zastanowić się co pan tu robi, proszę przestać wykonywać partyjne rozkazy.
– Czy koleżankę ostatnio koń nie kopnął? – spytała złośliwie Gertruda lat 77. – Przecież w naszym ogonku nie stoi żaden chłop.
Rzeczywiście, stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie. Jak zwykle oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Kupowałyśmy o świcie bułki i chleb, a potem zajadałyśmy się smakowitymi śniadaniami. Oczywiście każda z nas z osobna w swoim mieszkaniu.
– Ty jesteś Marylin Monroe? – zaśmiała się Malwina lat 92. – Z tymi dziarami?
To prawda, Kunia miała wytatuowane niemal całe ciało.
– Przecież ja tylko cytuję – tłumaczyła się moja przyjaciółka lat 90 – Beatę Kempę cytuję! „Jestem obecnie poddawana takim samym „atakom” i być może tak samo „brutalnym naciskom”, jak nieżyjąca pani Barbara Blida.”
– A jednak koń cię kopnął – Pela lat 83 poparła Trudzię.
– Przepraszam – przeprosiła grzecznie Gertruda – Kempa jest porządna, bo często gości w radio u ojca Tadeusza.
– Po co ją cytujesz? – zadałam oczywiste pytanie.
– Przecież w Palikocie się podkochujesz –Lwinka nieopatrznie wyjawiła sekret naszej sąsiadki.
– „Jeżeli poziom debaty pana Palikota to poezja, to nie wiem, co tu robię.” – odrzekła Kunia.
– Ale po ją cytujesz? – powtórzyłam.
– Pomodlę się za panią Beatę – obiecała Trudzia.
– Przestań – Pela wydęła wargi w grymasie niesmaku. – Kunia, z koniem chcesz się kopać.
– Właśnie – wtrąciła się Dziunia lat 60. – Lepiej obejrzyj serial „Karino”. Wyciszysz się i na koniki popatrzysz, a nie na tłuste babsko.
– Ćwiczę grę aktorską – wyjawiła Kunia.
– Jak to?
– Kempa jest mistrzynią gry aktorskiej.
– Nie rozumiem – Lwinka kiwała z niedowierzaniem głową.
– Może wymień jakieś jej role? – zachęciłam Kunię.
– Wyśmienicie zagrała rolę prawnika, choć nie ma ani aplikacji, ani nawet tytułu magistra prawa.
– Zgadza się – potwierdziła Pela.
– Wielokrotnie weszła w rolę eksperta i póki nie dochodziło do konkretów, póty świetnie obywała się bez faktów i liczb.
– Zgadza się – zgodziła się Dziunia.
– „Jeśli panowie mają życzenie mogą zorganizować swoją konferencję prasową. Teraz ja tu jestem gospodarzem i zapraszam panów do współpracy. Tego, co się stało, nie życzyłby sobie Przemysław Gosiewski” – ustami posłanki Kunia zakończyła swoją argumentację.
– Zgadza się.
– A ja nie zrezygnuję z modlitwy za panią Ewę – oznajmiła Trudzia, po czym padła na kolana, rozpoczynając zmawianie Litanii do Serca pana Jezusa.
I właśnie w takiej pozycji została muśnięta przez snopy światła reflektorów furgonu, który przybył na czas z piekarni.
– Czy koleżankę ostatnio koń nie kopnął? – spytała złośliwie Gertruda lat 77. – Przecież w naszym ogonku nie stoi żaden chłop.
Rzeczywiście, stałyśmy w ogonku przed sklepem spożywczym na poznańskiej Wildzie. Jak zwykle oczekiwałyśmy na przyjazd furgonu z piekarni, który dowoził świeże pieczywo z nocnego wypieku. Kupowałyśmy o świcie bułki i chleb, a potem zajadałyśmy się smakowitymi śniadaniami. Oczywiście każda z nas z osobna w swoim mieszkaniu.
– Ty jesteś Marylin Monroe? – zaśmiała się Malwina lat 92. – Z tymi dziarami?
To prawda, Kunia miała wytatuowane niemal całe ciało.
– Przecież ja tylko cytuję – tłumaczyła się moja przyjaciółka lat 90 – Beatę Kempę cytuję! „Jestem obecnie poddawana takim samym „atakom” i być może tak samo „brutalnym naciskom”, jak nieżyjąca pani Barbara Blida.”
– A jednak koń cię kopnął – Pela lat 83 poparła Trudzię.
– Przepraszam – przeprosiła grzecznie Gertruda – Kempa jest porządna, bo często gości w radio u ojca Tadeusza.
– Po co ją cytujesz? – zadałam oczywiste pytanie.
– Przecież w Palikocie się podkochujesz –Lwinka nieopatrznie wyjawiła sekret naszej sąsiadki.
– „Jeżeli poziom debaty pana Palikota to poezja, to nie wiem, co tu robię.” – odrzekła Kunia.
– Ale po ją cytujesz? – powtórzyłam.
– Pomodlę się za panią Beatę – obiecała Trudzia.
– Przestań – Pela wydęła wargi w grymasie niesmaku. – Kunia, z koniem chcesz się kopać.
– Właśnie – wtrąciła się Dziunia lat 60. – Lepiej obejrzyj serial „Karino”. Wyciszysz się i na koniki popatrzysz, a nie na tłuste babsko.
– Ćwiczę grę aktorską – wyjawiła Kunia.
– Jak to?
– Kempa jest mistrzynią gry aktorskiej.
– Nie rozumiem – Lwinka kiwała z niedowierzaniem głową.
– Może wymień jakieś jej role? – zachęciłam Kunię.
– Wyśmienicie zagrała rolę prawnika, choć nie ma ani aplikacji, ani nawet tytułu magistra prawa.
– Zgadza się – potwierdziła Pela.
– Wielokrotnie weszła w rolę eksperta i póki nie dochodziło do konkretów, póty świetnie obywała się bez faktów i liczb.
– Zgadza się – zgodziła się Dziunia.
– „Jeśli panowie mają życzenie mogą zorganizować swoją konferencję prasową. Teraz ja tu jestem gospodarzem i zapraszam panów do współpracy. Tego, co się stało, nie życzyłby sobie Przemysław Gosiewski” – ustami posłanki Kunia zakończyła swoją argumentację.
– Zgadza się.
– A ja nie zrezygnuję z modlitwy za panią Ewę – oznajmiła Trudzia, po czym padła na kolana, rozpoczynając zmawianie Litanii do Serca pana Jezusa.
I właśnie w takiej pozycji została muśnięta przez snopy światła reflektorów furgonu, który przybył na czas z piekarni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






